"Bez tytularny część 6"

###

Niczemu się nie winię Wstydzę To prawda
Nie z mej jednak winy upadłe są ptactwa

Kawałek mięcha wywinął się wokół powstając z uszka
Klinkiery udka łamiąc pokojowym krokiem a w kuchni stygnąc obiad

Po trochu jestem człowiekiem Matactwem Zgiełkiem
Co tylko chaos ostygnie na minie własnej ściskam zażartą torturę

Się gubię Nie gubię Się tworzę Rozmrożę Rozmnożę
To ostatnie zbyt butne

Pretensji mi dostatek Ile masz latek Wygląda wystarczająco
Tchnące rezultaty w periodyku słowa Gotowa Do rozmów na temat
krętactwa poruszonej skroni

A może brak ci czasu Z braku laku manewruję sobą z brzasku słonecznego
W pretensji tonę Obiecuję Nie stoczę się w przepaść Nie ułamię palca Krwi
ubędzie kropla na piasku zaznaczając wylew twardy Umieram To nie serce

Prędzej głowa

Sworznia na cytadeli załamała się w kampanii i własne ciałko spuściła do nieba
Lecę Wiercę się Na trzy trzymam schematy by nie upuścić na dół Tak potrzebne
Nie zwracając uwag na spontaniczne Mimiczne trwogi Delegaty Boga Co go dość mam

Standardy trzymające przy życiu

Przyzwyczaiłem się do nich

Dwa kotły w piekle co obok stoją siebie
Jeden gorący drugi mrożony pepsi colą
Jeden stygnie drugi się rozgrzewa

Zabierzmy więc drzewa Nie mieszajmy jabłoni z gruszą

Duszą się