"BEZ TYTUŁU 4"

Witam cię miłosiernie
Z siermiężnie uwięzionymi dłońmi z opoką nad czołem
Witam skutecznie
Przynajmniej przez tą sekundę twój wzrok spoczywa na moim wypoconym czole
Ale to tylko -ja- więc spojrzenie jest tylko drobiazgiem lekkim umizgiem z twej strony
I zanikasz
Nie że ze spojrzenia Z odczucia wewnątrz mojego cienia co jak nie szarpnięty przyczepiony czołga się pode mną
On cię kochał Zapewne jeszcze potrafi bo ja nie umiem (Śmiech z ust mych)
Witam cię
Zawołam dreszcz niech przejdzie mi po udzie i przypomni co czułem
Niech zerwie te medaliony i narcystyczne wywary co z ust pianą się leją

Tak dużo tego z tak małego serca

Odtruwam się z przepełnionych komór ale chyba nie o to chodzi
Zachowuję się pyszałkowato ale to cień czuwa nade mną
Jeszcze podtrzymuje przed kompletną utratą przed udławieniem językiem z ligniny
Przed tym bym nie przebiegł z opuszczonym wzrokiem całej tej drogi
Co jak nieuchronna ginie pod moimi stopami
W biegu najłatwiej nie zauważyć
Z szybkim oddechem smętnie łamanym stawem przelewającą się wodą przez kolana ze łzą na ścisły amen
Wystarczy krzyż z palców na ramię pierś i klaśnięcie wtórne
Na spojrzenie w niebo
Na ściśnięcie chmury
Witam cię
Brzmi cienko z rozbrajającą odpowiedzialnością z zygzakowatym zakończeniem
Perfidnie choć z mych ust płynie tak czuję że nie umiem że wiernie nie umiem

Cień z pod ciała wydobył się jak zza siatki gdy kradł schnące deszczem jabłka
i chwycił cię w ramiona

Lecz ujrzeć nie mogłem tego bo odwrócony liczyłem budynki z uwięzionymi szczęśliwymi duszami

Koniec