Korki w minucie
Sekundy zatrzymały czas
Mknący przed chwilą
Z siwych włosów słońce rozpierzchło myśli
Upolitycznione wstępniaki wydobywające się z ust
Uciekły nie postrzeżenie
Brak tykania
Dźwięków pomroczności
Osobowości
Wskazówki odcisnęły się na skórze nadgarstka
A drgania sprzęgły cały organizm do działania w lazarecie
By na przekór protetykom
Rozpocząć arcyciekawą egzystencję
Słońce tkwi od rana w jednym punkcie
Ciepłem nie pławisz się
Nie czując nawet zapachu własnego ciała nie ogrywasz zdziwienia
Tylko patrzysz
Z wbitymi nogami w ziemi
Z dłońmi porysowanymi codziennym nielotnym wichrem
Monsuny potencjałów
Krągłości uszczypnięć i rezolutne spojrzenia na usta cudze
Słysząc dyszkant
Ponownie chcesz się rozbudzić
Inaczej brak czasu powoduje mętnienie
Umieranie
Szpecenie twarzy
Koniec