Kobieta z zeschniętych ciem
Rozbija swój wzrok na świetle latarń czerwcowych
Upojona dźwiękiem ciemności ściska dłoń w zaparte
Naruszone paznokcie łamią się opadając na betonowy plac
Zaś cierpkie palce umalowane samotnością nabierają barw wen
Co ścierne wchodzą w nerw
Mężczyzna oparty o marmurowy cień
Zawija się w swoim ciele w tekturowej pozie o wyrazie serca
upadającego Zblazowany oparty o miasto zabudowanych łez
Ograniczony ze wzrokiem tężca tętnice napinają się w sztyft
Podchodzi do...Do kobiety co z ciem skrojoną ma krynolinę i
zwraca się do niej Jego półton fletni dochodzi do uszu w tle
co jak gdyby uwalnia...
Cień wyzwolił się z męskiego cielska i hycnął hen
I Ja wysterowany na pobliski sen
Oknem wpuszczam historię co tląc się w kominku przegina mi nozdrza
Wydycham dwutlenek rosy marzeń snów sfabrykowanych na ostry akord
Produkowane wyzwalają mężczyznę co nie własny opiera się o cień
ten
marmurowy z podeszwą wklejoną w stopy skórę
Wyzwolona ćma gryzie żarówkę lampionu dnia
Zaś przepalone oczy sprowadzają ją w dół na sieci drewnianego
stołu
Obok Stachury Siekierezada i mój oddech studzący starsze już
kartki
Co w zapachu przypominają palący się włos klatki piersiowej lnu
wyciągam się przez okno i widzę jak ona w pocałunku jego...
Gasi latarnię
Koniec