"DAWAJ I BIERZ"

dawaj
bierz

na końcu stacyjki młody człowiek przystanął by spojrzeć na markową sukienkę
jego rękę przeciął nóż kuchenny ostrzenny z obliczem zachodu słońca w odbiciu
a krew przesterowana płonęła lirycznym ogniem wystający język tworzył ślinę
by móc ogłuszyć czerwień zabarwień twarzy i martwiących się zgliszczy palców

tak na nią patrzę z umierającym wytrzeszczem z odkręconym jękiem upadam na ziemie

jestem na dnie w okowach naparstków i szwów wyjętych suchych wcześniej spinających
skóry
jestem na wspomnieniu z kobiety obliczem z dziewczęcym wyrazem marszczę się w tonie
wyobrażeń
jestem zatykany szmatami bo dźwięki mam melodii ambiofoniczne nie lubią jak ich dotyka
przestrzeń
jestem poluzowany wykręcone mięśnie i dusza co nieopodal czeka na ożywienie zakrywam ją
wnętrzem

by nie dotarli

dawaj
bierz

na początku mieszkalnego progu było lepiej zbudziły mnie harce stóp palców klękających
stawy pourywane tworzyły tembry zagęszczeń i uśmiech w podzięce że żyję z obudzeniem
że jestem na orbicie z tykającym zegarem na minucie co spoczęła na popołudniowym rytmie
podnoszę serce i połykam powietrze głęboko przez nozdrza zamykam potylicę streszczeń

tak na nią patrzę bo przecież żywa wygina się na łóżku z odkręconym włosem pod czołem

muzyka ze mnie zrywa z niej podszepty

Koniec