Kręcą się naokoło mojej szyi
Bez ubrania karki otula wiatr
Języki sprośne przykute w sen
Uszy słyszą powtarzany dźwięk
Palce łamią się z durnej ludzkiej zasady
W przed ramię drapie malutki szczebiot
Po słowie rozpoznaję żem jest dyskretny
W celi tej też uchowam się ukradkiem
By nie odnaleźć
By nie doszukać
Przymknąć oczy
Krzyknąć o strachu
Mam marzenia senne wgryzające się w stopy
Mam plany co w palmach są piór niewinnych
Mam koślawe nadzieje co garną się w święta
Mam duszę co zachowuje się przeklęta jakby
Mam nagie przestrzenie przegródki wypchane
Mam starsze potwory co wyklute są w gniewie
Mam miłości trzy i każda dyskretnie tak sama
Mam jeszcze słowa za każde samotność oddaję
By nie odnaleźć
By nie doszukać
Przymknąć oczy
Krzyknąć o strachu
Wylały się mleczne stawy prosto z mojego miękkiego brzucha
Wypełzły rzeki spiętrzone w miłe markotne milionowe krople
Kaczory na płetwach skrzydłami dotykają nagusieńkich pępków
Wytarte skóry i zmarszczki co z oczu zdejmują mi pod części
Chrzęści w kolanie i strzyka bezwolnie swawolnie piszę i milknę
Nie mówię nie ugościsz mych posług i miłych adwersarzy dręczę
Się mile strofuje za każdym razem w niebotycznych kaskadach
Się odnajduję za każdym kątem szukam schronienia szybko czekam
By nie odnaleźć
By nie doszukać
Przymknąć oczy
Krzyknąć o strachu
Przed lustrem jestem i ględzę do siebie z ust gorzkich wychodzą strawy
Przegotowane i mięsne upokorzone powietrze wstydzę się własnych
ran
Smaki grząskie oparte o ścianę przełyku i pocę się daremnie w
podudziu
Czy tylko mięknę Czy tylko stukam w drzwi do nieba by ich nie
przekroczyć
Czy niebo widzisz?..
bóg malutki mnie zaskoczył wypełzł z kluzy od klucza i zaśmiał
się bez czucia
Czy wierzysz jeszcze?..
bóg skonfrontował mnie z dalszym wieszczem i uporządkował szybkie
wgłębienia
Czy dotknąć mogę?..
on upadł na ziemię i głośnym tupaniem upokorzył mnie przed przejściem
na drugą stronę
Czy?..
I tu skończyłem
Odszedłem tak
By nie odnaleźć
By nie doszukać
Przymknąć oczy
Krzyknąć o strachu
Cześć witam cię serdecznie zatańczysz choć przez chwilkę chcę zapomnieć
Ładnie wyglądasz i ładnie pachniesz i przede wszystkim czuję
cię dosadniej
Tuż pod piersią gdzie powtarzające się serce dyktuje mi rytm
życia poczekaj
Spojrzeć mi w oczy pozwolono na pewno predestynacja w powietrzu
zawisła
I minęła tak chwilka najkrótsza z możliwych w wyobrażeniu gęsto rozedrgana
Gdzieś w oddali postrzegłem twoją postać starannie wytworzona
opuściła raj
Gadam sam do siebie czuję własny smak i zapominam się w spojrzeniu
lustra
Zamykam raz jeszcze oczy zamykam pustą duszę zatrzymuję dryfujące
serce
By nie odnaleźć
By nie doszukać
Przymknąć oczy
Krzyknąć o strachu
Poprzestać na byciu anonimowym nie muszę zaczynać i tak pozostanę
zwycięzcą
Ponownie w tej samej sali bez promieni mechanicznego słońca zawstydzam
się...
Przed widownią wielu cieni zakrywam twarz by nikt mnie nie rozpoznał
i oklaski
Powstały w cichym pędzie potoczyły się w ślicznej historii pod
piersią zafalowały
Mignięcie
Przegięcie
Odosobnienie
Co mi znane
Jak wyglądam dzisiaj jak potoczy się życie przekroczę ludzką granicę
lub zaśpiewam
Bez publiki bez trwożnych żądzy bez umiarkowania co sprawia mi
dorosłość maleję
Osiągam obrębek mych stóp łzami dotykam potylicę czując jak piach
wilgotnym jest
I oczy co wciąż zamknięte w myślach zagłuszam dochodzące cząstki
i wartkie akcje
Kaszlnięcie
Ból brzucha
Wymiotowanie
Potulnego życia
By nie odnaleźć
By nie doszukać
Przymknąć oczy
Krzyknąć o strachu
Koniec