"Mizoginicznie"

Jest godzina dziesiąta

W półśrodku dzień dogorywa na nutach w mej głowie

Jestem po słowie z tobą a więc nie oczekuj że ostygnę

Uciska mnie pierś
Właściwie dawno stwardniała i rozpierzchła się a ja w poczuciu zziębłym
Właściwie ociupinę
Uciska się myśl co sprowadza resztę poniżej milknących zaczerwienień ust

Spojrzeć daleko kiedy jaśniej
A ciemność przesłania dźwięk
A ropiejąca rana usycha w tle
Spojrzeć w dal by tylko odżyć

Na chwilkę

Zdrobnienia podobieństw zawracają mi głowy
Wietrzejące paskudy dusz utopione zyskają wierzch
Ponownie patrząc mi wymownie w twarz gdzie usta w tle

Na chwilkę

Pocisz się

Zatarte fiordy na cichej ulicy w moich oczach zyskują uposażone chęci pstrokate
Kilka wilgotnych jezior opasłych w złoty piasek co płynący w porywach donikąd

Lub też w oddali gdzie zachód słońca przypomina mi marsz żałobno-podobny

Tu pojawia się uśmiech
Tłem sarkastyczna śmierć

Jest godzina dziesiąta
Poranek lży na sposobów kilka czasami upadła brew co łaknie mi z oka soków...
Gryzie plączący się zez

Nie wiem gdzie jestem
Głośna pralka warkoczy mi włosy a zarazem ponętne obrazy przyziemnego telewizora tworzą mi zmierzch

Jest godzina dziesiąta
Poranna gazeta czyni w mych paluszkach bardziej poskręcane nagniotki co mnie określają

Spójrz na moją dłoń
Ona mnie określa

Odrzekłaś inaczej tworząc minę
Ona cię przekreśla

I odeszłaś

Jakże mi mile

Pustynie w pokoju złocą się wierzchem pod spodem błoto odciska się na moich stopach
Brnąc tak do ciebie zatrzymując się w pół kroku zegarek określił oddany padłem w puch

Tik tak
Tik tak
Tik tak

Koszule wyścieliły się od samego wiszenia w powietrzu
Czasami liczyłem jak wiatr zawija swoje prędkości z dnu

Nie mam co robić właściwie rozwijam się spontanicznie
"Mizoginicznie"

Powyższy zapis nic nie znaczy

Jest godzina dziesiąta
Ciepłe mleko wbija się w gardło samotne
Grdyka pieni się bielą a słowa nie drgają

Koniec