jak krople deszczu uderzające o szybę mojego pociągu
pociągu do miłości i innych zazdrości w cierpliwości naruszając twoją prywatność
jak krople deszczu uderzające o szybę twojego pociągu
za darmo wykupiony przedział
i konduktor właściwie mój pracownik a w owym przedziale twoja
postać ugoszczona przez owego konduktora
spytał się czy jest ci dobrze odpowiedziałaś że jest w porządku
spytał się czy czegoś potrzebujesz odpowiedziałaś że jedynie potrzebujesz
mojej bliskości odrzekł że to da się zrobić
wyszedł
po krótkim czasie wrócił z moim zdjęciem w dłoni a ty spojrzałaś na niego lekko uradowana
byłaś szczęśliwa
powiedział mi to
wtuliłaś moje zdjęcie do swojej ubranej piersi i opowiedziałaś żart
nie śmieszny ale rozbawiło mnie owe słowo które przypomniało
mi jak to jest być razem
powiedziałaś jak to jest przyjemnie czasami poruszać się po krainach
swojej wyobraźni
że w słowach odgarniętych szybkim ruchem dłoni odnajdujesz istotę
wzniosłych wspomnień co jedynie istota pokornych zbawicielskich pogoni
kiedy spotkałaś mnie kiedy doznałem pokory
jakby doznałem skromnego wspomnienia w którym całowałaś moje
kolana kiedy pieściłaś moją głowę a zarazem nasze spojrzenia spotkały
się na tej drodze jakby telepatycznie mówiliśmy sobie o tym co czujemy
co wiemy co chcemy
jakby doznałem ciekawego przypomnienia w którym moje pocałunki
rozleniwiały się na twoim podbrzuszu przy wklęsłym pępku kiedy językiem
dotykałem twojego podniebienia w miarę wzrostu ciśnienia nasze wspomnienia
zbliżały się do pewnego miejsca gdzie namiętność nasza osiągała naprawdę
wysokie granice które przekroczyliśmy
a wszystko w chwili gdy zdjęcie mojej osoby dotykało twojej piersi
w chwili gdy się uśmiechałaś
gdy opowiedziałaś żart
jak krople śniegu opadające na twój policzek czerwony lekko przygaszony
ustami swymi spijam ową wilgoć czując pragnienie nabierające znaczenia
ty w bezruchu
językiem pokonuję obszary twej twarzy swymi oczyma doznając widoku
uroczej panny której własnością jestem doznając widoku zbierającego
we mnie wszelkie złości i szczęśliwostki uśmiechy i pogodzone idee
językiem dotykając twojego oka zębami nadgryzając część twojej dolnej
wargi ty w bezruchu jakbyś czekała na pewną formę doznań na czyste
powietrze i deszcz co zmyje z twojego ciała całą nagość ja dłońmi swymi
dotykam twych piersi nabrzmiałych krwią sutków twardych mocno napiętych
wciąż nie reagujesz ja gdy kolana moje dźwigają moją postać unoszę
rąbek twej spódnicy ku górze po czym znikam za owym letnim materiałem
i spijam owe zapachy smakując twej przestrzeni twego wnętrza tego wszystkiego
co przypomina mi cię
i ten głos i oddech twój mocny
ze snu co obrazy pochodzą
z wspomnień
z głosów rodzących się w mojej wyobraźni
czekam
jest zimno
cicho
godzina późna właściwie północ
pusto
żadnej żywej duszy jedynie moja postać mętna w odstępach czasu
czekałem na przyjazd twój na twoją osobę na to kiedy będę mógł
cię utulić lub zrobić jeden krok ku tobie w momencie gdy ty szybkimi
ruchami zbliżasz się ku mojej osobie
czekam
słyszę te dźwięki gdy metal stukocze i gdy koła łamią się na
zardzewiałych torach
już czuję twój smak
twój zapach
bliskość
jak krople słońca schnące w księżycowym świetle
skóra na twojej szyi jest dziwnie gorąca
koniuszkiem zimnego palca dotykam twojej szyi lecz jakby uciekam
rozpalona jesteś niczym rozgrzany piec zagrzewający dziecięce
ciała o zimowej porze
ty w bezruchu
patrzysz na niebo rozświetlone przez gwiazdy
na księżyc który cię jeszcze kiedyś tak mocno bawił mówiłaś o
swoich historiach zrodzonych w nocnym śpiewie kanarków
o historiach opisujących twoje zaangażowanie brnąc w cienistą
dolinę by móc odnaleźć swojego księcia i gdy spotkałaś księcia ze sztyletem
w dłoni pomyślałaś że to on lecz on nie był rycerzem on tylko czekał
by móc cie posiąść w momencie pewnej dezaprobaty zjawiłem się ja i
uratowałem cię
tak
to była bajka
baśń
o czymś delikatnie zrodzonym
pomiędzy dziewczyną co spojrzeniem raniła nie tylko serca a również
wabiła umysły nasze na drogę właściwą by móc tam odnaleźć coś więcej
pomiędzy mężczyzną co człowiekiem zwał się normalnym posiadającym
uczucia które opisywał w swych księgach sprzedawanych za wielką wodą
pomiędzy nimi
o czymś delikatnie zrodzonym
pomiędzy nimi
uciekłem
częstokroć nie wierzyłem mówiąc że to tylko sen z którego nie mogę się zbudzić
wtedy moje zdjęcie wtuliłaś mocniej
ku swej piersi
twoje serce uderzyło mocniej
usłyszałem owe dźwięki
obudziłem się
na niebie gwiazdy
obok mnie ty
i łzy nasze
jak łzy które spływają po twoim wzgórzu na szczycie którego ciała nasze połączyły się nagie
koniec