moja matka uciekła z domu odrzekła kilka słów po czym splunęła na
mój drewniany grób
nie wiedziałem co czynić mogłem co jedynie leżeć i spoglądać
na wszystkie te obrazy ale tak naprawdę nie wiedziałem co robić
czy zapłakać
czy jedynie zaśmiać się
nie wiedziałem
w pewnym sensie nie żyłem
więc...
moja matka postanowiła ze mnie zakpić
chwyciła mnie w dłonie swoje po czym ścisnęła najmocniej jak
potrafi
i śmiać się zaczęła głęboko mocno i ciężko strawnie
w wyniku czego powstał kolejny przełom
przełom łamiący dawne uśmiechnięte waśnie
owe cieknące z kranu żale
czy bajki wyczytane z toaletowego papieru
zużyte i wymyte z prawdziwych racji
płakałem
to znaczy było mi żal że...
nie zrobiłem nic
nie płakałem
przestałem płakać
to znaczy czynić nie mogłem ów łez nawet wydobyć z siebie tego
dźwięku szczególnego
choć bolało
nie prosiłem o pomoc choć powinienem
a ona w pociesznym tonie odrzekła że jestem kwadratowym karłem
wymysłem groteską powstałą z nikłego pomysłu z bezwstydnego fragmentu
iluzorycznego tylko piękna gdy ciała oba...
nie dokończyła
to znaczy nie pozwoliłem
zacząłem płakać wiercić się mocno i krytycznie patrzeć na jej
usta dźwiękoszczelne uszy mniej pazerne z paznokciem złamanym wbitym
w moje nozdrza niby otworzyłem usta i oddychałem
lecz zanim umarłem błądziłem
gubiłem się
myślałem że to...
gwarancja sukcesu mojego życia polegała na pełnym wychowaniu
na ciekawym mniemaniu że doczesne życie toczyło się w sferze
pogrzebów
właściwie się cieszyłem
bo już mnie tu nie było...
koniec