prawdą jest że jestem smutny
poniewierany swoim mało entuzjastycznym byciem zdobywam się tylko
czasami na rzeczy bardziej złożone
jem
uśmiecham się
jestem miły
ciekawy
lekko zbaraniały
by pobudzić lepsze ego nie podobnych mi bliźnich
łzawy
właściwie tylko w tym aspekcie jestem prawdziwy
zapominam
gdyż łatwiej jest mi zapomnieć we wspomnieniu wiele rzeczy lekko
mnie kłuje
kocham
tak łatwiej jest egzystować ale w momencie wewnętrznego bólu
i owy również aspekt jest urojony
oddycham
dzięki temu szybciej umrę
śmiercią niby naturalną ale w telewizji mówią wiele rzeczy
to znaczy fajne to jest ale nie o to mi chodzi
za słabo wszystko to czuję
w wyniku czego żałuję
siedzę
stoję
całuję
układam dziwnie ryjek i spoglądam w jej twarz nasze usta się
łączą po czym ona coś mi mówi że niby mnie kocha przedtem dałem jej
kaski troszkę więc chyba była zadowolona po owym całusku zauważyłem
że pobiegła do łazienki i zaczęła czyścić ząbki po czym płukając płynem
do ust uśmiechem mi podziękowała
właściwie zawsze tak jest że po pocałunku owe powyższe czynności
czyni ona
moja ukochana
orgazm
wyuczony
właściwie od dziecka tylko to mi wychodzi
co najgorsze w samotności
w niej nic mi nie wychodzi
patrzy mi na oczka i oczekuje czegoś więcej
zawsze się odwraca i spogląda na zdjęcie z naszego pierwszego
małżeństwa
niby żyć nie umiemy razem
ale w oddali od siebie jakby nam trudniej
pracuję
nic z tego nie mam ale dobrze mi z tym gdyż wiem że ktoś coś
z tego ma
pewnie ten ktoś jest zadowolony i w ogóle szczególnie radosny
też się cieszę
niby podwyżki nie dostałem od trzech lat poza tym żona nie pracuje
w wyniku czego są pretensje w stosunku do moich możliwości że niby
nie walczę o to i tak dalej
troszkę się zastanawiam bo przecież co mam zrobić
pozabijać
zniszczyć
ułożyć rączki w śmieszne piąstki i bić się do upadłego
to nic nie da
poza tym jestem zadowolony bo przecież komuś jest dobrze
wiem że mi źle
rozumiem wasze żałości i przeprosiny
ale ja się przyzwyczaiłem do tego
cierpiętnik ze mnie udany
prawdą jest że jestem smutny
uśmiechu na mojej twarzy nie ugościsz
refleksje bolesne kłaniają mi się często
właściwie doprowadzam się do takiego stanu że mi tylko żal
coraz bardziej większe żal
ale co mam robić
pozostaje mi tylko być smutnym
cieszyć się
z niczego
to mi jeszcze pozostaje
dorosły jestem
o tak
jestem dorosły
co najgorsze nigdy do owej dorosłości nie dojrzałem od razu wypuszczony
na szerokie wody tonąłem chwytając się ostatniej deski ratunku i choć
wszystkie owe metafory słyszeliście to przyznaję się że nic szczególnego
nie napisałem po prostu już mi się nie chce
nie mogę
co jedynie
kłaniam się nisko
mówię dzień dobry
pozostałe formy grzecznościowe z mojej osoby ugościsz na każdym
kroku
w ogóle jestem miły
poczciwy
miękki
bardzo szablonowy jakby wyjęty z filmowej historyjki gdzie te
same ryjki powtarzają te same wyrazy te same zdania te same czynności
wykonują w stosunku do siebie tak samo się uśmiechają tak samo płaczą
widzę to
lecz nie potrafię
zatracam się
żal mi
z chwili na chwilę coraz bardziej mi żal
to prawda
kiedyś byłem młody
właściwie dzieckiem byłem
właściwie nim jestem
w świecie dorosłych
tych nie dziecinnych
tych dojrzałych gdzie głowy pańskie uniesione do góry ukazują
szacunek jaki mam im podarować
tylko co tu szanować
może się mylę
może w ogóle jestem
pewnie jestem
jestem smutnym człowieczkiem nowym pokoleniem wypróżnionym wyprutym
jak ślina sucha wystająca z rąbka twoich ust
właściwie wiem jak to jest kiedy uderzasz z siłą wydechu o ziemię
tą czarną
spluniesz nie nadążając za poprawną etykietą
potem ktoś cię butem przegarnie
zanuci śliczną piosenkę
i ujdzie najdalej
wiem jak to jest kiedy poszanowany zaczynasz odczuwać związki
przynależności
czasami czuję się tak jakbym był flegmą
jednak...
inaczej żyć nie będziesz
odrzucą cię
bardziej upodlą
w stosunku do ciebie
będą źli
o tak
o wielkie tak
o bardzo wielkie tak
jestem smutnym człowieczkiem bez żadnej postawy bez uśmiechu
na owej twarzy
bez teatrzyku gdzie druciane lalki odgrywają swoje dobrze rozpisane
role
czasami mi się wydaje że autor tej opowieści troszkę przesadził
w wyniku czego są ludzie przeładowani emocjami jak i ludzie którzy
owych emocji nie posiadają
mój stan graniczny został przekroczony właściwie jestem wypełniony
do wszelkich możliwości
moja ukochana jest pusta ale tylko mi się wydaje wszyscy ją chwalą
mnie tylko nazywają
ona mnie kocha
powiedziała tak
że bardzo mnie kocha
pamiętam że słowa te które wypowiedziała miały fakt w momencie
kiedy przyszedłem z pracy dnia pierwszego tego miesiąca kiedy opróżniłem
kieszenie i wszystko co w nich było jej podarowałem ona założyła futerko
błyszczące włosy pięknie ułożyła pocałowała mnie w mój przelany zmęczeniem
policzek uśmiechnęła się jeszcze mocniej po czym umyła ząbki swoje
lekko żółtawe i poszła jak najdalej właściwie już była gotowa właściwie
już czekała na moje przyjście zapukałem do drzwi wszedłem dałem jej
pieniądze otrzymałem pocałunek po czym wyszła wykonała kilka tych opisanych
przeze mnie czynności i opuściła mnie
wierzyłem że nie wróci
co miesiąc w to wierzyłem
od kilku lat tego chciałem
tak bardzo ją kochałem i tak tego chciałem
nigdy owe moje marzenie się nie spełniło
smutno mi
w samotności jak i razem
w tej dziwnie skrojonej miłości właściwie chciałem wrócić do
owego krawca i powiedzieć że mu coś nie wyszło
niestety
to chyba niemożliwe
na pewno niemożliwe
ale łudzę się właściwie wiem że jest tam ktoś za to wszystko
odpowiedzialny
wiem że ten ktoś musi odpowiedzieć za to wszystko
i wiem że nie odpowie
smutno mi
leżę i śnię
o niczym
kiedyś miałem piękne sny
dzisiaj
wielka gorycz
jestem tak zmęczony że owy sen coraz trudniej mi przychodzi
właściwie w ogóle nie śpię
myślę
wypalony we wnętrzu swym składam sobie mierne gratulacje licytując
powoli wszystkie moje malutkie stwierdzenia
mówię sobie co zyskałem na ową starość
co straciłem
tego ostatniego jest najwięcej
więc myślę o wspomnieniach
wspominam staram się owe wspomnienia zapisać na kartkę lekko
uwypuklić skompresować zmniejszyć ich zawartość uporządkować
nie czynię tego jednak
tak właściwie nie mam co wspominać
chcę
ale coraz trudniej
smutno mi
bardzo
smutno
zanadto
chłonę zapachami wydycham majakami
ona gdzieś w oddali
nieczęsto się uśmiecha
czasami coś do mnie powie ale...
najważniejsze że się nie kłócimy
co jedynie w tej ciszy...
czekam aż to się skończy ale to nie chce się skończyć
nie może się skończyć
smutno mi
bardzo
siedzę smutny w ciemnym pokoju przy dźwiękach wewnętrznej muzyki
gra pianin walce tanga cztery wiolonczele stukot ośmiu gitar
klasycznych
operowy śpiew taniec atmosfera wesela wydobywająca z mojego wnętrza
jak najwięcej
marzę
samotny
liczę sekundy
kiedy zliczę ich sześćdziesiąt zaczynam liczyć minuty
liczę minuty
wsłuchuję się w stukot zegara
tej małej wskazówki podążającej do swojego celu
postrzegam ją w swym dziwacznym grymasie kiedy moje usta schną
w bliskim mi wnętrzu
to moje miejsce
tu powoli umieram troszkę słaniam się na nogach bardziej przecieram
liczę minuty
kiedy zliczę ich sześćdziesiąt zaczynam liczyć godziny
liczę godziny
wpatruję się na zegar i czekam aż to wszystko się zakończy
telewizyjne programy pojawiają się w mojej głowie zastępują tamtą
pustkę
ciemnieją bardziej rany w zapachu gnijącej owej struktury młodego
poplecznika walki o wolność
nie chcę już walczyć właściwie jestem już za stary na ową walkę
nie potrafię
liczę godziny
mknące szybko
coraz mocniej odczuwam uderzenia zegara stukot warczącej kukułki
spadające z nieba artykuły spożywcze mleko pół litra czystej
napiłbym się
jeden tylko łyk być może stałbym się bardziej osobowy
bardziej smakowity uposażony w twarde postanowienia
nie piję jednak
nie lubię smaku martwego alkoholu
liczę godziny
kiedy zliczę ich dwadzieścia cztery zaczynam liczyć przemijające
dni
a więc liczę przemijające dni
kolejne zachody i wschody kolejne uśmiechy kolejne dzień dobry
mocno zaakcentowane dobranoc kilka okrzyków w owej niemej namiętności
pobudzenie się ręką w niej zapisany jeden udany orgazm jej zadowolenie
pieszczota jej piersi dotyk jej warg w smutnym posępnym geście wyuczonym
podczas lat młodości w latach owych dziecięcych kiedy muszę ją kochać
bo nic innego nie umiem więc kocham i tak się oszukuję
a więc liczę przemijające dni
kolejne wojny na tle religijnym kolejne kłótnie owych niezadowolonych
kolejne upadki kolejne zmartwienia bolące rany kolejne cierpienia
czasami mam dosyć
lecz tak jest codziennie w wyniku czego nie potrafię tego zmienić
a więc liczę przemijające dni
kiedy zliczę ich siedem zaczynam zliczać czas dłuższy tygodnie
martwe tygodnie bijące się po kolei po kolei niknące
czas na zegarku niezauważenie mknie szybciej niż potrafię sobie
to wyobrazić
na jej twarzy coraz ciemniejsze zmarszczki coraz więcej błędów
wymawiane przysłowia mądrości wszystko nic nie znaczące lekko dręczące
troszkę mącące bardziej poszeregowane poukładane zagubione
martwe tygodnie mijające życiowe daniny gdy płacisz za nic i
owe nic dostajesz kiedy jesteś wesoły i zdajesz sobie sprawę że owe
zadowolenie jest wyuczone że tylko istniejesz
jakby nic więcej
i wciąż jestem smutny
mniej kochany
wciąż jestem pusty wybrakowany jakby nikt mnie nie chciał patrzą
na moje stany na moje odczucia na moje malutkie wrażliwości na stany
namacalne na dręczące mnie marzenia na potrzeby ich spełnienia gdy
serce tylko bije a reszta trwa w malutkim pogłębieniu i patrzą na mnie
gdy stoję na tej ladzie dotykają liżą próbują uderzają w krocze w ten
sposób czyniąc reakcję ów bodziec boli ciągną za włosy szanują moje
ogolone głowie szmatką płaty owe czyścić usiłują
nie chcą mnie
za bardzo jestem wypchany
za duży brzuch
za duża głowa
język za krótki zbyt gęsta broda
krótki członek wytatuowany pośladek kolejny ranek nie zakupiony
nie wystawiony rachunek
za dużo myśli
odczuć
za mało wspomnień
nijaki
w tygodniach gdy liczę ich liczby uformowane ich dane zbyt milknące
grosze
tygodnie które mijają
mijają
powolutku
króciutko
mijają
po owych tygodniach następują miesiące
jej jest źle
nic mi nie mówi
lecz widzę to w oczach
coraz bardziej martwe
mniej widzące bardziej myślące
refleksje których nut mogę się domyślać
ich planów w miernie zawiniętej tulejce
w jej ustach nie czując smaku troszkę gorzkie odczucie
widzę to również w jej starzejącej się dłoni
coraz trudniej ową dłoń trzymać coraz trudniej ją głaskać
policzki bardzo szorstkie właściwie nie pamiętam jej łez ich
widoku niknącego
nawet owe uśmiechy
jej uśmiechy
uśmiechy
żadnych
brak
wszystkie te miesiące są bardzo ciekawe właściwie nic powiedzieć
nie mogę
właściwie nic do powiedzenia nie mam
dlaczego więc ciekawe
dlatego że moje
własne
kiedy owe miesiące mijają kiedy zliczę ich dwanaście kiedy następuje
jeden rok kolejny
rok
dwanaście miesięcy
kilkadziesiąt tygodni
kilkaset dni
tysiące godzin
setki tysięcy minut
miliony sekund
i tak na co dzień i tak na zawsze bez przerwy liczę
sekundy
minuty
godziny
dni
tygodnie
miesiące
lata
cały czas mojego niknącego życia
nic innego nie wspomnę
co jedynie wiem jedno
że zginął przy mnie kolejny człowiek
nie ja sam
że przy mnie zginął człowiek
a więc smutno mi
trudno
jest mi słabo
w samotności i choć przyzwyczajony
tym bardziej jestem smutny
bez niej
nieme amen
koniec