Jezus Chrystus zdefraudował mi kiedyś kanapkę
To znaczy moja reminiscencja jest jeszcze młoda
Mierzi moje zwyrodnienie zwodnicze więc jestem...
Wściekły
Ależ Chryste Panie to moja była kanapka czemuś to uczynił
Ale on tylko spojrzał na mnie zachowywał się jak osesek
Koktajlowo sprężynował na boki wydając te szkaradne dźwięki w
rytmie disco
A ja bez przerwy bluźniłem zatopiony w alogicznym kaprysie
A on się uśmiechnął wiedział że nic mu nie zrobię przecież...
Był Bogiem
Byłem gniewliwy troszkę nawet zaślepiony swoim istnieniem
Brnąłem dalej kląłem nie tylko za to że zjadł moją kanapkę
Sympatyczne śniadanie urządzone w sposób najświętszy a on...
Moją świętość zbezcześcił
Typowa standardowa kanapka dwa kawałki nie śmieszne myślałem tak
Lecz pyszne bardzo szykownie rysujące się w moim podświadomym
Pomiędzy nimi klasyczna i chełpliwa polędwica bardzo jeszcze
wilgotna
A więc smakowicie i świeżo malująca moje zmysły na bardziej planowe
i...
Zniweczone
KURWA!!!!!!!!!!!!!!!!
Ukradłeś mi kanapkę
Inaczej tego nie nazwę
Zrobiłeś to świadomie
Wewnątrz co moje...
Zgubione
I utracone
Wkurzyłem się nie lada pobiegłem najszybciej w stronę twoją zemścić
się by móc
W wyobrażeniu reakcje ciała mojego choć tylko bluźnię nie poddam
bez krwi się
Gotowy na wszystko w zasięgu oczka i dłoni zmęczonej gdzie strupek
szybko wyzdrowiał
Przy twojej to też obecności ale byłem ślepy zbyt na cuda co ciebie wokół innych męczyły
Czy pean na ową cześć pisząc tobie wers w agnostycznym wystąpieniu prawie już mam cię
Jest blisko
Sierpowy atrakcyjny dla obecnego tu tłumu wymierzony w zawrotnym tempie
Z gibkością ciała z fantastycznie skrojoną gracją podczas powietrza
smaku i głos
Odrzekłem z podniesionym czołem najmilszy nie na pewno rumsztyk
słów którymi go ujął...
Mój duch
Uderzyłem więc
Upuścił kanapkę która przepadła w ziemi
A ja zdenerwowany uradowałem się nawet
Tak na chwilkę
Tak przez chwilę
W staromodnym niemym amen
Na mnie tylko zerknął On swym anielskim spojrzeniem łamiąc mnie w
krzyżu lecz ja bez reakcji
Upadłem tylko na kolana wiedząc że mój kręgosłup przełamany w
danym miejscu w punkcie Z straciłem...
Władzę w nogach w mym gniewie pojawił się ból każdy nerw szarpnięty
za kołnierzyk swej koszuli oszalał
A ja położyłem się tracąc sporo ze słów a chciałem coś jeszcze
dodać powiedzieć A masz za swoje Należało ci się
Gdy lecz ujrzałem wzrok jego tak niemowlęcy niewinnie zrozumiałem
że popełniłem błąd żałowałem oczywiście
Lecz chciałem nic rzec głupia duma zastąpiła mi sumienie i inne
bardziej logiczne tylko leżałem i cieszyłem się
On obok mnie zasmucony w rozpaczy tak głośno płakał inaczej łkał
że nie mogłem już bardzo wytrzymać jakby szybą rysowało metal
Pokonałem Boga
Pokonał mnie Bóg
Jak w tym przykazaniu
Wszystko przez głupią kanapkę
Ale należało mu się
Należało mi się też
I ciągle bez tego smaku
Nie poczujesz go również
Takie jest życie brachu
Idealnym smakiem jest własna krew
Ta bardziej skrojona w niewinnym...
Strachu
Bardziej zastanawiam się nad tym co by było gdyby ukradł mi gotowane parówki...
Rzeź
Albo wtedy gdyby umknęłyby mi z talerza przypalone naleśniki oblane kwaśną śmietaną...
Masakra
Już nie wspominając o szczawiowej wyszykowanej z najlepszej trawy z pobliskiego parku...
Mord
Prawdziwy mord w biało jasny dzień...
Mord na mojej to też osobie
Na moim to też sumieniu
Na moim to też duchu
Na moim sercu
I słowo to
Amen