Mała w ciapciach w miękkich łapciach była smutna bardzo
Bury w klępach roztargniony poro zgryzał sobie rogi i był smutny
Bardzo
Piękny miłosierny powyrywał sobie zęby z braku czasu dokupił minutę
Bardzo
Długą...Chwilę tęskniłem po czym się znudziłem porozrzucałem stare zdjęcia
Na nielegalnego eskimosa wylałem swoje powinowactwa dodając że w strachu
Jestem...Katolikiem mizoginistą poetą wszechczasów własnego życia i z braku
W elemencie problemu wypowiadam starą czytankę którą usłyszałem gdy byłem za stary
By ją zrozumieć...Spójrzcie na nią jakże trudna w treści polewam do szklanki by płakać
Szlochem ciężkim te łzy co miliony poprzewracane na boki ja mówię Aniołek on Dekameron
Wyszło na moje
Porozwalałem sobie zwoje koncentrując się jedynie na sobie jej mówię precz
Rzeź...
Karnawały gdzie bęcwały się całowały zakochane w melodramacie pozaginały sobie gacie
Z mojej pory gdzie słońce jest na szczycie w piedestałach zaginane rogi nie czytanych
Do tego ty psubracie maszerujesz samotny bardzo markotny lekko zdziwiony zgięty
Walnięty po obu stronach głowy wyszarpana skroń ta druga unicestwiona lekko słaba
I wargi mętne nienawistnie haniebne porozkręcane gałki wszystkie w stronę plusa jest mi byle jak
Oj bardzo bardzo byle jak
Śmiech kolejny stek na talerzu utożsamiany z bzdurami konkretnych generacji czyli ja czyli nic
Zbiegły cyc co w dłoniach moich w telewizji brud brak polifonii a zmarznięty pan prosi o szczegół
Lecz mi go brak
Bardzo mi brak
Brak paskudnej wady jakbym bez wad maszeruję po ulicy szorstkiej stopy poro zgryzane
Matka krzyczy nie obgryzaj stóp bo zaboli cię bardziej lecz nie słuchałem ową tkankę białkiem szanowałem
Pozgrywane płyty czytelne już dawno temu załatwiły się w moim mieszkaniu w głowie mej pozostawiając wiele
Bardzo wiele
Zbyt wiele
Czekam
Odpoczynek tak mi bardzo potrzebny
Ktoś coś mówi
Mówi przestań
Lecz ja nie słucham
Nie przestanę to początek
I czekam
Choć to nie łzy
Czekam
Pozamazywane bieliki w górnych partiach moich wrażliwych oczków uciekły w dal potrzebną
Chciały odpocząć nagromadzić więcej zgubnej energii bo zbyt szacowne przy dioptrii ujemnej
I stało się
Ktoś coś mówi
Przestań
Nie potrafię...
Katowane melodie w pasmach stereo przy braku istotniejszej puenty odrzucam po kolei
Błędy w rachunkach wychodzi mi po stronie pasywów choć kandydatem byłem sfernym
W kolejnej grocie w zaciekawionych garniturach czy z kazania co mi powspominało się wczoraj
Nie chcę pisać za bardzo się wczuwam zbyt ulegam po czym wyruszam w swą podróż po łzawych ulewach
W uśmiechniętych sekundach zapartych na szczudłach kazałem anegdocie by stała się radosna by mówiono o mnie
W żartach i kpinach gdzie skany byłej mojej matrony powkręcały się w szeregowe odpływy
Gdzie plus idzie do plusa gdzie minus w minus zaparcia postawy unikam się w przerwie
Poza tym bezłady łamane częściej sprzężone w parytetach usłyszanych nowych trudnych słowach
Mówiąc że jestem poetą że gęstym jest rozeznanym w pantałykach zhańbień i jak pies co narodzony tracę dla swego pana
Z piórem w dłoni wyprawiam nie lada strasznie pilne wariacje z kolejnych opcji wakacje poro zgryzane akacje
I śmiech
Ktoś krzyknął...
Przestań!!!!!
Lecz ja nie mogłem
I tak dalej
Zbezczeszczony grób samotniczka w ogrodniczkach zrywała swoje kwiaty z postawionych waz na marmurze zbyt mdławym w szarym kolorycie pisemne życie w zapomnianej minucie pod kołami metalowych torowisk gdzie jesteś chcę tylko na ciebie spojrzeć po czym się żegnam w twoich dłoniach róża którą ci wcześniej ofiarowałem ciekawym co w myślach twych się przetworzyło i odszedłem zamglony wcześniej w śnie śnię o tobie czy widzisz moją postać ja ciebie widzę spytałem się dlaczego ktoś mi powiedział to ona że musiało być tak
Szkliwo na moich zębach słońce skosztowało z hen widziałem małego ducha który był mi daleki
Zbyt bliski
Zbyt odległy...
Koniec