przeżyć mam wiele
każde warte licytacji na której tu zebrani kupują jak najwięcej
by czcić moją energię moje bycie
życie
zakupili wspomnienia ideały nieme bajki zawarte w głośnych radiach
gdzie niejaki didżej mówi o mnie bardzo wiele niby rozdają bilety wystarczy
że wyślesz esemesa
lub sprzedasz mercedesa i kupisz małe moje wspomnienie w geście
polegającym na tym że jest wielu chętnych
wszyscy mnie chcą
chcą mnie wykupić
po cząstce zabrać
donikąd
przeżyć mam wiele
dokładnie dwadzieścia trzy
każdy rok na sprzedaż a chętnych jest wielu
biją się
o każdy kilogram
gram
nitkę małego materiału
o gacie
nie znoszone skarpetki
zużyte prezerwatywy
oddany kał
mocz wytruty z trudem
lont
kupiłem kiedyś owy sznur i spojrzałem na mocny żyrandol
myśl miałem żywą zaś czyniąc owy ekwilibrystyczny ruch dłonią
poczyniłem system
mieniący się rewolucyjnym wyzwaniem
wyznaniem że mam dosyć
całe życie jak zwykła kurwa sprzedawałem się aby choć na chwilkę poczuć
owe życie
i cały czas jakby mi się zdaje że policzyłem za mało
za słowa dążąc do sukcesu
sprzedałem się cały
całej tej kapitalistycznej nucie
tym liberalnym świniom mówiącym o chęci czy braku dezaprobaty
ja chcę tylko żyć
lecz oni chcą coś za coś
zbyt wysoka to cena
sprzedałem się cały
dla nich za mało
kupiłem kiedyś sznur i spojrzałem na ten zielony konar wyrastający
z owego sąsiedniego kasztanu
może tam właśnie odnajdę coś dla siebie szczególnego
coś możnego
ciekawego
wartego
przeżyć mam wiele
sprzedaję
w telewizji obca mi i bliska ankieta
jeden zwykły kit tak zwany mit który zapanował na światowej tej
arenie
że życie jest pracą władzą że wystarczy dla wszystkich że możemy
spełnić marzenia lecz jedyne co mamy dlatego zrobić to dać coś od siebie
tak naprawdę to się sprzedać
sprzedać się tej jedynej ludzkości
bez potomności
padł wynik
wygrał więc różnicą miliona głosów pogląd że należy wszystko jebać
chociaż...
przez to ponoć rodzi się dziura budżetowa
ustanowione prawo z którego tylko nieliczni korzystają
ja z tego mam nic
po prostu nic
w ręku mym był sznur
a w oddali ujrzałem hak podniesiony na wysokości około trzech
metrów
utwierdzony w twardej betonowej ścianie poziomej
nad moją głową owy bolec metalowy zeżarty przez rdzę
doszedłem do wniosku że gdybym się zbliżył na bliskość niedużą
gdybym przystawił owe nagie drewniane krzesło
gdybym się zbliżył
założył sznur
tak by mocno się trzymał
bym poczynił pętlę
ułożył ją na szyi
rozbujał się poruszając swym ciałem
i...
koniec
być może tylko niestety żyję
ale wierzcie mi żyję
ktoś spojrzał na mnie i powiedział mi
że dziwką...ja
miał rację
koniec realny