"Opowieść dla grabarza"

Grabarz spojrzał na moją twarz i się zaśmiał

Opowiedziałem mu żart a jemu się śniło miło

Miło

Dziewczyna co nagie piersi miała dotykiem pobudzała
Nagle nastąpił koniec kilka trwałych i odwrócony czas

Umyka

Umyka mi szara strefa przemalowana na czerwień udaje serdeczne już nieścisłości
Niedopowiedzeń kilka i zbereźna minka odruchy kwarcowe i gotowe pusto głowie

Jestem

I mnie nie ma Ubolewa mój świat co uchowany w mojej głowie marudzi wstydem i klęską
Porozrzucane okruszyny ciał moich nerwowych i szczerych jestem nieszczery nie kłamię i nie mówię prawdy

Czasami nic nie mówię

Widzę siebie w odbiciu słonecznym prędzej cień mym przyjacielem niż miłość do boga
On schował się za pobliskim publicznym szaletem Onanizuje się czytając dzisiejsze wiadomości
I pości Od złudzeń Od kipiących filozofii tych anty i tych utopijnych Od miłości co wynikają z potrzeb ciągłych dolegliwości Od przestarzałego powtarzającego się życia Od standardu Od...

Opadają mi dłonie i nogi się zginają ciemię bez oparcia skrzypi

Mikroskopijna podstawka ceramiczna uderzyła o moją głowę

Te jej gardłowe przemykające przez powietrze zdetonowane

Wdycham i gustuję Masochistyczne podejście mnie i ją psuje

Ruje na kuwecie od szczeniackiej pościeli ona mieni się pomarańczą ja mam nos rozpierdolony Cały w czerwieni od kilku podstaw po troszku smak cukiereczkowy

Mija mój język

I ona naga przede mną

I ja nagi co przed nią

Skondensowane układy

Goły toteż w słowa
Goły i w prześwity

Marszczę się ciałem wypowiedziałem kilka słów w jej stronę rozpłakałem się

I łzy

Nic nie znaczące Nie mylące mnie z wrażliwością Bardziej z idiotą co stoi na rogu i czyni nieszpory

Mierzi mnie

Jest zimno

Grabarz spojrzał na moją twarz i się rozpłakał

Opowiedzieć życie Po czymś takim każdy żałuje

Że słuchał

Pozdrawiam

koniec