"KLASZCZĘ SKRONIE"

Klaszczę upadkami bliźniego skronie
Wpatrzone oczy cieszące się zmysłem
Że ktoś gorszy może poczynić głupstwo surowsze
A ów głupstwo stanie się gotowe do wyjścia za drzwi nieba

Zapukam

Wygarnę

Przewrócę się na piasku w miękkim wypadku bólu nie poczuję
W tlenie pustki jarmarczne gwary co w uszach skutkują dźwiękiem
Lecz ledwo słysząc unoszę powietrze
Co ciężkie uciekło z kieszeni i rozwlekło się nad tła świstem

Szybko przebiegające koło naturszczyków kolekcji
Bezpieczni
Jak i niebezpieczni

Filozofia pana sprzedaje się w dawkach
W półśrodkach w czkawkach
Pod językiem nadmiernie zbierają się towarzystwa

Wódka czysta
I nieczysta
Półobroty wokół istoty daremne żale się chwalę leniwię pyskliwie zaznaczam fragment
Oliwie co w smaku potruła gusta

Guściejesz
Kapusta odarta ze skóry utkała sobie drugą stronę
Co w dłoń kładę czarną dziurę i znikam szybko
Nadobnie

Gdzie jestem co wokół makarony piszczą w oparze
Spoglądam z góry czekam aż coś się zdarzy ale...

Mięknę

Skrętem wargi uciułam i zasmakuję się w parnasach gdzie pan i władca
Oddali skargi

Klaszczę upadkami bliźniego skronie
Niech się cieszy bo po cóż mu one
Skronie dwie własne ta lewa i prawa
Z centrali drobnostek tyje Bycława

Ten bezguściec

Koncepcja lizów i żwawych mdławych

Odpust w tle przy pomocy flizów

Tak zwanych den

Koszyków warzyw

Koniec