Kłopoty z czkawką przesłaniają ważniejsze
Rączki w odruchach paluszków ust przytykają by przebić przestrzeń
Uratować głosy w koło by nie napastować własnym ekwipunkiem
Elementem półszeptu zagaduję uszka
I podpowiadam
Że kocham
Kłopoty z czkawką przesłaniają ważniejsze
Odchylam wargi ciągnące za twarz własną by cię nie ugościć gestem
Taki zdławiony moment ku uciesze oportunistów co zwą się zgłoskami
Wymawiając literkę zakłopotałem się własnym dyszkantem raniąc
rąbki ust
Wymawiając je raz jeszcze zastanawiając się nad tym czy pewien
będę
Czy muszę unikać
Czy muszę w strachu
Czy mówić
Że kocham
Odżywiasz się nadzieją co umyka za plecy pozostawiając cię
Patrzysz tak na mnie winnego przestojów w okazywaniu
Kruszysz podstawy co wiernie trwały niewiele minut
W chwili z momentu na półki czkań
Spokojów zloty zbierają się grupki
Aczkolwiek tracę
Boję się tego
Że kocham
Powiedzieć
Usta twardnieją
A głoski codzienne dziś zamknęły przed tobą
A marnie myślę w ciągowych zmartwieniach
Odruchach mocnych co przymknęły kurki
Z bólem na zębach bez szmerów ku tobie
Się boję
Kłopoty z czkawką mogą zamurować mi świat za tobą
Nie odnajdę w świecie niepokojąc pustki i wgłębienia psyche
Za gardłem martwym co skrupulatnie tworzy dystans
Do ciebie
Tym się martwię
Kocham
Przez zęby przerzedziłem zakończając gwarnym przekleństwem
Ty się uśmiechasz
Co mi Nam ważne
Koniec