Właściwie jest wigilijny wieczór obok rodzina lekko pijana
Przede mną dzbanek wilgotnej herbaty i rozgrzany monitor
W tle rozpętani the cooper temple clause i samotny spokój
Pod palcami plastikowe przyciski tworzące wschodzącą mi iluzję
Marzę
I tylko
W zaroślach kilku paranormalnych nerwów zagłębiam się w historię
Na talerzyku obłudny sernik co miesza mi uczucia uwielbiam jego
smak
Niepokojąco wpływa na moje smarkate wkurzenia do tego cielesne
bóle
Skrzela zaropiałe i szesnaście kręgów przy pisaniu przypominam
innego zwierza
Jestem całkowicie inny
Odizolowany
Na chwilkę pozbywam się człowieczeństwa
Inaczej wyszedłby mi mimik pretensjonalny
Ojciec rozżalił się a matka rozpowiada bóle
Podkręcam na głośniej i piszę...
Wyobrażenia
Na słonecznym ganku który jak z amerykańskiego snu wyrwał się by pozostać
cichym mym bohaterem
Typowa huśtawka choć pusta bez postaci na niej ułożonych lekko
kołysze się pod wpływem wiatru
Jest letnio niewinnie żadnych wydumanych dźwięków oprócz zakręconych
ciszy co nie tylko w głowie
I jeszcze ty ułożona na soczystym miękkim dywanie półnaga jedynie
w kwiatki ułożoną na ciele masz sukienkę
Wiersze
Gdy widzę cię tworzy mi się niewiele wierszy
Lecz nie mawiam staram się tylko zoczyć cię
I rozpasać wyobraźnię
Ułożona jesteś na plecach zamyślona z serdecznym mym palcem u buzi
swej ustami lekko ocierasz go
Czasami tylko westchnienie zagłuszy tą permanentną ciszę ale
ja nie błądzę wykorzystuję przyjazne mi głosy
W prawej dłoni jest pisak którym kreślę po kilku minutach zastanowień
wiernych słowa nie obojętne w postawie
Ułamana noga twa poskładana i utwardzona czystą bielą ty ssiesz
ja gryzę się z upartą głową ale słowa pojawiają się na horyzoncie
Rozpisuję je w dłoniach pisak pełen mych poskładanych z trudem
zdań frazeologii i cichości udzielając wyrazom tła pełne cech miłości
a więc piszę o miłości w słowach co rwą i brzmią
Brzmią
Najtrudniej jest wypowiedzieć te właściwe słowa
Można gadać bez przerwy tak tylko buszując tła
Albo zamyślić się i na zawsze być w takim stanie
I nawet czekać na dzisiejszy dzień co pozmienia
Ale jednak...
Są tacy ludzie co tworzą hałas na samą wiedzę o jutrzejszej pogodzie
Jak pewnie wiesz czasami będąc w szoku podnoszą głos i łkają
nam
Z tobą jest zawsze inaczej bo zachowujesz ciszę gdy wypowiadam
ci tych kilka słów nie tylko mówiących o miłości
Może też i dlatego tak serdecznie jest mówić że cię właściwie
kocham
Bo kocham
Brzmią
Muzyka the cooper temple clause się skończyła z jej ud przyszło wspomnienie
Sernik zaniknął w podbrzuszu a w tle po jednej z ballad rozedrgały
się hałaśliwe i transowe
Ojciec opowiada całe swoje życie wykrzykując po części jak jest mu
żal i żal
Mama siedzi sama gdzieś w oddali też tylko wspomina nie wypominając
nic
A ja...
Nie jestem kimś szczególnym bo mi też utrwalają się czasami obrazy
trwałe
A więc jestem tutaj i wspominam kreślę tworzę koloryzując grzeczną
prawdę
Koniec