Ile ty łez oddałaś tej bryzie
Na poczekaniu tylko postarałem się wypowiedzieć tych kilka słów
Właściwie nic się nie zmieniło bo jakby cóż mogłoby się zmienić
Gdy postrzegam miliardy uderzających o piasek fal czy jedyne wschodzące
słońce
Pojęcia nie posiadam co mam czynić rozwinąć kilka zdań co drogą
do twojej duszy
Chyba nie potrafię
A ty w cieniu samotnie płaczesz
Jestem przy tobie ale nic się nie zmienia
Bo jakby cóż mogłoby się zmienić
Wiesz jak to jest
Dla mnie miłość to samotność rozdzielona na dwoje
Przymuszona odpowiedzialność wytargana w pocie
Obowiązek dwojga ludzi nie tylko poprzez kocham
Wiesz jak to jest
To tylko słowa
I ich łakniesz
Łomoty skrzydeł co uderzają o powietrzne fale
Kilka ułożonych piór tworzy taki śniady brzeg
Podobny do tego
Wiesz jak to jest
W samotności są potrzeby ale w samotności ich nie ziścisz
We dwoje słuchamy swych dusz po kolei ciesząc się z tego
Że razem jesteśmy Że razem możemy Że jest zniewalająco
Wiesz jak to jest
Pojedyncza samotność może zabić
Razem choćby chwilkę przeżyjemy
Wcześniej nieprzyjemny ból dziś staje potrzebą naszych serc
Trudno owe serce sprecyzować więc ujmujemy je w zdaniach
Wiersze
Lub coś podobnego
Bardzo lubię spokój i ciszę Wiesz jak to jest kiedy uchem dosłuchujesz się kameralności nie czując ułomnych nadmiarowych Nawet tych słów co wokół zakłócają szumy i jowialne romanse
Co zabijają intymność
Pewnie dlatego płaczesz
A ja nie wiem co zrobić
Patrzę ci na usta ale cisza mnie podprowadza ku oczom z których wynurzają
się pojedyncze krople
Błękit podobny niebu nawet za bardzo co umożliwia mi odnajdywanie
frywolnych uroków w tobie
Gdybym jedną kroplę uchwycił na powierzchni dłoni pewnie utworzyłbym
pięść i obiecał że na zawsze...
Ów kropla będzie moją
Marzyciel ze mnie udany
Ale jesteś obecna i realna
Więc marzenia się spełniają
Albo gdybym ci powiedział że cię kocham może nic by się nie zmieniło może więcej łez upadłoby na i tak wilgotny piasek
Pewnie się jednak mylę pewnie tak
Bo jakby cóż mogłoby się zmienić
Koniec