"Pierwsza analiza wiersza"
1 bardzo jest mi dobrze by w oddali usłyszeć
a skądże
mówię sobie że dziś dostanę miłe gratulacje
lecz ich reakcje równały się głębokiemu uśmiechowi
wino
smakuje mi mocniej więc czerpię z niego w nadmiernych ilościach
czasami chowam się pod tym żółtym kloszem i staram się zabłysnąć
lecz kabel był za krótki więc nie osiągnąłem ulubionego mego
stanu
nie zabłysnąłem po raz kolejny
2 myślą zabójczą pogrążam się mocno
gdy porą nocną odkrywam kolejne mieniące się złotem me serce
wyrywam je mocno i chowam do owej szarej szafki
i kreślę w tym świetle kolejny cień bez serca co żyć mi pozwala
ciemniejsze zakamarki mych komórek obudziły się w chwili obecnej
każdy nerw pracował dla siebie w zabawie tocząc swe ostrza
ja w tym samotnym rogu patrzę na kawałki mojego miernego ciała
które radosne pną się po życia wielokrotnego tego plamach
piwo
uwielbiam ten napój
wspiera mnie w samotności
więc aby żyć choć jako tako piję najmocniej by nie utonąć w swej zgryźliwości
3 kapela grała równo więc stałem sam w tym świetle
wokół konkretna zabawa co unosiła się na mieście
mówili że historia zapamięta to opowiadanie
patrzę tak na was z dali udając małpę pawiana
za kratami swej rezydencji nie uśmiecham się głęboko
choć twarze wasze opierają się szeroko
nikczemne wizerunki podobnych mi wojskowych
mówicie o rozwiązaniach by uniknąć owej pogoni
gdy nóż wbijasz swemu koledze w jego jedne tylko serce
w śmierci ci obojętnej spoglądasz na biedne jego kierpce
zdejmujesz ze stóp
i cieszysz się mocno
a ja za kratami spoglądam na to słodko
pogrążając się w optymistycznej wizji ciężkiego lekkoducha
myślę sobie jakże jest pięknie
gdy przyjaźń wokół mocno tak bucha
banan
one dodają mi uszczypliwości
zdejmuję skórkę i jem
zapominając o tym co wokół się mnie działo
4 bywalec dyskotek co wchłania biały proszek
jegomość z gór skalistych w kierpcach nie swoich czystych
zwierzę co pokazywane jest milionom
do tego samotny człowiek który otworzył owe grono
5 spartanie
ateny
włos co się jeży
cztery nagie ciała
tak właśnie naszą ludzkość bóg sobie odtwarza
6 hitlerowska nuta
stalin co zwykł nie pić
biedni bezrobotni w świetle ich konkretnych przeżyć
a każdy z nich samotny
7 wódka co się skończyła
ona do mnie doskoczyła i krzyczeć zaczęła że źle jej jest bo nie rozumie
była taka dziwna
rozproszona w tym gęstym świetle jakby ociosana
jest twarz w starości poorana zakrzywia się dziwnie
myślała że ją kocham myliła się psychicznie
w miłości pogrążony byłem fizycznie mój umysł na wszystko co inne nie był otwarty
pycha
chciwość
nie znam pozostałych tych zmyślnie utkanych nie praworządności
lubię się uspokoić w mej logicznie utkanej białej samotności
zabieram swoje życie i pakuję je w wygrzebaną w śmieciach torbę
gdy widzisz mnie sobą nie jestem uśmiechniętą mam tylko mordę
pragnęłaś kochać pragnęłaś bym przy tobie usnął choć raz jeszcze
lecz zrozumiałaś gdy ci odrzekłem że nie ranią mnie już te stare
dreszcze
8 pieszczę się
w ciemnym schronie zamknięty na dwa tysiące spustów
nikt już mnie nie dotknie i nie da zimnych tych odpustów
koniec
PS: Co jedynie butelka wytrawnego whisky wspiera mnie w tym żywocie
na pytanie co konkretne było
odrzekłem sobie że żyję z samotności
koniec realny
koniec fikcyjny
wymykam się ze schronu by choć raz w życiu nie poczuć się zgryźliwy
po raz kolejny jednak byłem nie miły
koniec prawdziwy
Część druga gdy oczko mruga
1 dziwnie rozumuję
w świecie mym same niedostatki
pełne niedojadki które mylą moją osobowość określają mnie ukradkiem
żale
mają do mnie żale
lale twardo wypchane
piersi odsłonięte w dekolcie plastikowym
i nogi jakby z plasteliny uposażone
2 myśl moja może jest chora
ale nie pójdę do doktora
zmuszacie mnie by zbadał mnie specjalista
ale lista płac jest zbyt duża
pośrednicy mnie otaczają i nakłaniają bym zrobił coś z sobą
odmawiam
3 kolejne niedziele zza dnia każdego odmawiam pokutę
w poranku rodzinnym uśmiecham się głośno
potem na świat wychodzę by móc się pokazać
i giętkim śrutem ranię poszczególne twarze
zamykam później oczy
i marzę
4 kwadratura koła obliczam pole dostałem zadanie
kolejne boki
okręgi
i jedno ale...
5 zwykła to myśl co utkała mi się na wątrobie
w głowie pustka przeogromna więc ewoluuję i korzystam z ciała
w sercu mym naradzają się wszelkie złości
w nodze odczuwam dolegliwości
związane z duszą co poszukuje
zaś nerka prawa jest nieprawa i oszukuje
6 kocham
każdy może
jeden lepiej a drugi gorzej ale nie oto chodzi ważne że miłość ci dosadnie szkodzi
gdy w śmierci umierasz z uśmiechem na twarzy
bez owej melancholiji
w skwarze
7 koniuszkiem palca odczuwałem twoje podniebienie
serdecznym badałem twoje nagie cietrzewie
twa pierś odkryła się przed moimi ustami
zamilkłem w ciszy
uradowany
8 kompletny zamysł wynikły z logiki
z fizyki martwej do czułej psychiki
co zwie się wielkim trudnym wyzwaniem
z kolejnym na ustach postawnym ale...
9 wynikła z tego ciekawa zależność
pokrętna analiza żmudna zaciekłość
gdy pięść unosisz by mnie pochwalić
chciałaś kochać lecz pozostało ci się żalić
10 pragnęłaś kochać kochałem cię mocno
pragnęłaś dotyku mój dotyk nabrzmiały
spojrzałaś mi w oczy by się pochwalić
dostrzegłaś smutek pełen innych żali
koniec
Cykl trzeci zjedzeni poeci
1 zwykli ludzie
to my
tamci są niezwykli
być może jestem zazdrosny ale...
2 zakrywam się kocem gdyż noce są zimne
obok nie ma ciebie dlatego błądzę
chowam się głęboko i płaczę lekko
bez ciebie jest mi nie najlepiej
3 inni byli ludzie gdy posiadali kilka lat
inni są ludzie gdy posiadają ich kilkanaście
ja zasypiam gdy smutek mój jest twardy
ty wyciągasz broń swoją i mścisz się na wszystkich
4 błyski kolejne w twoich oczach
głębokie pomysły wymysły wieku średniego
choć lat mam kilkanaście wciąż nie biegam po śniegu
biały puch rani moje stopy więc nie wychodzę
ktoś mi powiedział że powinienem założyć buty
lecz tylko się odwróciłem i stwierdziłem że buty zakładam jedynie w dni powszednie
5 łysym byłem pomocnikiem na boisku tym piłkarskim
za każdym razem gdy trącałem piłkę wpadała ona do mojej bramki
wszyscy byli wściekli za wszystko mnie winili czyniąc odruchy nienawiści
kibice się wstydzili reagowali mocno rzucając we mnie kamieniami wielkości owej piłki
jedynie matka moja kochała mnie mocniej w jej oczach krystaliczna łza
być może dlatego tak ją kochałem
6 stos
zebrani wszyscy wokół niego
zapalona zapałka stwierdzona anegdota
wielki ogień który buchał nad przestrzenią tą pustą w ciemnościach rozświetlając pełną wiedzę
wszyscy wokół zebrani się cieszyli w wolnej miłości jakby pogrążeni
utulone ciała by było nam cieplej
kobiece ramiona i dłonie jej dotykające mojego przełyku
wszyscy jakby w zaniku uciekliśmy ze świata który nas zawiódł
rankiem zbudzone ciała
słońce do głębin naszych się zakrada
zgaszona zapałka
czas tajemnic i kolejny świat który do nas powraca
świat przeżyć
w świecie nie żyć
7 w kabinie samochodu czułem się nie najlepiej
miałem zmienić bieg by móc przyśpieszyć
po chwilce zastanowienia doszedłem do wniosku że należy coś zmienić
lewa stopa na sprzęgle przycisnęła ów pedał ku ziemi
prawa powędrowała na hamulec by móc coś wreszcie zmienić
ktoś był niezadowolony powiedział że się spóźnimy
odpowiedziałem byś się uspokoiła
dojedziemy
8 widziałem na niebie cztery szczególne gwiazdy
na jednej z nich ujrzałem film który coś ponoć we mnie zmienił
na innej galerię ciekawych pomysłów zinterpretowanych poważnie niezależnie od pomysłowej głowy
ta trzecia była dziwnie spokrewniona z moim absolutnym wyobrażeniem że w kwiecie ciernistych krzewów zaistniała moja naga postać
czwarty wymiar osiągnąłem dostrzegając tą ostatnią gwiazdę
zamknąłem oczy
na scenę opadły firany które pozwoliły zakończyć owe przedstawienie
9 zebrane plemię rozstrzygnęło spór o nową współczesną filozofię
ktoś spytał się co będzie z miłością
w odpowiedzi usłyszałem kolejny świat granic
10 nitka mała przeszyła moje ciało
zszyła moje wargi bym wreszcie zamilkł
zszyła moją prawą dłoń urzeczywistniając ją w pięść bym przestał pisać
zdycham
nie mogę oddychać
11 dla słowa mógłbym zrobić wszystko
ostało mi się z niczym
zemdlałem z odwodnienia
z braku jedzenia
umarłem z bezsilności mówienia
do nieba nie doszedłem gdyż kluczem było słowo pisane prosto z twego cietrzewia
koniec
Czwarte odzwierciedlenie niczego
1 fabryka snów została zamknięta
podszedł do mnie mężczyzna i powiedział że to koniec
spytałem dlaczego powiedział że nic nie mogą zrobić
sny nie sprzedają się tak jak dawniej
pamiętam że mężczyzna się rozpłakał
czy widzieliście kiedyś płaczącego mężczyznę
piękny widok
jakby wyjęty ze snu
2 pilotem przełączałem kolejne programy
sądziłem że odnajdę chociaż w telewizorze coś szczególnego
w życiu doczesnym przecież tylko i jedynie smutne ich twarze
w telewizji być może odnajdę coś mocnego i bardziej powściągliwego
lecz odkryłem coś innego
w telewizji tej ludzie bez wyobraźni przedstawili świat jakby z innej beczki
z naszej beczki nikt zapewne nie napiłby się pewnie
dlatego ja jestem cały czas pijany
3 zwierciadeł jest wiele każde namaszczone chrystusowym winem
podglądam nadchodzące postacie które spoglądają na swoje ciało
ich twarze dziwnie rozpisane smutne wciąż jakby nie cieszy widok
ów
jedna z wielu zapłakała racząc mnie łzą pospolicie wybrakowaną
z odczuć
to czuć
w smaku
3.1.
krów stado stanęło przed największym szklanym spotem pomyślałem
sobie że będzie inaczej
lecz wzrok mój zastygł
spojrzałem na ich mordy poruszające się w rytm przełomów
za każdym razem inaczej rozleniwione zwierzęta cieszyły się tym co ujrzały
zaintrygowane nie musiały rozumieć
stado krów postrzegło owy chrystusowy dekret podczas gdy prawdziwi ludzie wciąż płakali
4 słodkie Missouri zalało obszary pełne polan bagnistych prawie wysuszonych
mieszkałem niedaleko starałem się schronić na górzystym terenie
lecz coś mnie powstrzymało
chciałem walczyć lecz moje ciało nabrało wstydu gdy uciekłem
przed światem tym wilgotnym
i jakby posmutniałem zdając sobie sprawę z tego że uciekać nie
warto
zostałem
czekałem
wody przybywało
mych odczuć po troszu ubywało
krów stado przegnałem na wyższe partie moich ziem po czym wróciłem i w dal spoglądałem
zalane zagraniczne spoty co szkło ich kleiło się po betonowej powierzchni zginęły pod taflą brutalnej wody zimnej ponoć sakralnej
gdy chrystus zdenerwował się i rzekł ku sobie dosyć
słodkie Missouri zalało skanseny naszej elegancji i gnało ku mojej krainie po czym zalało moją starą fabrykę nawet przez chwilę pomyślałem sobie że to kolejny program przyrodniczy ale źle zrozumiałem ów element może po prostu byłem w szoku
5 na dnie oceanu nowej ludzkości
bez owej ludzkości
po czym wyłączyłem telewizor
koniec
Piąta wanna u płotu
1 wygnany nie odszedłem najdalej nie chciałem choć kamieniami mnie obrzucili
powiedziałem im wprost że jestem tylko dzieckiem tego kolejnego systemu
a ów system stworzyli oni przecież sami
2 pardon
odrzekłem dziewczynie młodej przepraszając za przedwczesny koniec
położyłem się na bok i czekałem
myślałem że powie mi coś szczególnie wyklętego
bałem się
czekałem
wiem że nie trwało to długo ale starałem się
po prostu nie wyszło
jednak pamiętam że ona przytuliła się do mnie mocno
spojrzała na moje zagubione oczy
otwartą dłonią chwyciła za kwadratową szczękę
pokierowała głową tak by wzrok mój na jej postaci spoczął
i trwaliśmy tak długo
w jednym spojrzeniu
po czym odrzekła dziękuje że mnie kocha i odwróciła się plecami
spojrzałem do góry ułożyłem się starannie na plecach i odrzekłem
je taime
w powietrzu zestaw słów zatoczył półkole po czym pokierował się do
jej fantazyjnie ukształtowanych uszków
wiem o czym mówię
wcześniej przecież językiem swym badałem ową przestrzeń pełną
słodkich pocałunków
3 fragment biblii
zabij ich wszystkich
4 wracam do domu nocną porą o brzasku rozpalonych latarni wzbogaconych swym aroganckim uśmiechem
biegłem po swych myślach czerpiąc ze wszystkiego tego po czym wyrwałem ów sen z oddanej mi wczorajszej książki
i obudziłem się u twym boku
5 lepkie mam ręce
po co je tam wkładałem
być może byłem głupi
zgięty do nieprzyzwoitości palec zatonął w głębinach jej fragmentów ciała
szukając wrażliwych punktów pełnych pazerności
6 jąkam się lekko powoli zaciągając połykam do dna ślinę
7 godzina radości ku śmierci do nieba
8 dajcie mi boga a zrobię z niego eksperyment
9 brak mi spontaniczności
wrażliwości
złości
czy też miłości
w ogóle jestem wybrakowany
10 kolejny nie zapamiętany koniec
kolejny wyrażony swobodnie bodziec
wyklęte uwagi których nie chcemy zapamiętać
mówisz że czynisz to dla strawy gnąc się w parafrazach dziwnie wylegitymowanych
na owym dokumencie napisana jest data powstania która mnie utożsamia z wiekiem niemowlęcym
myślę sobie kanał
w ten sposób dochodzę do wenecji
11 gdybym zawiózł cię do grecji
pokochałabyś moją najbardziej widoczną wadę
koniec
Szósta wizja giętkiego uczucia
1 wymyśliłem kiedyś smutną bajkę
usiadłem wygodnie w fotelu rozpaliłem tytoń
do ust wygodnie ułożyłem mą fajkę
i zacząłem opowiadać baśń śliczną oddaną trybom
2 był sobie młody człowieczek
który w stadzie owieczek penetrował obszary niezmierzone wzrokiem
jednym krokiem pokonywał światy niesamowitej materii
by w swej zapełnionej energią baterii móc pokochać widok czterech
złotych ścian
w rozkwicie zapełnionym wygimnastykowanymi postaciami
w świetle zapalonej latarki co życiodajną daje strawę
ów młodzieniec postrzegł dziewczynę i jej zielone kierpce
3 w bajce tak zawsze się zaczyna że ów młodzieniec pokochuje piękną
dziewczynę
wymiana płynów spenetrowane nieznane do tej pory obszary zabytkowych
budowli
gdy ona się tuli do niego i spogląda na niebo pełne gwiazd i
ów biały księżyc
co jej oświetlił twarz owego młodzieńca
4 potem zjawił się wilk
oboje spali pogrążeni w głębokim śnie
ona lekko się odwróciła
i jakby zaginęła
5 młodzieniec się obudził
szukał mądrze i skwapliwie
odnalazł szczątki zagryzionego psiego ciała
pomyślał sobie że to wilk
i ciało zwierzyny co ciepłe
i brak dziewczyny której tutaj już nie ma
koniec