Katamarany wyłoniły drogę przed kolejną drobnostką
Uwielbiam te malutkie rzeczy snujące się na jawie i...
Wtedy płonę Nie tylko z przepychu bo w gardłach mięsa kawałki mnie irytują
Dziura w zębie i trochę tam makowca językiem wydłubać chcę lecz męczę się
I jedyne co w pragnieniu to...
Na łodziach martwych dusz nie postrzegłem kłębiły się duchy na ramieniu kijanka płacząca
Pośród snów i krtani mdławych na niebie dostrzegłem gwiazdkę cmentarną ułożoną w cieniu
Lecz postrzegłem ją Lekko się zakochałem do widząc jej kilka pustek i próżnych dywagacji...
Sam z sobą dywagowałem
Starałem się zapomnieć co w spojrzeniu się utkało przed kilkoma
sekundami
Obrazy śmierci opakowane w papierowy papier w czekoladowym pomruku
Z bestii uczyniłem przyjaciela ze wzroku nie spuszczałem wschodniej
idylli
I płakałem by nie zapomnieć
I jedyne co w pragnieniu to...
Nie wiem jak mam do siebie mówić w samotności nie wszystkie słowa
są oderwane
Od tych części ciała gdzie nie tylko nerwy parafrazują twoją jednostkę
gdzie utopijna jest rzecz łącząca twój żywot z duchowym odmieńcem
Czasem się nim czuję
Krew na mojej dłoni i resztki czaszek odlanych z zielonych wilgotnych
myśli krótkie to nadzieje
Zmartwienie...
Że śmiercią pozostałem nie czyniąc nikomu krzywd Jedynie kilka
spojrzeń Jedynie kilka słów
Jedynie...
Gwiazda
Po zachodniej stronie opadający meteoryt i zgrabnie rozkołysane
chybotliwe wierzchnie morza
Fale zaginające się w strukturze przemykające lustrzane odbicia
tętniące życia co zabrane ukołysały się w pokorze
I jedyny ja...
Jedynie...
I jedyne co w pragnieniu to...
Koniec