"Bez tytularny część 14"

###

Połknąłem bakcyla
Rozpierzchłem się w pół drogi ale krótko mówiąc zawisłem nad sobą
Nad tą postacią pełną kłębów dymu nad zamgloną facjatą imitującą człowieka
Nad sobą nad człowiekiem z krwi i kości nad jego umalowanymi ustami i włosami rdzawo
twardymi

Patrzę

Jest to osoba podniebna co nad ziemią stopami tupocze o roślinne trawy
Łamią się zboża a chleb w ustach twardą skorupką się obija
Połyka
Ten człowiek z chrustu i palących się smogów
Z wyciągu szerszenia z igły do ukąszenia ze smarów i olejów
Z łamiącą się kością
Widzę siebie z nieba spoglądam na opuszki martwych poruszających się palców
Martwych gdyż nie czułych właściwie on nie wie gdzie ma wędrować nie wiem gdzie iść
Palce u stóp więdną jak kwiaty na suchym słońcu bez kropli deszczówki
Bez picia źle się czuję on źle się czuje

Widzę

Postrzegając analizuję sobie
Gryzę wargę na czczo nie popijając w suchotach wilgoć nie zaistniała tygodnie
Wokół jest jarzynowo i jabłka słodko kwaśne z trudem wyrywane przez wątłe ciało
I zbyt suche by nimi się najeść

Połknąłem bakcyla bycia bogiem lecz z góry siebie widząc nie dostrzegam zbyt wiele

Zanadto się znudziłem

Bakcyl lekko wodnisty pozwoli przeżyć mi jeszcze kilka tygodni

A ty boże

Patrz

Koniec