"Karki nagie w powietrzu"

Karki nagie w powietrzu oddają własne zapachy
Pachy wypocone smarują się wilgocią i cichną
Zęby kamieniste wytwornie balują na częstych stagnacjach
W ich racjach zamiast buź pojawiają się słowa co cztery minuty się powtarzające

Cztery raz sześćdziesiąt
Dwieście czterdzieści

Tyle sekund odczekam pustki

Krwiste palce reagujące krzykiem tłumią moje znośne potrzeby
Czy również uśmiech który się mieni bachanalią co w wspomnieniu
Piętrzy się w tolerancjach i krytych retrospekcjach mówisz mi przestań
Ja i tak mam dosyć dosyć mam wszystkiego wszystkiego mam żal pocę się

Stopy
Dwie nagie stopy
Co prowadzą po ruinach

Tyle kroków odmierzam ku przepaści

Miliony kroków

Zewnętrznych

Krwawię z włosów tych cienistych krew bluzga się spojrzeniem mordercy
Po czole tuż blisko oczom niebieskim do ust gdzie smak przemienia się w dosyt

Moknę

Mokry jestem na plecach pęcherze
Stawy wyryte zasmakowana brew
Odgryziona bez podstawnych odznak

Mówisz mi Kocham

Nie wierzę w szloch jelit

Wynik

Memorandum

Mam dość zapisków i tych słów co na drewnianej kartce przysparzają wspomnień
Nie wspominam ścigam się z przełykiem by nie odbąknąć kolejnych zmiennych
Albo obrazki skrzętnie zachowane na typowych nośnikach informacji kosz na śmierci w wariacji

Telefony komórkowe i słowa Miłość internetowe brumki i Miłość telewizyjne koszmary i...

Gdzie jest normalne uczuczucie i jego początek i jego koniec...Proszę odpowiedz...Proszę Koniec