ziomek
aniołek
westchnienie
malowanie na szybie palcem nagim brudnym od przyjętego dobrodziejstwa
cicho
głośno
licho
weszło do środka i zaczęło rozrabiać
co czynić
nie wiem
bracia
siostry
matka
ojciec
dziadek który dnia pewnego powiedział że dosyć ma na dzisiaj że dosyć
ma wszystkiego
tego codziennego czy też jutrzejszego po czym umarł
zmarł
zniknął
wystarczyło że zamknął oczy i wyśnił
tak po prostu
bez żadnej wyjątkowej dydaktycznej wątpliwości
po prostu
babcia też mówiła o tym jak jest bardzo zmęczona
o tym że strzyka ją w kolanie i ten ciągły ból głowy który nią
steruje
pamiętam że wyszła do parku
na spacer
było pięknie
słonecznie
i niebo błękitne i wiatr łaskawy
jedyne co zauważyłem
to ów fakt że...
nigdy nie wróciła
z opowiadań moich rodziców wysnuła się historia o tym jak kochana
moja babcia ułożyła się na zielonej trawie po czym przestała oddychać
wiem że śniła
ciekawy jestem czy śniła o nim
koledzy
przyjaciele
miła koleżanko co imię twoje w mej szczytnej główce narodziło
się szybciutko
miła przyjaciółko do ciebie tak mówię troszkę mi tęskno ze względu
na twoją tu nieobecność
przy tobie było mi dobrze
a teraz co jedynie cicho
bez twojego uśmiechu
czy smutnej łzy
goście zebrani w holu sławy
cytrynowe napoje herbata zmieszana z powietrzem wilgotnym gdzie
słowa świdrowały od ucha do ucha
bale
taneczny walc
niknący księżyc
pawian zamknięty w klatce
jest fajnie
zebrani tu wszyscy
lustro
w nim ja
w lustrze
czy to jestem naprawdę ja
czy to mój rozmiar prawdziwy
czy to tylko szczęka otwarta czy wymysł natury
bzdury
tak mi się nasuwa
mój pies
mój kot
reporter z gazety bo czytam jego artykuł
reporter z telewizji co rzecze że ma nowotwór
nie płaczę
nic mnie to nie obchodzi
nie jestem zbulwersowany ani dotknięty
co jedynie mi żal
jestem pierdolnięty
lubię gdy tak mówisz
pierdolnięty
wcięty w pasie
oczytany w prasie zaległy w manifeście
przegięcie
wcięcie
żal kolejny że mój krok nie był zbyt postawny
że mój wniosek zaginął
był banalny
a więc człowieku od którego życie moje zależy
a więc postaci tych widzę wielką dżunglę
nie kłamię
nie żalę się choć odczytuję to wszystko jako w baśni zawartą
w formule dekadenckiej...
tam trzy tylko kropki
choć powinno być ich więcej
sierżancie
generale
ojcze co wybrałeś mi imię mówisz mi bym wziął się za siebie bym wreszcie
uronił łzę lub zaśmiał się z odbicia
mówisz mi bym wreszcie pokochał
po czym matka lekko mnie tuli
a ja z tym dreszczem tęsknię i dotykam jej ramienia
spoglądam w oczy i mówię dziękuję
wychodzę na ulicę
stos pokrewnych mi dusz
witam się z tobą
rozmawiamy
rozmawiamy niby o życiu o losach które nas dogoniły gdy tkwiliśmy
w miejscu
mówisz mi na krótki koniec że nie masz o czym ze mną rozmawiać
więc się żegnasz
odrzekłem że rozumiem
pożegnałem się tak samo co jedynie głowę swoją pochyliłem ku
ziemi z oczu mych ciebie nie tracąc
w pomieszczeniu
jest gorąco
ktoś nie wyłączył ogrzewania
ktoś nie odrzekł mi że w czasie strzelania należy celować w pierś
bo w głowę na pewno nie trafię
podkręcam gałkę na minusowy przedział
jest lepiej właściwie chłód uderza o moje ciało prawie się przewracam
ale jakoś obroniłem się przed tym nieprzyjaznym gestem
niechciany upadek by poczynił ranę
tak się jednak nie stało
przechyliłem gałkę troszkę w stronę plusa
po czym zdenerwowany aczkolwiek z miłym podtekstem wziąłem się
do pisania
i pisałem
dwa dni
nie więcej
zamarzłaś
ugotowałem się
nasze ciała połączyły się
razem było nam lepiej
w kościele
ich wielu
patrzą na krzyże
te drewniane
jak i marmurowe
w sercu mym kilku jest bogów
czy ktoś wie jak mógłbym wybrać
kilku jezusów każdy wygląda tak samo lecz są wyczuwalne różnice
czy z was ktoś wie prawdziwy który to jest
co jedynie wskazać palcem
lub dać namacalny dowód
chwyciłbym go w swoje skromne dłonie i zacząłbym rozważać
jedna matka
jeden ojciec
lecz w którego boga mam wierzyć
smutek
żal
rozprężenie
wrzask
w całym tym magicznym schronie odnalazłem nutkę właściwego zakończenia
i tak też poczyniłem
napisałem koniec
koniec