błąkam się po nocy
szukam cienia lecz smak się w mych ustach jest mocniejszy
gdybym tak uciekł
lub też się schował
pewnie nie byłoby w mym życiu nocy
kocyk
okrył twoje ciało
w serdecznym słońcu co zalało twoje olśnienia ukazując kwestię
mam inteligencji anoreksję
lub powoli masturbuję swój umysł
wyrywam się mocno z rącząt delikatnych tylko w pieśni
nie chcę by płat mój ktoś pieścił
bo boli
to boli
nocne słońce wyzwało mnie na pojedynek
uchowam się w kącie tego marudnego życia
zaprotestuję i ruszę w szaleństwa tany
by krzyknąć na końcu że dosyć mam tej nieudanej strawy
słońce w nocnej chwili zapoczątkowało moją działalność
lekko określona trywialność wymknęła się z mojego łona
pragnę opuścić to miejsce spojrzeć w dal by ujrzeć nowe
lecz słońce przesłoniło mi
to co nowe
to co nowe
to co młode
to co własne
w kieszeni ciasnej zapoczątkowany przełom który pozostał
w owej kieszeni obcej marynarki
krzyk
pytanie
pożegnanie
koniec