Bluzka starta powietrzem wydychanym zobojętniała mi w tym
wersie
Odrzucić ją trudno jest luty a w zimnie posiada swoje walory ta
właśnie nawierzchnia
Lecz nie o niej chcę pisać co jedynie poświęcić wers by podziękować
za ozdobnik
Którym pałaszuje się kobieta co przede mną
Na w pół naga
Z oczyma do oczu w błękicie utarte umazane malarskim zwyczajem
to ja to ona
W specyficznym spektaklu
Lecz nie o tym
Mam w sobie kaszankę
Brzuch wydęty w nadmiarze krakowska plus setka wyborowej
Konfrontując w ten sposób rzeczywistość z własną analogią wygodnie
mi dochodzić do wniosków
Kręcąc zaprzeczalnie głową i czując się w głąb innej osoby paskudnieją
mi namiętności czy ułomne potrzeby
Krawat uciska szyję a pasek drapie w skórę ciągnąc za pępkowe
włosie
Kobieta co obok w smutnej mi okrasie
Patrząc na nią dyskretnie się uśmiecham wyprowadzając głowę z przed
jej oblicza
Nie jest już dobrze
Nie czując tego co kiedyś z odruchem ubocznym własnego pośladka
Marszcząc brwi pod koniec
Lecz nie o tym
Czytam biblię i tęsknię za kłapouchym za tygryskiem co spiralkę miał
na ogonie
Wiem już niewiele choć targa się we wspomnieniu konik garbusek
i przygód namiastka
W pięści dużo żyć linii określających poczęty mi dobytek chciałbym
rozbić choć jeden wiatrak
Nie znam się jednak na tym
Nie wiem ile mam czasu do śmierci ile przespanych
Nie zbudzonych nocy
Nie znam ilości ranków penetrujących moje zaszyte myśli
Co w nadmiarze prowadziły do skorumpowanej nerwicy
Nie chcę się denerwować
Nie muszę czynić powinności z których wynika mi niezadowolenie
Lenię się podczas uzewnętrzniania w środku łoża podczas defibrylacji
Nie czuję tego co kiedyś
Wymięty z okiem w lewym rogu pokoju na przygodach Thorgala gromadząc
własne nerwy
Z okiem przymkniętym
Lekarz rzekł
Odejdź
W łazience wyrzygałem cały żołądek co ubocznym było nie przestrzegając opinii będąc zaszytym
W bluzce się znalazłem poświęcając jej ten przedostatni wers
Z półnagiej się odkochałem mówiąc niewygodne a ona zdębiała to
słysząc zapuszczając korzenie w gipsowym klinkierze
koniec