"W pół papierowym dywaniku"

Gitara
Kawał katarku w pół papierowym dywaniku
I po krzyku

Z ręką w nocniku

Chwalą mi poezję a ja mam herezję co zgrzebnie w kieszeni mi gnije

Co jakiś czas wychodzi na światło dzienne i obraża po kolei moich towarzyszy mówiąc im to co myślę

Struż Łamiąca Pięść nie zjawił się na apel oddelegowany poszybował do nieba po skargę co w oku śmigała

Bóg wysłuchał Nastąpiła potrzeba Kilka tygli przelało się do dna Trybiki zmieniły pozycje i poczyniły deszcz

Muszkatołowy

Otworzyłem oczy by ponieść się emocjom ekscytacje podskakiwały w cegielniach udając rozpieszczone

Przelałem przez kolbkę i papierkiem lakmusowym sprawdziłem ilość ich we krwi mojej i ochłonąłem

Było mało we mnie emocji Te większe były udawane

Treści

Doszukuje się moja matka która widzi we mnie maleństwo bezpłodne
Strofuje co chwilka wbijając klapsy i igiełki Złamana jedna w pół ręce

I seksy

Panienki Obrosły w drodze pośród śmietnikowych ułud i szczęście co nadnaturalne oblało się pół tłuszczem
Udka ich wyśmienite ślina leje się po swetrze rozrysowując mi karłowatość trzewi a ja tęsknię za tym co teraźniejsze

Przeszłość mi panią
Przyszłość mi ojcem

I sfery

Grupy czerwonych policzków tworzą cichą koalicję z pół nagim języczkiem i strzyka jeszcze z boku to pewnie krtań co przesunięta na wietrze udała się do płuc kilku cięliście sprzęgniętych

Tykają jak kilka tych zegarów

I ja

W tym mieście czuję się jak nieswojsko
W tym mieście mówią mi wszędobylski

Dochodzę do kolejnej własnej miłości

Zjadam pół ciasta i zmagam się z teraźniejszością której mi żal i ciągle żal

Ułamana struna i struż Łamiąca Pięść który nie obija nigdy zasad stromych

I raz jeszcze ułamana struna

Odrzucony lekko nawilżony kawałek papieru

I ja w lustrze co u celu jestem widzieć siebie

Tak zabrzmiała końcowa mi godna potrzeba

Koniec