dno
ktoś chciał abym o tym napisał
piszę
dno
to tylko jedno słowo ale ja się nie dziwię gdyż słowo owe oznacza
bardzo wiele
dno
jak z miską pełną wody
lub szklanką pełną herbaty
wypijam herbatę kilka łyków mocnych i głębokich do momentu gdy
poczułem że moje gardło mocno napięło się i poczułem ból tak zwane
jabłko Adama chciało przetoczyć się za daleko uciec poza moją delikatną
szyję poza moje wnętrze przekraczając ową skórę bez kropli owej krwi
lekko się wstrzymałem opanowałem swoją energię i piąłem się dalej
rozumując powoli bez żadnych ścisłości i jakby czekam znowu
dno
napiłem się dobrej herbaty
z dużym bólem ale jakoś mi przeszło
przemogłem się
w ręku pozostała mi szklanka niby pusta jakby inna lecz ta sama
przedmiot nieruchomy posklejany z różnych zjawisk jak choćby topienie
szkła czy również wypalanie owego malunku i inne równie ciekawe równie
intrygujące sfery
obserwuję jej dno
szklanki
obserwuję jej dno ale ów dno nie jest pełne to znaczy wilgotna
powierzchnia nie oddaje mi całości bo przecież osadzona na niej wilgoć
ukazuje mi tylko część owej instytucji
instytucji dna
dno
jest chyba letni dzień więc wystawiam szklaneczkę z wilgotnym
denkiem na słońce
czekam godzinkę i chwytam szklaneczkę spoglądam na tą delikatną
i gładką powierzchnię i się dziwię dno wciąż nie jest osiągnięte
to znaczy spoglądając mój oddech wytworzył pewnego rodzaju zjawisko
zatem mój wydech łącząc się z powietrzem zrodził pewne kropelki wilgoci
które osiadły na owym denku więc dno ponownie jest nieosiągnięte po
raz kolejny
nie wiem jak owe dno postrzec
może kolejna aluzja opisująca moje należności w stosunku do kogoś
lub czegoś
czyli dno
dno
wcześniej pisałem że jestem dziwny ale to nic nie znaczy
pokrewieństwo z kolejną z instytucjonalizowaną formą opisaną
w szeregach ksiąg i kilka innych opowiastek które mogę nabyć w księgarniach
lub w bibliotekach
czekam
fraza przyjemna ale gdy myślę znowu na temat dna owa przyjemność
zanika
czekam
fizyka
czasami mi się wydaje że źle uczyniłem nie uważając na lekcji
owego przedmiotu bo jakby nie mogę pojąć
zastanawiam się
czy sześcian ma dno
gdyby usunąć jedną ściankę nie byłoby sześcianu co jedynie naczyńko
otwarty organizm
pociąć skalpelem usunąć kolejną ściankę wszystko trwa w bezkrwawym
dziele
ów przedmiot jest inny
teraz po kolei usuwamy kolejne trzy ścianki
pozostał mi kwadracik
płaski elemencik mojej beznadziei
lub jestem szczęśliwy chociaż nie mogę być
w mym ręku zaś jest dno
a więc znowu jestem wkurwiony oszołomiony dlaczego sens dna dla mnie
nie istnieje dlaczego gdy zaglądam do owej pustej szklanki nie dostrzegam
owej powierzchni nie jestem zadowolony nie jestem uspokojony nie potrafię
otrząsnąć się z tego co mnie powinno się podobać lekko sfrustrowany
wydelikacony jakby sponiewierany czuję się jakbym miał zaraz oszaleć
powoli do tego dążyłem powoli myślałem nawet kombinowałem dochodziłem
a ostało mi się z naleśnikiem w dłoni ostało mi się z zewnętrznym obyczajowym
wybrykiem jakbym miał zaraz oszaleć choć może jest już za późno to
znaczy spoglądam na niebo słońce wypala moje oczy owe gałki które przemieniają
się w przypaloną jajecznicę albo inne szykowne danie dane na śniadanie
albo wtedy kiedy się zadławiłem schyliłem się ku ziemi i wyrzygałem
wszystko co we mnie było wszystkie złości wszystkie miłości szaleństwa
pokrewieństwa podobieństwa pamiętam że czas wykonywanej czynności trwał
krótko czyli tyle ile we mnie było czyli tyle co nic schyliłem się
rzygałem ów płaski kwadrat który był na moich dłoniach upadł na ziemię
potem owy naleśnik zaniknął pod moimi wymiocinami chciałem wstać i
napić się herbaty ale ostatnia szklanka jaką posiadałem stopiła się
na słońcu wstrzymałem się z wydalaniem podszedłem do szafki i wyjąłem
torebkę herbaty nie połknąłem jej trzymałem pod podniebieniem wcześniej
wspominałem o misce pełnej wody nie wspomniałem że wrzącej do tego
esencja spod języka połączona ze śliną podzieliła się ze mną swym smakiem
ja jeszcze lekko w kosmos wyjebany gdzie gwiazdy opisały moją historię
pełną niedopowiedzeń i innych ciekawych intonacji wygrywanych na festynie
taniej sztuki gdzie ponure pedalskie nasienia rozkochiwały się w mojej
sztuce chciałem coś z tym zrobić ale nie mogłem jakbym był leniwy jakbym
nie chciał nie mógł lub też był rozkołysany promieniami najmocniejszego
słońca tego roku które paliło moją skórę dotykając moich wewnętrznych
organów gdy serce nabiera koloru białego i przybiera na sile jadła
wchłanianego na co dzień przy obiedzie gdy matka moja się cieszy że
znowu jej się udało gdy w mojej głowie rodzi się pytanie
To dlaczego ja rzygam teraz? To dlaczego jest mi źle? Dlaczego
jestem zły niedobry złośliwy i wkurwiający? Dlaczego?
dłońmi chwyciłem tą miskę poczułem ból bo przecież ów przedmiot
był bardzo gorący uniosłem nad siebie i przelałem jego zawartość do
mojego gardła woda dotarła do mojego wnętrza do środka szarpnęła za
esencję uwalniając jej aromat poczułem smak dobrej herbaty dobrego
napoju który wyzwoli ze mnie kolejną chwilę pragnienia i marzenia gdy
poczuję się dobrze i skromnie nieźle swobodnie i godnie zaś jabłko
Adama naciągnięte najmocniej jak nigdy dotąd a wszystko to przetrwało
w ułamku sekundy
poczułem że napiłem się dobrej herbaty
i poczułem wodę jej wrzątek w mych stopach może ona przelewając
się do mnie przeze mnie we mnie osiągnęła tam swoje dno
poparzone ręce
ugotowane serce
włosy płonące w słonecznym przebiciu
organizm ujarzmiony przez siły naturalne
zaś mój uśmiech był tylko wysilony na odczucie ważne rodzące się bez pytań
co jedynie dno krążyło mi po myśli
myśli już tylko wirtualnej
czas radości
skromności
żołądek pełen
i lat dwanaście
tyle miałem lat gdy byłem jeszcze kimś
dzieckiem
zaś dzisiaj nie jestem nawet dzieckiem
nie śmieszy mnie ta bajka choć bohater jej główny osiągnął najniższy szczyt swego życia
może osiągnął dno
nie wiem
bezsens
koniec