"BLOK POSUWISTO ZWROTNY"

kluczem do owej zasady był brak aktualnych jakby na dzień dzisiejszy zasad i akurat zdaję sobie sprawę z tego że nie jest to zbyt interesujący pomysł aczkolwiek coś takiego przywlokło mi się do głowy

żart

partanina

szumowina w oddali usłyszałem kiedy chciałem co jedynie zjeść malutkie smaczne i nic nie znaczące ciastko

batalia o nieznane

wskakujemy sobie do oczu
najpierw ty wkładasz tam palec
potem ja palec swój wkładam do twoich oczu

i niby tragiczny koniec aczkolwiek to tylko bajka banalna ze swych dawnych czasów

monument

prastary

pomnik

pełen pełnych analiz
grubych na trzy cale
wytępionych zza lat pradawnych
by w pewnym momencie wyszło to wszystko na nowo
na wierzch
z nosa
z ucha
z ust ale nie tych odkrytych nie tych którymi słowa swoje wypuszczam chore i nijakie
z ust tych banalnych gdzie zamiast śliny przełykam wodne wodorosty
popijając to wszystko żeby się nie zapchać likierem obcej domowej roboty czyli cztery roboty rozpieprzają granicę dawnych upustów nalewając do owego napoiku złości i pełne nienawiści-dobrocie melancholije zawarte w słowie spierdalaj aczkolwiek oddaj mi wszystko a więc odkażam raz jeszcze więc powiem odkażam tym wasze złote myślątka po czym pokręciołka wskakuje na dzikiego elektronicznego byka i napawa się zwycięstwem przy obolałej nodze stawiając kufel piwa

mina

mam taką właśnie minę

jak się napiję z kufla owego likieru takiej właśnie miny dostaję
również po mleku podobne następują po sobie refleksje
w banalnym i rzeczywistym przesłaniu
" pokaż mi się słonko"

jeden cycek
oczywiście kobiecy by nie było żadnych niezrozumiałek
kwiatów kilka
zebranych z betonowego lasu niezapominajek
(szczerze powiem, że nigdy nie widziałem tego kwiatu być może wiele straciłem, ale to tylko bajka wyjęta z piedestału, na którym był cały tłum uśmiechniętych panów ich wargi wygięte drucianym uściskiem cztery nowe protezy podtrzymujące ich na duchu wspomnień nutka banał kawał)

był taki sobie kawał

jesteśmy w psychiatryku i widzimy dwóch panów
jeden z nich to lekarz cudowny o wielkim talencie
drugi z nich ubrany w różowy sweterek z takim dziwolągiem na gębie jakby cytryna wyciśnięta do oka lewego w wyniku czego narodził się podziw do świata lekkiego wspominanego w historii zapisanej na kartce papieru gdzie się mordowaliśmy i gwałciliśmy nawzajem wyjęci z małej zapałki
a więc dwaj ci panowie rozmawiają o byle czym o wszystkim o niczym co najwłaściwszą jest tu przestrogą
a więc first (blood) czyli doktor:

- Mam bardzo dobrą wiadomość dla pana. Myślę, że dzisiaj nadejdzie ten moment, kiedy będzie mógł pan nareszcie spojrzeć na prawdziwe światło dzienne w wyniku, czego będzie mógł pan żyć w świecie oryginalnego spostrzeżenia.

- (To badany) Już byłem na tym świecie i w tym świecie (spokojnie z nutką melancholiji), nic mnie dobrego nie spotkało w tej fajnej i niebanalnej krainie. Naprawdę wierzyć mi się nie chce, że kiedy wyjdę na światło to dzienne maszerując spokojnie po twardej i brutalnej w swym kształcie powierzchni to wszystko zmieni się na lepsze. (Patrząc w oczy ubranego na biało okularnika) Mówicie, że jestem nieprzystosowany, ale myślę, że to świat nie przystosował się do mojej osoby, to wy mnie odrzucacie i to wy mnie chowacie. Czy się boicie? Czy w waszych serduszkach jest aż tak wiele strachu? Nic rzeczywistego nie zrobiłem, nikogo też nie skrzywdziłem i faktem fakt, że nie należę do stałego tego fragmentu, mocnego w swym zawiązaniu, zawartego w pięknym pożegnaniu. Nie zarabiam, choć chcę pracować, nie gustuję w wypełnianiu pitów i innych pochodnych i choć jestem antyspołeczny to tak samo jak wy chcę również żyć. Tak było wcześniej, tak było i teraz, tak będzie i jutro.

- Jesteśmy pewni, po wielu badaniach, że ten dzień jutrzejszy będzie dla pana lepszy. Jest pan zdrowy. Jest pan przygotowany. Może pan żyć wśród nas podobnych.

- Cieszę się (jak Hopkins w tym głupim filmie, tak właśnie wygląda gostek w różowym sweterku).

- Jest pan zdrowy.

-
(Z minką uśmiechniętą i z różem odbijającym te promienne uśmiechy prawdziwego słońca wyglądającego zza okna czystego)
Wczoraj jeszcze byłem hitlerkiem, stalinkiem, lecterem i jego cieniem, misiem pysiem, odartym z przepychu tygrysiem, ukochanym cwanym miesiem, i tą aktorką, chyba paltrow się zwała, fajnie było być nią, byłem rywinem, byłem tobą, takim samym lekarzem, grubasem, chudym cielcem, banałem, ciężkim amatorskim oryginałem.
Teraz tak patrzę na pana i jakby zdaję sobie sprawę (łezka wyciągnięta z oka prawego), że znowu jestem nikim.

- (To lekarz w białym i brudnym kitlu) Ależ myli się pan. Będzie pan sobą. Będzie pan człowiekiem, którego wszyscy kochają... (tu mu przerywa gostek w swetrze)

- Wiesz co, może masz rację... (i się popłakał)

a więc jesteśmy
byłem kiedyś kanapką
zgniłem

a więc jestem taki jak wy
byłem kiedyś ciężarówką
wypadłem z drogi

byłem spychaczem lecz to mnie zepchnęli

konałem
co najgorsze przeżyłem

potem się zakochałem
lekko się ucieszyłem
pomyślałem sobie że warto było

uderzyłem się w skrzynkę

do owego cienkiego banału powróciłem

koniec