"KRÓTKA HISTORIA ŻYCIA KRYSTIANA UPIERDKA"

"Pierwsza analiza wiersza"

1 bardzo jest mi dobrze by w oddali usłyszeć

a skądże

mówię sobie że dziś dostanę miłe gratulacje

lecz ich reakcje równały się głębokiemu uśmiechowi

wino

smakuje mi mocniej więc czerpię z niego w nadmiernych ilościach
czasami chowam się pod tym żółtym kloszem i staram się zabłysnąć
lecz kabel był za krótki więc nie osiągnąłem ulubionego mego stanu

nie zabłysnąłem po raz kolejny

2 myślą zabójczą pogrążam się mocno

gdy porą nocną odkrywam kolejne mieniące się złotem me serce

wyrywam je mocno i chowam do owej szarej szafki

i kreślę w tym świetle kolejny cień bez serca co żyć mi pozwala

ciemniejsze zakamarki mych komórek obudziły się w chwili obecnej
każdy nerw pracował dla siebie w zabawie tocząc swe ostrza
ja w tym samotnym rogu patrzę na kawałki mojego miernego ciała
które radosne pną się po życia wielokrotnego tego plamach

piwo

uwielbiam ten napój

wspiera mnie w samotności

więc aby żyć choć jako tako piję najmocniej by nie utonąć w swej zgryźliwości

3 kapela grała równo więc stałem sam w tym świetle

wokół konkretna zabawa co unosiła się na mieście

mówili że historia zapamięta to opowiadanie

patrzę tak na was z dali udając małpę pawiana

za kratami swej rezydencji nie uśmiecham się głęboko

choć twarze wasze opierają się szeroko
nikczemne wizerunki podobnych mi wojskowych
mówicie o rozwiązaniach by uniknąć owej pogoni
gdy nóż wbijasz swemu koledze w jego jedne tylko serce
w śmierci ci obojętnej spoglądasz na biedne jego kierpce

zdejmujesz ze stóp

i cieszysz się mocno

a ja za kratami spoglądam na to słodko

pogrążając się w optymistycznej wizji ciężkiego lekkoducha

myślę sobie jakże jest pięknie

gdy przyjaźń wokół mocno tak bucha

banan

one dodają mi uszczypliwości

zdejmuję skórkę i jem

zapominając o tym co wokół się mnie działo

4 bywalec dyskotek co wchłania biały proszek

jegomość z gór skalistych w kierpcach nie swoich czystych

zwierzę co pokazywane jest milionom

do tego samotny człowiek który otworzył owe grono

5 spartanie

ateny

włos co się jeży

cztery nagie ciała

tak właśnie naszą ludzkość bóg sobie odtwarza

6 hitlerowska nuta

stalin co zwykł nie pić

biedni bezrobotni w świetle ich konkretnych przeżyć

a każdy z nich samotny

7 wódka co się skończyła

ona do mnie doskoczyła i krzyczeć zaczęła że źle jej jest bo nie rozumie

była taka dziwna

rozproszona w tym gęstym świetle jakby ociosana

jest twarz w starości poorana zakrzywia się dziwnie

myślała że ją kocham myliła się psychicznie

w miłości pogrążony byłem fizycznie mój umysł na wszystko co inne nie był otwarty

pycha
chciwość
nie znam pozostałych tych zmyślnie utkanych nie praworządności
lubię się uspokoić w mej logicznie utkanej białej samotności
zabieram swoje życie i pakuję je w wygrzebaną w śmieciach torbę
gdy widzisz mnie sobą nie jestem uśmiechniętą mam tylko mordę
pragnęłaś kochać pragnęłaś bym przy tobie usnął choć raz jeszcze
lecz zrozumiałaś gdy ci odrzekłem że nie ranią mnie już te stare dreszcze

8 pieszczę się

w ciemnym schronie zamknięty na dwa tysiące spustów
nikt już mnie nie dotknie i nie da zimnych tych odpustów

koniec

PS: Co jedynie butelka wytrawnego whisky wspiera mnie w tym żywocie

na pytanie co konkretne było

odrzekłem sobie że żyję z samotności

koniec realny

koniec fikcyjny

wymykam się ze schronu by choć raz w życiu nie poczuć się zgryźliwy

po raz kolejny jednak byłem nie miły

koniec prawdziwy

„Część druga gdy oczko mruga”

1 dziwnie rozumuję

w świecie mym same niedostatki

pełne niedojadki które mylą moją osobowość określają mnie ukradkiem

żale

mają do mnie żale

lale twardo wypchane

piersi odsłonięte w dekolcie plastikowym

i nogi jakby z plasteliny uposażone

2 myśl moja może jest chora

ale nie pójdę do doktora

zmuszacie mnie by zbadał mnie specjalista

ale lista płac jest zbyt duża

pośrednicy mnie otaczają i nakłaniają bym zrobił coś z sobą

odmawiam

3 kolejne niedziele zza dnia każdego odmawiam pokutę

w poranku rodzinnym uśmiecham się głośno

potem na świat wychodzę by móc się pokazać

i giętkim śrutem ranię poszczególne twarze

zamykam później oczy

i marzę

4 kwadratura koła obliczam pole dostałem zadanie

kolejne boki

okręgi

i jedno ale...

5 zwykła to myśl co utkała mi się na wątrobie

w głowie pustka przeogromna więc ewoluuję i korzystam z ciała

w sercu mym naradzają się wszelkie złości

w nodze odczuwam dolegliwości

związane z duszą co poszukuje

zaś nerka prawa jest nieprawa i oszukuje

6 kocham

każdy może

jeden lepiej a drugi gorzej ale nie oto chodzi ważne że miłość ci dosadnie szkodzi

gdy w śmierci umierasz z uśmiechem na twarzy

bez owej melancholiji

w skwarze

7 koniuszkiem palca odczuwałem twoje podniebienie

serdecznym badałem twoje nagie cietrzewie

twa pierś odkryła się przed moimi ustami

zamilkłem w ciszy

uradowany

8 kompletny zamysł wynikły z logiki

z fizyki martwej do czułej psychiki

co zwie się wielkim trudnym wyzwaniem

z kolejnym na ustach postawnym ale...

9 wynikła z tego ciekawa zależność

pokrętna analiza żmudna zaciekłość

gdy pięść unosisz by mnie pochwalić

chciałaś kochać lecz pozostało ci się żalić

10 pragnęłaś kochać kochałem cię mocno

pragnęłaś dotyku mój dotyk nabrzmiały

spojrzałaś mi w oczy by się pochwalić

dostrzegłaś smutek pełen innych żali

koniec

„Cykl trzeci zjedzeni poeci”

1 zwykli ludzie

to my

tamci są niezwykli

być może jestem zazdrosny ale...

2 zakrywam się kocem gdyż noce są zimne

obok nie ma ciebie dlatego błądzę

chowam się głęboko i płaczę lekko

bez ciebie jest mi nie najlepiej

3 inni byli ludzie gdy posiadali kilka lat

inni są ludzie gdy posiadają ich kilkanaście

ja zasypiam gdy smutek mój jest twardy

ty wyciągasz broń swoją i mścisz się na wszystkich

4 błyski kolejne w twoich oczach

głębokie pomysły wymysły wieku średniego

choć lat mam kilkanaście wciąż nie biegam po śniegu

biały puch rani moje stopy więc nie wychodzę

ktoś mi powiedział że powinienem założyć buty

lecz tylko się odwróciłem i stwierdziłem że buty zakładam jedynie w dni powszednie

5 łysym byłem pomocnikiem na boisku tym piłkarskim

za każdym razem gdy trącałem piłkę wpadała ona do mojej bramki

wszyscy byli wściekli za wszystko mnie winili czyniąc odruchy nienawiści

kibice się wstydzili reagowali mocno rzucając we mnie kamieniami wielkości owej piłki

jedynie matka moja kochała mnie mocniej w jej oczach krystaliczna łza

być może dlatego tak ją kochałem

6 stos

zebrani wszyscy wokół niego

zapalona zapałka stwierdzona anegdota

wielki ogień który buchał nad przestrzenią tą pustą w ciemnościach rozświetlając pełną wiedzę

wszyscy wokół zebrani się cieszyli w wolnej miłości jakby pogrążeni

utulone ciała by było nam cieplej

kobiece ramiona i dłonie jej dotykające mojego przełyku

wszyscy jakby w zaniku uciekliśmy ze świata który nas zawiódł

rankiem zbudzone ciała

słońce do głębin naszych się zakrada

zgaszona zapałka

czas tajemnic i kolejny świat który do nas powraca

świat przeżyć

w świecie nie żyć

7 w kabinie samochodu czułem się nie najlepiej

miałem zmienić bieg by móc przyśpieszyć

po chwilce zastanowienia doszedłem do wniosku że należy coś zmienić

lewa stopa na sprzęgle przycisnęła ów pedał ku ziemi

prawa powędrowała na hamulec by móc coś wreszcie zmienić

ktoś był niezadowolony powiedział że się spóźnimy

odpowiedziałem byś się uspokoiła

dojedziemy

8 widziałem na niebie cztery szczególne gwiazdy

na jednej z nich ujrzałem film który coś ponoć we mnie zmienił

na innej galerię ciekawych pomysłów zinterpretowanych poważnie niezależnie od pomysłowej głowy

ta trzecia była dziwnie spokrewniona z moim absolutnym wyobrażeniem że w kwiecie ciernistych krzewów zaistniała moja naga postać

czwarty wymiar osiągnąłem dostrzegając tą ostatnią gwiazdę

zamknąłem oczy

na scenę opadły firany które pozwoliły zakończyć owe przedstawienie

9 zebrane plemię rozstrzygnęło spór o nową współczesną filozofię

ktoś spytał się co będzie z miłością

w odpowiedzi usłyszałem kolejny świat granic

10 nitka mała przeszyła moje ciało

zszyła moje wargi bym wreszcie zamilkł

zszyła moją prawą dłoń urzeczywistniając ją w pięść bym przestał pisać

zdycham

nie mogę oddychać

11 dla słowa mógłbym zrobić wszystko

ostało mi się z niczym

zemdlałem z odwodnienia

z braku jedzenia

umarłem z bezsilności mówienia

do nieba nie doszedłem gdyż kluczem było słowo pisane prosto z twego cietrzewia

koniec

„Czwarte odzwierciedlenie niczego”

1 fabryka snów została zamknięta
podszedł do mnie mężczyzna i powiedział że to koniec
spytałem dlaczego powiedział że nic nie mogą zrobić
sny nie sprzedają się tak jak dawniej

pamiętam że mężczyzna się rozpłakał

czy widzieliście kiedyś płaczącego mężczyznę

piękny widok

jakby wyjęty ze snu

2 pilotem przełączałem kolejne programy
sądziłem że odnajdę chociaż w telewizorze coś szczególnego
w życiu doczesnym przecież tylko i jedynie smutne ich twarze
w telewizji być może odnajdę coś mocnego i bardziej powściągliwego

lecz odkryłem coś innego

w telewizji tej ludzie bez wyobraźni przedstawili świat jakby z innej beczki

z naszej beczki nikt zapewne nie napiłby się pewnie

dlatego ja jestem cały czas pijany

3 zwierciadeł jest wiele każde namaszczone chrystusowym winem
podglądam nadchodzące postacie które spoglądają na swoje ciało
ich twarze dziwnie rozpisane smutne wciąż jakby nie cieszy widok ów
jedna z wielu zapłakała racząc mnie łzą pospolicie wybrakowaną z odczuć

to czuć

w smaku

3.1.
krów stado stanęło przed największym szklanym spotem pomyślałem sobie że będzie inaczej

lecz wzrok mój zastygł

spojrzałem na ich mordy poruszające się w rytm przełomów

za każdym razem inaczej rozleniwione zwierzęta cieszyły się tym co ujrzały

zaintrygowane nie musiały rozumieć

stado krów postrzegło owy chrystusowy dekret podczas gdy prawdziwi ludzie wciąż płakali

4 słodkie Missouri zalało obszary pełne polan bagnistych prawie wysuszonych
mieszkałem niedaleko starałem się schronić na górzystym terenie lecz coś mnie powstrzymało
chciałem walczyć lecz moje ciało nabrało wstydu gdy uciekłem przed światem tym wilgotnym
i jakby posmutniałem zdając sobie sprawę z tego że uciekać nie warto

zostałem

czekałem

wody przybywało

mych odczuć po troszu ubywało

krów stado przegnałem na wyższe partie moich ziem po czym wróciłem i w dal spoglądałem

zalane zagraniczne spoty co szkło ich kleiło się po betonowej powierzchni zginęły pod taflą brutalnej wody zimnej ponoć sakralnej

gdy chrystus zdenerwował się i rzekł ku sobie dosyć

słodkie Missouri zalało skanseny naszej elegancji i gnało ku mojej krainie po czym zalało moją starą fabrykę nawet przez chwilę pomyślałem sobie że to kolejny program przyrodniczy ale źle zrozumiałem ów element może po prostu byłem w szoku

5 na dnie oceanu nowej ludzkości

bez owej ludzkości

po czym wyłączyłem telewizor

koniec

„Piąta wanna u płotu”

1 wygnany nie odszedłem najdalej nie chciałem choć kamieniami mnie obrzucili

powiedziałem im wprost że jestem tylko dzieckiem tego kolejnego systemu

a ów system stworzyli oni przecież sami

2 pardon

odrzekłem dziewczynie młodej przepraszając za przedwczesny koniec

położyłem się na bok i czekałem

myślałem że powie mi coś szczególnie wyklętego

bałem się
czekałem
wiem że nie trwało to długo ale starałem się
po prostu nie wyszło

jednak pamiętam że ona przytuliła się do mnie mocno

spojrzała na moje zagubione oczy

otwartą dłonią chwyciła za kwadratową szczękę

pokierowała głową tak by wzrok mój na jej postaci spoczął

i trwaliśmy tak długo

w jednym spojrzeniu

po czym odrzekła dziękuje że mnie kocha i odwróciła się plecami

spojrzałem do góry ułożyłem się starannie na plecach i odrzekłem

je taime

w powietrzu zestaw słów zatoczył półkole po czym pokierował się do jej fantazyjnie ukształtowanych uszków
wiem o czym mówię
wcześniej przecież językiem swym badałem ową przestrzeń pełną słodkich pocałunków

3 fragment biblii

zabij ich wszystkich

4 wracam do domu nocną porą o brzasku rozpalonych latarni wzbogaconych swym aroganckim uśmiechem

biegłem po swych myślach czerpiąc ze wszystkiego tego po czym wyrwałem ów sen z oddanej mi wczorajszej książki

i obudziłem się u twym boku

5 lepkie mam ręce

po co je tam wkładałem

być może byłem głupi

zgięty do nieprzyzwoitości palec zatonął w głębinach jej fragmentów ciała

szukając wrażliwych punktów pełnych pazerności

6 jąkam się lekko powoli zaciągając połykam do dna ślinę

7 godzina radości ku śmierci do nieba

8 dajcie mi boga a zrobię z niego eksperyment

9 brak mi spontaniczności

wrażliwości

złości

czy też miłości

w ogóle jestem wybrakowany

10 kolejny nie zapamiętany koniec

kolejny wyrażony swobodnie bodziec

wyklęte uwagi których nie chcemy zapamiętać

mówisz że czynisz to dla strawy gnąc się w parafrazach dziwnie wylegitymowanych

na owym dokumencie napisana jest data powstania która mnie utożsamia z wiekiem niemowlęcym

myślę sobie kanał

w ten sposób dochodzę do wenecji

11 gdybym zawiózł cię do grecji

pokochałabyś moją najbardziej widoczną wadę

koniec

„Szósta wizja giętkiego uczucia”

1 wymyśliłem kiedyś smutną bajkę
usiadłem wygodnie w fotelu rozpaliłem tytoń
do ust wygodnie ułożyłem mą fajkę
i zacząłem opowiadać baśń śliczną oddaną trybom

2 był sobie młody człowieczek
który w stadzie owieczek penetrował obszary niezmierzone wzrokiem
jednym krokiem pokonywał światy niesamowitej materii
by w swej zapełnionej energią baterii móc pokochać widok czterech złotych ścian
w rozkwicie zapełnionym wygimnastykowanymi postaciami
w świetle zapalonej latarki co życiodajną daje strawę
ów młodzieniec postrzegł dziewczynę i jej zielone kierpce

3 w bajce tak zawsze się zaczyna że ów młodzieniec pokochuje piękną dziewczynę
wymiana płynów spenetrowane nieznane do tej pory obszary zabytkowych budowli
gdy ona się tuli do niego i spogląda na niebo pełne gwiazd i ów biały księżyc
co jej oświetlił twarz owego młodzieńca

4 potem zjawił się wilk

oboje spali pogrążeni w głębokim śnie
ona lekko się odwróciła
i jakby zaginęła

5 młodzieniec się obudził
szukał mądrze i skwapliwie

odnalazł szczątki zagryzionego psiego ciała

pomyślał sobie że to wilk

i ciało zwierzyny co ciepłe

i brak dziewczyny której tutaj już nie ma

koniec