Jakże Ja - Zgryzło mi się Poprzestawiało na inne przedziały Przewiało
Odp. Mi - Tym lepiej Zapomniałeś jak było dawniej Tą przesadność łez
Jakże Ja - Słonecznie I przejmująco samotnie Frywolnie I ze szklanki Z łez
Odp. Mi - Zapomnij jak było dawniej Przewierć się przez ścianę i oszklij oczy
Odp. Mi - I zapomnij Wytargaj wyprasowaną cieplutko koszulę
Zegnij kołnierzyk
Obliż usta i sponiewieraj język Wymawiając na K na P Rozkochaj myśli
Spowoduj tętnienie w żyłach Niech krew się rozbawi i nie tęsknie warknie
Zaskocz się myślą Zapomnij dawne Przez chwilę jakby wybebesz szczątki
Złam wyjątki Odprowadź w przystanek do odjeżdżających pomieszczeń w dal
Niech krawat się rozpuści w promieniach księżyca poniekąd zmęczy się stopa
Kropla języka Niech wydorośleje dusza strzyknie w biodrze poodrzucaj mądrze
Z wyjątkiem...
Miłości
Jakże ja - Lecz nie chcę Zapomnieć To znaczy wybrać Odrzucić Nie chcę
( Myśli )
Po rozum do głowy - Tak mówią Nawet łatwa interpretacja jest
tylko wyobrażeniem
Zderzeniem się pojedynczych rozwiązań W zakamuflowanych grozach
pod ostrzałem
Wybierając raz na zawsze Przez zawsze tak długo podejmując
decyzję Długo schnąc
Kręcisz ramionami Dlaczego Ja Dlaczego nie Oni I robisz wykrzykniki
co wyskakują
z tych chmurek ustnych W poranku wilgotnym
Przez gładką skórę w środek pustki - Tak nie mówią Bo ów pustka
nie posiada w sobie
Nie ma takiego środka Nie ma centrum Konkretnej odpowiedzi Z
definicji pustka jest...
Pusta
Jakże Ja - Odejdę Przewrócę się po drodze tłukąc kolano w czym
będzie słuszność
Krew obejdzie skórę a palcem poczynię jej smak Jak chcesz Wybebeszę
Roztkliwię się I mamrocząc po kolei poczuwać będę wewnętrzne zasady
Niedbałości form pseudofilozoficzne treści w których się przyzwyczajam
Te włazy Czy widzisz jak są grube Po co czynić słuszności bez imienia Jej
Cykady Tętniące nie życiem oczy widzą że markotnie jest walczyć Używać
donośnych cytatów Lecz choćby ich nie własność sugeruje mi Samotność
Że warto być Samotnym...
Tak bardzo
Odp. Mi - Aksamitne są chwile Nie znając aksamitu topisz tylko marzenie
( Myśli )
Z niedomiaru w niedomiar Z środka pustki w jej dno Poniżej kręgosłupa
w piach
Z niesłuszności w niesłuszność W aluzje obrazów czynionych nieumiejętnymi
dłońmi Może organizm nie potrafił Z tak wydatną wyobraźnią drażniło
się serce
A efekt na płótnie spowodowany był gęstością koloru Zbyt twardy
na miłość
Zbyt twardy na realizm uczuć Zbyt twardy na wprawność oddania
zakochania
Kiedy patrzyłeś efekt wizualny zawieruszył ci się w głowie a
chełpliwe starania
Pognały w cień Odrzucone Puste Pozostało
Jakże Ja - Gdy słucham jak mówisz Jak odgarniam ślinę z policzka
Nie wierzę
Odp. Mi - Nie chcesz Nie wiem czy nie potrafisz Czy nie możesz
Ale...
Jakże Ja - Lecz po co Oczy mi się złocą Po co To jest wylewne
i zbyt szczere
Odp. Mi - Postarać się warto To nie zamazanie drogi po której
stąpasz To próba
I warto spróbować Chcieć Wylewne i szczere? W tym wszystko jest
Koniec