"DEFILADA"

defilada podobnych mi stóp

te same zapachy nagich naczyń wypełnionych czymś
krwawym w odniesieniu

defilada podobnych mi łydek
ud
pośladków
łokci

w otwartych celach zebrani podobni mi osobnicy o tym samym tytule
najemnicy złośliwej monotonii
z numerem pin wypisanym na czole
pranie mózgu
nic na głowie

kiełb zbóż zapalone włócznie wydęte poliki
podobne mi komunały
zebrani aparatyści o innym wyrazie twarzy
czczący wielkiego muzułmanina narodzonego w jordanii czy też w innym betlejem
zeżarte cztery prawdy
nagich postaci
kwiatów owej północy

defilada podobnych mi ust
gdy ułożone w mowie przecierają się po bokach
załzawione bolące głowie mózgi spłaszczone do okolic moszny
dziennik telewizyjny organizowany w mojej potylicy
i dwa lub też trzy te same nerwy
informujące mnie o pięknie tego świata

defilada tych samych słów
tych samych złości
dobroci
ułożonych na drodze paproci gdy nagimi stopami wędrujemy po czwartej wojnie światowej z myślą obojętną bo nie ważne mi czy umrę czy zacznę optymistyczne podboje
w głowie tej i tak nic

zwoje

miliony wielkich larw
podobnych mym odbiciom
defilady stonóg
motyli w fazie wyrywanych skrzydełek
ważka co łaknie innych wierszy
dupa wypełniona ciepłym jeszcze błotem

defilada fryzjerów
obcięte włosy
defilada instruktorów
defilada kurw czy inne rozrywkowe pokłosie co jedynie żebym się nie obudził by teraz było mi dobrze
defilada zmarnowanych nikłych dusz gdy wypaleni w piecu naszego życia nabieramy rumieńców wietrznej pogody
oparty na jednym spojrzeniu wyrwany z przypływów nadziei
w marzeniu pogrążony
wyrwany z tej książki
przeżuty

zaprzyjaźniony

defilada podobnych mi
dziwnie miernych
tych samych

defilada kroczących
do glorii złotej
żółtej sławy

defilada mórz i jezior
oceanów
lądów
wysp pomieszanych z alaską
pewien nikczemny i złowrogi przełom

defilada podobnych mi lalusiów
uczesanych pięknie
rozkojarzonych co jedynie pogodą
z opróżnionym kutasem
i głową cichą pełną nijakich przeżyć

defilada powtórek
defilada
defilada
defilada
defilada

muzyka spartańska
chóry
miecze
szable
włócznie
karabiny naładowane
śrut miękki jeszcze
koszmar

koniec