Kryszta³y odda³y swemu ¶wiat³u w³asne piêkno
Zebra³em to odczucie z czê¶ci foliowanej pod³ogi i u¶miechn±³em
siê
Posiadanie piêkna zmiennie udaremnia trudno¶ci
Dziennie przynale¿ysz do ¶wiata Nocnie postrzegasz my¶l± i nie
okiem
Mogê wybieraæ przebieraæ d³oni± po czarnej ziemi i obserwowaæ malutki cieñ na d³oni mojej
Kolejne cienie zwisaj±ce na grafitowej podwi±zce u¶miechaj± siê lekko tyci krystalicznie tyci
Ot tyci
Przezabawnie siê czujê
Maszerujê po podwalinach i czê¶ciach trywialnych i czujê siê
normalnie
Kto¶ p³acze
P³acz
Proszê ciê mocno Nie roñ ³ez na zgrabnie wysnutych tezach
Nie marnuj soli
S± przyjemne i nie zawsze frywolne choæ opadaj± na ziemiê
Bóg kiedy¶ rozp³aka³ siê I wtedy te¿ morza i oceany podnios³y siê by spojrzeæ dalej za horyzont
By zdobyæ horyzont
On by³ do¶æ roztargniony p³aczem popsu³ ludziom egzystencjê tyci± i kto Go ukarze
Kryszta³y
Miêkkie i twarde Diamenty lub cementy
Opas³e w bu³anki Opadaj±ce s³oñce Ból
I g³owy nikt nie rozmasuje Plujê na zegar
I czas mknie nieprzenikniony Skacze w dal
Rekord Przymusowy Oklask zebranych A ja...
Nie zbieram siê
Kryszta³y trzymane w d³oniach nie wiêdn± ani siê nie zmieniaj±
Krwawi± tylko zêby i jêzyki wypadaj± a ja pl±czê warkoczyki jej
Cieñ
Jej cieñ przemkn±³ przez mój pokój nie przestraszy³em siê zanadto
Kryszta³owa samotno¶æ uchowana za czajniczkiem kipia³a z³o¶ci±
Mia³a mnie do¶æ
Ja j± te¿ zreszt±
Koniec