Tytułowy lekko kontrowersyjny kanał
Ścieki umysłowe barwią się mocnym słowem
A więc coś napiszę
Jakby mniej opowiem
Kurwy modne maszerują po moich namiętnościach
Wypróżnione rarytasy z nogami prędkimi do nieba
Uciekam jak najdalej
Bo doskwiera mi ściema
Choroba owej ludzkości
Żałoba
Pierścienie na dłoniach powyginane stawy co tylko chrzęszczą
Bramy przesiąknięte samotnością za granicą gdzie pustka
Walą się mieszczanie
W swych martwych odpustach
A ja na balkonie tym stoję
I się dwoję
W kapustach
Tam mych braci wielu powstało siostry co bardziej są bystre no i te...
Mądre wymodelowane głowy moich starych gdy słyszę ich amen
Ale ja się nie modlę
Co jedynie coś skrobnę
Odejdę w krzaki i poczynię...
Gówno
Tak mi się myślało równo
Pieniążek wskoczył do kasy wydało mi się że jestem pewien
Waluta nagromadzona w histerycznym tempie gdy walę w pysk
Dresiarz się rozpłakał
Wrażliwy był więc wył
Po krzakach
We łzach
Szkliły się oczka maminsynka co napisał preludium w stosunku
do własnego cienia
Okazał się wzniosłym poetą wyjął kartkę ze spodni i krwią rozpoczął
felieton swój
I choć z niego zwykły był gnój
Stworzył najbardziej przesiąknięty smrodem wytwór
Po czym się elokwentnie struł
Zwykłym marnym w geście słowie na szyi zaplątał sznur
I zginął
No bo cóż innego
Nuda
Bezczelna nuda czekałem na więcej ale piersi miała małe a język
zbyt krótki
Usnąłem mocnym i szemranym oddechem racząc ją zastępując owe
słowie
Ona wygasła umknęła pozostawiając po sobie marne wspomnienie
w gremiach
Wypowiedziałem że była że się śliniła że miała małe i nie było
tak wcale...
Pięknie
A więc miłość to też ściema
Banał w książce był zawarty odezwał się profesor oddał co w sobie
i powiedział...
Gdybym wiedział...
Nie dokończył
Gdyż nie chciał
Albo opryskliwy szarlatan z piórem w ręku wytargał z szafy kolejne
swoje gafy
Rozpisując ich zależności czepiając swojego się też życia i wytworzył
prawie nagą
Kolejną okłamaną bibliografię opatrzoną cienkim schematem potoczyście
zwrotną
Jedną zwrotką
Tą markotną
Uśmiech
Wykwalifikowany wyuczony do perfekcji
Wyprofilowany z zabawą owej tej agresji
Spogląda na zebrany tu tłum prawych statystów
Wystosowując do nich kilka nut grząskich w wysypisku
Czepiając się lub też elektrycznie manewrując moim głowiem
Że nie powiem że mi się nie podoba ale jakoś takoś nie wiem czy
umiem
Więc ja się nie śmieję
Bo mi nie do śmiechu
Dopiero co usłyszałem
Albo owy fenomen równy zeru gdy wytarmoszony ze śmietnika swojej potencji
Zdał sobie sprawę że bez owej drapieżności pozostaje nikim co
jedynie wścibskim...
Tak wścibskim...
Wścibskim niczym
Deklaracje
Zebrane kwiaty
I ich zapachy
Dwie puste flachy
I myśli różowe zeskrobane z drogi
Co jedynie piszę ciągle o niczym przy stuprocentowej
I tak tworzę kolejne mniej powściągliwe kolorowe gdy poliki krwawią
Może kogoś zabiję
Chociaż śmierć to też kanał
Syf czy cienki banał
Mam dosyć tych bzdur
A więc kończę
Koniec
Podpisał: Gbur