"Nadwerężone oczy"

Nie wszystkie głosy docierają do wnętrz
Powyrywane uszy by dać radę dosłyszeć
Nadwerężone oczy czy dłonie co ruchem
Przeganiają chmury ułożone na poziomie ust

Zamknięte twarze podążają za ciszą wszędobylską
Pozamykane okna za którymi wiatr przegania ludzkość
I klamki jednostajnie intrygujące skrzepią od pociągnięć zewnętrznych
Powiedzieć słowem lecz przyciśnięty zamykam klamry by ust nie otworzyć

By nie dosłyszeć
By być samotnym
Puszących jelit stlił się dźwięk potłuczony

Rąbki tajemnic czerniejące od gruzów
Wytykane kaskady malowniczo brzydkie
Jakby zrazu wyrywane co z towarzystwa czynią bóstwo

Jestem sam

Wykwintny niczym poranne niedzielne śniadanie
Poprzepalane jajecznice gęstniejące od placów teflonowych
Powietrze poprzetykane gnuśnym uśmieszkiem od tego smrodu czynią mi się blizny

Zamykam raz jeszcze oczy i przyduszam w jednostce

Nie pragnę już czuć
Miesza mi się życie z pustkowiem
Wkurwione brwi szaleją w duecie a błękit poniższych zamienia się w czerwień

Nawet ogórkowa mi nie smakuje
Warzywa spadają z drzew trują się owoce

W ziemi kilka jabłek co zapuściły się głęboko

A ja tkwię w pokoju bez ścian bez słońc i księżyców

Bez świateł bez oddechów tęgich zapachów marszczę tylko czoło co boli po wielokroć od myśli przepastnych i idei rozwidlonych co mieszają się w nerwie tuż nad skronią gdzie w środku ogień

Strasznie boli

Powoli ból nie ustępuje zastępuje dawne śmieszne miny wspomnienia wygodne wykradając przyjemniejsze uśmiechy

Nie słyszę

Wyrywam powoli kolejne uszy by wewnątrz narządem poruszyć by dosłyszeć co w twojej duszy
Kilka określonych drgań co palcem nastawiam wybrzuszony wewnętrzny czynnik poprzez tchawice do serc psyche
Mijając przepony marniejące od krwistej suszy w przebiegu odruchów dłoni gdy skóra schodzi z nadętego policzka
Patrzę ci w oczy niedowidząc do końca lecz czystością się mienisz postrzegam niewinnie jak w bliskim rejonie utulasz moje marniejące ciało

Nie mogę

Krew zalała mi pozostałe pustki ciał w nerwach nie mam już czuć a w głowie tylko puste obrazy uginające się za zapamiętaniem

Pozostała mi chwilka teraźniejsza

Teraźniejsze gdy widzę nagą pierś

Umykam przed sobą z tobą tu tkwiąc

Gorąco mi czuję nawarstwiający ból

Wypowiadając po kolei stare słowa

Martwe słowa

Kocham cię

Kocham cię

Kocham cię

Kocham cię

Koch...

Koniec