###
Przetestować na sobie śmierć po ludzku z prawdziwych poświęceń
W konaniu czas dekady skołowany w darcie przyrzekam kłon bólu
Co wierci mi od przepastnych ryki i darcia sezonowe co trwają i
są
Męcząc po kolei miłosierdzia wobec innych podając zwątpienia znaki
- Śmierci
- Pretensji
- Miłości
- Noreksji
Nie chcę jeszcze dogorywać nadzieją plątając nóżki w przyszłych drogach
Gorąco w uszach zatyka dźwięki powodujące mięknienia mięśni głowych
Gdy poruszana dłoń cię zatyka w pstrych radościach uśmiechem trwonisz
Siebie i tylko poniekąd wokół bliźni pocieszy się z beznadziejności
twojej
- I skruszysz się
- Wygenerujesz z katedry
- Bóg Ojciec ponownie cię ochrzci i nieba odmówi
- A ja płakać będę w drodze donikąd przez spichlerze owoców
Przetestować śmierć wymierna mi korzyść z dotychczasowego istnienia
Nie niedziela święta czy w poniedziałkowy poranek pragnę bezimiennie
Odczulić się z żywota zatopić monotonii cienie i zawlec je do wieżowca
By na zawsze poprzestać nadmiar zrozumienia szkodzący osobowości
- I milkniesz
- Przez dzień tylko jeden podsłuchujesz wschody słońca
- Przez odpowiedni czas uprawiasz miłość by poprzestać
- Przez moment chwalebny wybierasz odbiorcę i snujesz ballady
Poprzez posiadanie dosytu czujesz się dotknięty
Zraniony z lat osiemdziesiątych i lat następnych
W chwili obecnej z degeneracją na smyczy w spacer podążasz
- I łkasz bez duszy
- Oddychasz bo umiesz tylko
- Dotyk pod koszulą bijącego serca
- I usta przeklinające nienawistny łudziec
Nie wiem co więcej śmierć chcę tylko przetestować
Schować się za nią najwyżej uspokoić garść tłoków
Nie stać w kolejce do czyśćca od razu to zakończyć
Być może będzie lepiej bez wszystkiego bez końca
- Bez wspomnień
- Bez pierwszego pocałunku
- Bez matczynej osoby i na ojca nie patrzeć
- Wesprzeć się na ciemności i nie patrzeć nie widzieć
Nie wstydzić się zamknąć refleksje na zawsze choć tylko na zawsze