"RELACJE"

nie wiem jak to działa
marszczę czoło lekko poczuwając przepływające przeze mnie emocje zmodyfikowane organicznym przytykiem

nie wiem na czym to polega

troszkę się złoszczę
troszkę ujmuję sobie pozbywając się złości narodzonych wraz z chwilą powstania z łoża czyli wtedy kiedy jestem jeszcze niewinny

jeżeli nie poczyniłem nic szczególnego czy mogę być czemuś winny

ponoć złość mojej matki znajduje we mnie źródło

mówi że to wszystko przeze mnie

ale czy to tak powinno być nie wiem

nie wiem dlaczego się znamy
mówię ci po imieniu ale tak naprawdę nic przecież o tobie nie wiem
może gdybym cię uderzył mocno wszystko potoczyłoby się inaczej
gdyby mój cios spotkał się z odzewem czyli kopniak markowej roboty
jestem pewien że ćwiczyłeś
ale tak fajnie nie jest
mówisz mi po imieniu ale co ty o mnie wiesz

tamta się zakochała
tylko czemu

nie wiem

dlaczego się zakochałaś
co we mnie ciebie zachwyciło pamiętam że się uśmiechnęłaś
twój kolega wcześniej się nie śmiał kiedy go uderzyłem
z mojej twarzy też zniknął owy zachwyt radości ale to chyba tak powinno wyglądać w momencie gdy but twojego brata lekko otarł się o moje czoło

co to jest kung fu

takie malutkie pytanko

przejdźmy dalej

zawsze staram się odnajdywać w sobie pozostałe miarki optymistycznego ducha gdy zaciągam cię do łóżka tak naprawdę nie wiem jak to wszystko powinno wyglądać właściwie się kochamy ale czegoś mi tu brakuje niby jest nam dobrze twoje krzyki i moje uzewnętrznienie ale czy to wszystko

czegoś mi brakuje

przytulasz się do mnie
jesteś zimna choć przecież jest środek dnia jest duszno trzydzieści stopni w cieniu sierpień dzień moich kilku śmierci
jesteś zimna

właściwie jesteś jak trup jak nie żywy człowiek
mówię że na dzisiaj to już koniec nie pogniewaj się jak cię opuszczę nie pogniewaj się kiedy nie podniosę owej słuchawki kiedy nie zacznę z tobą rozmawiać

nie mam zamiaru

nie podoba mi się to

to nie z tej bajki tam niby wszystko było uporządkowane rozkochane w każdym odruchu w każdym geście lecz gdy jestem przy tobie nic takiego nie następuje nic takiego się nie dzieje

przy twojej siostrze jest inaczej

ona patrzy na mnie w dziwny sposób
jakby zakochana
przyznam że to troszkę mnie irytuje że wszystko to mną trąci te jej niebieskawe źrenice jakby obmyte wodą destylowaną czyste w odbiciu mieniące się szczytem drapieżności
ja w lekkości
przy niej jest mi dobrze

twój brat miał racje

ja miałem ich kilka

na śniadanie kopniak w twarz coś mi tłumaczący

po południu uprawiana niby miłość z tobą choć niczego nie doznałem

wieczorem pocałunek twojej siostry budzący mnie na nowo

schemat

być może to już było

dzisiejszy dzień się zakończył

twoja siostra przy moim boku

sen

zbudziłem się sam przy moim boku nikogo nie było

kiedy otworzyłem drzwi ujrzałem w nich postawnego mężczyznę

pamiętam jak jego zaciśnięta dłoń cisnęła się na moją twarz pamiętam ból ogromny dłonią pragnę dotknąć nosa ale jakby go tam nie ma jakby zaniknął
schyliłem się lekko do przodu i jakby ujrzałem że z mojej głowy leje się krew ciurkiem strumieniem dużym
okropnie boli gdy ręcznik przystawiam do nosa
nie potrafię jednak gdyż aż tak mocno boli i ta kałuża

jakbyś odkręciła kran i zamiast wody lała się czerwona ciecz jakaś dziwaczna

tak do ciebie mówię

twój brat kopnął mnie kilka razy jeszcze po brzuchu
wyśmiał mnie i powiedział żebym się do niego już nigdy nie odzywał

nie był z nim po imieniu

może miał rację

z twoją siostrą było mi lepiej

łatwiej

ale ciebie nie kochałem zrozum mnie tak musiało się skończyć

twoja siostra spojrzała na mnie i powiedziała mi że ma mnie za nic

tu się uśmiechnąłem

może ma rację

ale jej oczy mówiły jakby co innego

brat twój pamiętam wbił mi mocno gwóźdź w czoło
uniósł wysoko moje drętwe już ciało
był silny
przybił do ściany i czekał na moją śmierć
wisiałem
wyłamał mi ręce ze stawu w wyniku czego nie mogłem nic zrobić
wisiałem
gwóźdź przebił moją głowę i twardą tą ścianę
byłem jak malowanka
potem przyszłaś do mnie i zaczęłaś mnie podziwiać
wychwalałaś jego twojego brata artystyczną wizję że był świetny i miał wyobrażenie wykraczające poza tereny innych świadomości
a ja już prawie nie żyłem jedynie moja lewa stopa czasami wykonywała dziwny taniec w powietrzu
odruchy bezwarunkowe
nerwy jeszcze kierowały moim mózgiem ale moja umysłowość nie trwała zbyt długo

pamiętam że twoja siostra spojrzała na mnie dziwnie
patrzyła na mnie tak długo
kazała wam wyjść

tak uczyniliście

patrzyła mi w oczy

długo

czas długi

rzuciła swoją torebkę na kanapę na której jeszcze nie tak dawno byliśmy razem

zdjęła owy płaszcz i powiesiła go na owym wieszaku na tym samym co wczoraj

była ubrana w obcisłą koszulkę lekką i letnią
spocona i mokra jej piersi prześwitywały przez owy cienki materiał
nie byłem jeszcze trupem
jeszcze kontaktowałem z owym światem a oczy moje były otwarte
króciutka sukieneczka odsłaniała jej długie nogi
włosy przy włączonym wentylatorze powiewały w wietrze
podeszła do mnie i dotknęła moich ust
wskazujący palec włożyła do środka pieszcząc zęby koniuszkiem owego cietrzewia dotykając mojego języka
moje oczy odżyły skrzętnie świdrowały postać twojej siostry
była piękna

usłyszałem jak rozpina mi spodnie
suwak skierował się na dół
pociągnęła owy błękit ku dołowi
po czym zaczęła pieścić mojego penisa by w pewnym momencie włożyć go do ust swych mieniących się aksamitem

czy wiecie jak wygląda aksamit

nic nie czułem

starałem się sobie to wyobrazić jednak...

nie wiem jak to działa
marszczę czoło lekko poczuwając przepływające przeze mnie emocje zmodyfikowane organicznym przytykiem

w pewnej chwili wszedł do mojego pokoju jej brat
zobaczył co czyni jego siostra

pamiętam że ją uderzył odpychając ode mnie
spojrzał na moje prącie i uśmiechnął się
chwycił go w ręce i dopełnił owej czynności
cały czas patrzył mi w oczy z tym swoim cynicznym pół uśmiechem

pamiętam że sperma opadła na ziemię

jego siostra leżała na ziemi
dziwnie patrzyła się na mnie

pamiętam że przyczołgała się ku mnie i zaczęła zlizywać ową spermę z brudnej tej podłogi

gwóźdź nie był wstanie wytrzymać mojego ciężaru

moja głowa przetoczyła się przez niego ów gwóźdź rozrył mi głowę
właściwie nie miałem prawa myśleć

pamiętam że upadłem na ziemię

moja noga poruszyła się jakby coś nią wstrząsnęło
z głowy lała się krew
twoja twarz znalazła się blisko mojej twarzy
patrzyłaś na mnie
twój brat wyjął pistolet i strzelił mi prosto między oczy
właściwie byłem już martwy
twoje kryształy były smutne
zanim nastąpił strzał spoglądałem w ich błękit

strzał

dźwięk mocny

ciemność

nie wiem jak to działa
marszczę czoło lekko poczuwając przepływające przeze mnie emocje zmodyfikowane organicznym przytykiem

koniec