Moja pierś nietęgo rani gdy kształt opowiedziany ukryty znajduje się
w postaci
Kolejny martwy mięsień bezkształtnie rozwinięty w głosie który
zabrzmiał już
Wytarty próg z brudnej tkanki nie własnej we krwi odzwierciedlając
resztki te
Jeden malutki włos gdy w dłoniach mych ten dotyk czyni ze mnie
pewien stan
Pokochać chcę
Zwabiony historią tą
Dzielnie powołując się
Na poddane słowa które ranią mnie
Po czym w bólu tym tworzę inne od nowa
Każdy grymas co więdnie w piekielnej czeluści
Twoich dotknąć ust w pocałunku co zgubnym pozostanie
Poznać treści malarskich prostot w rzeźbie krnąbrnej potokiem
słów
Pokochać chcę
Jedynie tyle co z mych ust
Dłoni tej wyczuć prosty ruch
Wydobyć pozostałe nasze resztki
Z czystych tych głębin wyrzuconych głów
Marmurowych twardych wytartych stukiem kłów
Prastary w samotności rozpostarty szmer ludzkiej krwi
W ciemności sama gdy patrzysz używając ich serc rannych wczoraj
Spotykając aniołów i obraz ten co w głębi twej jak papier szorstki
co rani cię
Dziś
Pokochać chcę
Dłoń wytarta pęcherz małych snów w kształcie gdy nagi byłem znów i
wers
Strofa nutki tej wygrywanej na fortepianowej mogile w kieliszku
pełnym ich
Gorzkich smaków przy piersi której dotyk niezapomniany kłębił
się wśród tych
Co martwym omijali cię wzrokiem przy słowie srogim w miłości
pogrążona ty
Pokochać chcesz
Choć nie wiesz gdzie szukasz ślady w zastępach ich twarze których
pragniesz nie
Boleści sztuki w parnasach gdy miejsca twe powoli tracone odrzucają
owy bez
I jego smak zapach w szkarłatnym kołnierzu czując jego brew i
smak przejrzysty
Tych nożyc dłutem raniąc twardą skałę patrzysz by zrozumieć że
tam krew czysta
Toczy swoją rzeź
Głowa mowy nie potrzebuje już ambrozji odrzuca kolejne kielichy pragniesz
stworzyć gniew
Co w twojej kłębi się duszy w czerwieni kamienia rozgrzanego
by rozbudzić żywe warstwy wilgotnych glin
W rzeźbie w drewnie w duszy czy również serce
Pokochać chcę
Och mój Paulu Claudel
Pokochać jakże twoją siostrę chcę
Koniec