"BALANS CIAŁEM"

Kwadrans prościuteńkiej wieczności
Trwające piętnaście minut niczego
Zbaraniał oblany kremówką dość starą
Odczekał kilka minut po czym się zestarzał
Pomyślał: Po co?

Z góry ktoś odrzekł: A kto ci to powie?

Szeroka droga krótka wzdłuż na trzy cale
Flegmy śmiertelności w uszach przy skwarze
Gdy słoneczne epopeje nabierały innego koloru
Doszedłem do wniosku że jestem z cholesterolu

Uwielbiam szynkę i cztery mielone
Więcej na raz nie zjem bo przesolone

Poza tym herbatą złośliwą popijam więc im więcej teiny...
Opuszczam to miejsce by w kolejnym nie potrzebnym tym przypadku
Wyjść z katarakt tych bolesnych i poczuć wiosnę w nosowym gniazdku
Po czym zapuszczam w ogródku słowną akrobacją kolejne zieleniny

...to z teiny ku woli wytłumaczenia.

Z góry ktoś odrzekł: I po co ci to było?

Odpowiedziałem: W połączeniu z moją śliną na owej plantacji coś może wyrośnie.

Z góry ktoś odrzekł (radosny w polifonii): Pewnie grzyby wesołe takie duże kolorowe...

Przerwałem: Lubię grzyby, szczególnie suszone...

Dokończył: W kropki?.. Czerwone?..

Marchewką nie pogardzę
Zdobyczą tą się wzbogacę

Lub też wszystko to co inne w dekalogach potracę
Wezmę w garść ryzykowne plany i przyśpieszę
Po czym przewrócę się na tej to też drodze i stwierdzę
Dosyć łagodnie że skarpety uwierają mnie w lewą stopę

Pomyślał: Na co to?

Z góry ktoś odrzekł: I myślisz że ktoś ci to powie?

Uwielbiałem kiedyś patrzeć na własne przesłanie
Bez przerwy gadałem że ktoś z tu obecnych kłamie
Jak policzalny poliglota zawlokłem więc kanalię
I skórę zdarłem z jego prostego słowa po czym w defraudacjach ugotowany
We wściekłości nagromadziłem stosy potrzebnych mi banalnych i dodałem
Dodał: Karmię się sumieniem zabijam z nawiązką...

Z góry ktoś rzekł: O co ci w tym wszystkim chodzi?

Stwierdziłem: Śmierdzisz mi obojętny dyskretny popleczniku niczego.

Z góry ten ktoś odrzekł: Koniec tego bezczelnego!!!!!

I ów ten z góry zapowiedział koniec

koniec