Nie mogę już pisać
Tak mi się nisko kłania
Dusza do dna w tle rozebrana
Czy urok małej urągającej cząstki
Zebranej w kok pod gruszą lustrzanej piersi
Naga i zepsuta nie łamie się
Pocałunkiem ją rozbudzić mnie kuszą
I tak też czynię nie zamartwiam się czynię więc
A ona naga pośladkiem ubrana szaleje w mym wietrze
Może zamknę usta by w cietrzewiu z nią to też pobyć razem
I cieszyć się również zapłakać
Bolące usta od wypowiadanych słów
Może dlatego kocham cię we westchnieniu jeden oddech
Czy martwa brew która pali ci się na słońcu oddechem jednym rozbudzę
Mówisz że dziwnie kochasz
To znaczy słyszałem o tym w przykazaniach
Choć w dłoniach moich twoja druga warga bardziej impulsywna
Tak wszelako nasze oczy na jednym wciąż szczycie łącznie rozrysowane
W zegarach zastygłych gdzie wskazówki niewidzialne odmierzają
nasz czas
I nos twój taki zabawny nietrudno kabłąkowaty z jednym piegiem
tak mi się śmiech śni
Pragnę zamknąć oczy wprawdzie szerzej nie potrafię
Napisany barwny tekst powoli stopy się męczą i ten szczodry milknący
dźwięk
W oddechu gorącym grzesznie potykając się o kamyczki tej wilgotnej
pustyni w widzeniu
Chcę cię pokochać posiadać stąd ten zgiełk
Rozgwar bezgranicznie wypielęgnowany w każdej naszej myśli
Chcesz więcej powoli ci daję nawet krew powstała z mych tętnic
mocniej rozbudzona
Spójrz na mnie kochanie niech twoje mrugnięcie utrwali kreskę
na moim czole nad szarym okiem
Wiesz że muszę pragnę i chcę
Nie pocę się szczodrze i bezmyślnie
Treść ta nie jest pomrukiem szemranego rozżalenia
Jest mi dobrze ale ja cię kocham bardziej już się nie uprzedzam
I będąc tak razem w piekielnej komnacie z niebiańskim tłem w
mgle rzeczywistości w zaświatach
Nie mogę już pisać
Tak mi się szumnie składa
Serce miękkie do pełni w omnibusie
Czy kwiat magnolii dużej w styropianowej obwolucie
Zebranej w częsty beznamiętny uścisk dotkniętej boleści ukołysanej
w dnie
Jakże mi szkoda że jesteś w mym śnie tak bardzo tego pragnę tak bardzo tego nie chcę
Nie mogę już pisać
Zrozumiesz
To dobrze
Niech ci zatęskni się niniejszy słodki sen
Koniec