Na dzisiejszy dzień chcę lub pragnę być piękny
Zakręty skóry poobcierane chciejstwem empatii
Jestem
Festyny i proletariaty facjaty usłużne w dezyderaty
Miłosne próby i zakamarki obcego łona jestem i też...
Mnie nie ma
Na dzisiejszy dzień częściej się będę uśmiechał i wołał
Mówił głośne słowa i sprawował się niesamowicie z luz
Kurz wprost z katorgi wbił się w moje antro w ów wersje
Lateksy aluminiowe co z orężnej są wargi poprzez słowo
Docierają pomiędzy
Kawałki mecyjej nędzy w krótkie równiki snów i ust łasych
Język wykończony ciągłym smakiem potrzebuje wyciszenia
I oczy co widzą rzekomo pragną tego zamykając bramy kreacji
Zacierają się umyślne fobie i zawiasy nie trą o miękkie ścięgna
Nóżki w postoju oblecą się energią pośród żuchw i fatamorgany
Polepią się schedy i utracą wykresy ciemność objawi się czułością
I nastąpi gram
Kreowanego spokoju pustego miejsca gdzie w pokoju jestem tylko ja
Ja własny ciasny w podszepty i maluśkie szeregowe w napięcia
i trąbki
Na włoskach kłykcie pienione kąski zestawy zieleni i marzeń plennych
Nastąpi gram wynikający i gram polegający pojawi się gram ciekawszy
i...
Ten eksploatujący każdym razem inaczej raz gacie spuszczone raz
w pępek
Wewnątrz łakocie wcinane przez bielniki baterie i anoreksja wątroby
i nerki
Gram cietrzewia i element wierzchni sucha stopa stawiająca kolejne
kroczki
Dojrzałe zamydlenia i spowszednienia buraczki na talerzach i
smaki cnych warg
Kategorie i zaślepki monetki plastiki zielone badziejki wlepiam
ślepia w styropian
I tworzę muzykę
Wybitnego kleksa
Ój i ój pląsam się i gronostaję byczę się i optykam w krasne raje
po środku nihilizm
Zanadto powiększenie kręci się pląs policzenie egzaltacji liryczny
wstrząs ostki mydła
I rąk załamane ścięgna padające na wytryski umiarkowane łamię
się w potrzebie i wiem
Ój i ój połyskiwania darcie świra by zewsząd padł element grudki
na ziemi czopek i rytm
Czarny kredą zarumieniony pasły na twarzy w policzki milczące
i oczy nie mówiące i ty też
Plączesz koło mnie warkoczyki pokrętnie finezyjne okiennice zniżam zastawiam twarz jętką gestem pląsam w słowach słoneczniki buźki twej jasnej nuż jest mi prędzej i w tobie zasnę
Koniec