###
Posklejać sobie usta, może tak bez słów wywlec zdania półramkowe
Na ścianie wywiesić w bejcy pod kabelkiem w końcówce jeden głośnik
Kipisz i zgraje mentalnych pustek Kontempluję pluję gruzuję
Daleko do sufitu co u góry niebiański kosztuje mnie złotówkę
Znajdź chociaż tyle
Charczysz w śnie Masz lat dwanaście Ja sześćdziesiąt cztery
Co do cholewy To źle że nie jestem twoim ojcem Mam przecież
tyle samo lat co bóg ojciec na defiladzie u boku Franciszka Ferdynanda
Strzał
Skrzyczała moją twarz uderzając pępkiem mój zarost obleśny
Pleśni strych w brodzie Anakonda w ustach sucha bez czucia
Wystający brzuch w środku twarde podeszwy Biedny jestem
jak Charlie Chaplin lat tysiąc temu gotował biszkopty z wkładek
cienistej cholewy Do cholery Dlaczego bierni nie robiąc nic Zakazują
Plują w twarz a potem mówią Nie rób Nie rzygnij mi na słowo bo
kumplem
krytyka Anorektyka w pół metrze w pasie Brzuch owłosiony w zgrzyziska
Posklejać sobie usta I zaplątać dłonie Stopy zatopić w cegle Unieruchomić
skronie Tyle tylko można I słowa z głośniczka powtarzać aż zrozumie
- Szumnie jest dobrze choć w ciszy trudniej
- Doznaj ją trochę zakręć wsporniki głupot
- Pozbieraj się z rzeczy rzecznych i wyrzuć je na postronne
- Zmocz spodnie wsłuchaj słowa Co mówiłeś?
Ona popatrzy
Ta dwunastolatka co szybko dorośnie i pewnie zrozumie
- Zatopi dojrzałość w oczach
- Odpocznie bez krytyk
- Ucieknie od nas
- Daleko
Do mamy płaczącej