zbrojne ramię czterech bojówkarzy pozostawiło po sobie nieudany ton
milczenia
doszli do wniosku że są nienasyceni w wyniku ich rozumienia postanowili
rządzić
a więc rządzili
i wyrządzili
jedno wielkie nic
stan odpowiedzialności cywilnej upadł wraz z zastałym ładem kolejnych
ograniczonych do własnego świata
nagle się okazuje że po urodzeniu stałem się elementarnym członkiem
klubu zbieraczy złomu bo przecież należy im się...
nie kończę
bo po co
partyjne cwaniaczki wybrali sobie nowego ministra który zamiast głowy
miał wielki pręt zamiast brzucha wielki odbiornik telewizyjny zamiast
oczu posiadał ekwiwalent o postaci ogromnego i muskularnego tucznika
w ten to też sposób patrzę na światło mojego pospolitego milczenia
zaś ciąg wyrastających z moich myśli pozytywnych refleksji powoduje
najgorsze ociemnienie po prostu zaczynam tylko przytakiwać głową bo
utopiony w absurdzie...
umieram
bardzo mocno umieram
właściwie tracę ze swych oczu to co najważniejsze
recepta prastarych wyników tworzących wynikające z niczego ale
w świetle
nijakiego pastwienia się nad sobą w ogromnym wyrażeniu o malutkiej skali dotarcia
więc nie jestem słyszany
pogubiony
zmieszany
nijaki
warsztat naszego establishmentu zamienił się w pokaźny kanał przepływających
informacji kiedy w twoim żołądku zamiast czystych barw ujętych w czerwieni
i bieli następuje żółty paraliż więc kładziesz się na ziemi i płaczesz
ów płacz z niczego jest
tak przynajmniej mi się wydaje
tyle tylko wiem
konowały leszcze luzackie podejście zgarbione obleśne jednostki zapaskudzone
nijakim złym banalnym stwierdzeniem gdy mówią ci o owej wolności o
owej teraźniejszości wynikającej z tamtego świata
ujrzałem światło
ostrza wydzielonego z balastu postawionego miliony lat temu pomnika
w świetle księżyca w dłoniach nowo narodzonego bezkształtnego
małego kata
ze świecznika
wyrwałem z twoich dłoni płomień z dochodzącej do serca twego
nadziei i rozpaprany w gęstwinie czasu upadłem na ziemię
po raz kolejny zapłakałem
z niczego
pożarty przez treserów wyjmujących z własnej kieszeni jednolite kartki
papieru nagie ułożone w ciąg graficznych przemijających powoli malutkich
zamgleń
przekleństw
omdleń
zamgleń
nijakie słowo
poczuj
poczułem
pozbądź się tego
pozbyłem się
z oddali zwyczajny nie oślepiony człowieczek z miną niejednoznacznie bolesną zapytał się mnie: Czego?
otworzyłem swoją dłoń przykładnie i elegancko ukazując resztki moich możliwości owych odrzekłem: Tego.
koniec