Zasunąłem się w cichości łącznie z moją Alison Moyet co męczy tlen
Osobiście przygryzałem wargi wściekły na otaczający mnie atawizm
Jestem synem prowokatorem własnych cyklicznych autorytetów i amen
Co rozchodzi mi się w głowie co ze sobą zrobić upokorzyć się
potrafię i...
Co dalej
Wściekam się na słowa obecnych mi bliskich myśląc że jestem tylko
żyjący
Czasami nie mam ochoty nic wypowiedzieć tak sterczę przy ścianie
i widzę...
Ulotne charyzmatyczne wiązadła co przed myślą buntują się krewkim
tlenem
W locie tworzą mgiełki parafrazują i nie czują się widziane lecz
ja obserwuję
Tulę się dłońmi i patrzę na wieszadła co na nich skóry nieżywe
oddźwięczone
Nuty w powietrzu klucze i elementy gamy c dur partytura nieczytelna
i wciąż ja
Jestem sam
Kształty melodii zaskakują mnie nonszalancją i spokojem dogorywa Alison
Moyet
A ja się treszczę uśmiecham unikalnie antologia moich myśli zasuwa
klosz ary wen
Jestem bratem psotnikiem wewnątrz co widzę psuje mnie poprzez sumienie
i zapach
Wręcz cudowny swąd co ich jest wieszczem rozgarnia się w płucach
zaciskając pasa
Grymasy trywialnych wypowiedzi patrzę na twarze nie gładkie od
spowiedzi grzechy
Co w portretach określają mnie i ją i ich spoglądają na mnie
i szczebioczą językami i...
Mam dość
Doprowadza mnie do gniewu lekkość odruchów brak nostalgii i siermiężnych
pretensji
Stoję z boku na kusych gnących się kolanach co przy odpoczynku
dryfują i obserwuję...
Kipiące odważniki ruszające się na szali penetrujące malutką powierzchnię
ukazuje się ton
Zgryźliwe czułka wgłębiające się w kożuszki świateł słonecznych
i kurz prężnie się tulący
Wabiki i kanapki co w ustach reportaży napawają się wybrzuszeniem
policzki rozbuchane
Szyjki oparte na trzonie i kraśne wibracje płomieniste oczęta
upartych postaci tytułowych
Krawaty i szpagat ukołysany w treści mierżące dialogi i monologi
pretensji choćby w części
Podobny jestem do was
Ropieje mi warga i wykluwa się z ust utęsknienie może bezdech rumieniący
się i Alison Moyet
Krople meserschmitów opadające na parole powierzchni plastikowych
i ja tętniący też wzrokiem
Jestem człowiekiem odrysowany w rysikach postawach na papierkach filigranowych
Okrążający odcień moje figury i ich mroczne aneksje rozmiękczający
rys i złe litości
Wygodne fotele utulające gości cmoknięta herbata zgryziona cytryna
urywa się trzon
Mojej to osobowości obawiającej się o lekceważenie lekceważę
się sam stygnę w ciszy
Może to koniec
Samotnej idylli
Wiercę się szybko trąc skórą o skórę słyszę jak grdyki wprawiają mnie w głośność kopuluję z powietrzem i łamię się w pretekście mam dość wrażeń i patrzenia na obce dłonie skronie napięte płynem do ust i usta posmarowane olejem komunikacyjnym i język spożytkował agrestowe cielce palce wymięte w przysiędze że sobie nie poradzę tak sterczę w błękicie i ubolewam jak zawsze zamknięte oczy przybywające myśli i twory co zwą się snami...
Nie chcę więc...
Już bardzo tak...
Zasłyszałem się w tekście nie widząc krtani co mi się redukuje do
mięśnia analogowego
I szepty I szmery I wnioski I sprośne animozje Kręcę się w podeście
przygniecione dłonie
Gestem zanurzam własne smutki Powolne trutki sznurują się na
duszach I serce w szpinaku
Dziękuję Chcę jeszcze Pożeram się I smakuję I język wyciągam
na powierzchnię I liżę wargę
Dźwięki krystalizują mnie w pryncypia gdzie zamieniają się peryskopy
na liryczne słowa i jady
Alison Moyet pomięła mnie dreszczem zawadzając o miękkie portrety
otaczających mnie mrożonek...
Zastępując je w sensie
Koniec