kłopot zaczyna się w momencie odpoczynku
patrzysz na inne te światy i wybierasz miejsca
w których tak mocno pragniesz się znaleźć
więc szukasz
i jakby urażona odrzucasz
po kolei
wszystkie tu obecne światy
bo jakby żaden z nich nie warty jest twojej afirmacji
kłopot zaczyna się w momencie kiedy chcesz powiedzieć
najpierw analizujesz obecną sytuację wszystko trwa sekundę
uśmiechasz się po czym szybko zmieniasz sylwetkę owych ust
dramat lub inne tragiczne zakończenie objawione reakcje łzą
tą jedną
wybraną z tysiąca
i tak przez całe życie
bez słów
wciąż chcesz coś powiedzieć wciąż wybierasz owe słowa ale nic się
nie jawi
kolor twojej twarzy twoich dziwacznie skrojonych polików pozostaje
ten sam
usta zakrzywione dotknęły owego świata smakując po kolei owych
cudzych ust
i tak smakujesz
wybierasz
aromat kolejnej miłości staje się niknącym ogniwem
zaczynasz nie wierzyć w miłość i szukasz wciąż
tej jednej
jedynej
miłości
wciąż czekasz pragniesz się obrazić lub też poczuć się wesołą w wyniku
postrzeżenia
lecz jakby nic nie widzisz komory owego serca powolutku przepuszczają
wszystkie te enzymy
serca bicie rozgrywa się w tym samym tempie każdy oddech tak
samo lekki mniej głęboki
spojrzenie kiedy spoglądasz na tą samotność codzienną licząc
kolejne mijające sekundy
dotykiem tym samym przy nagiej piersi gdy koniuszkiem rozpoznajesz
rozgrzane części twojego ciała
a wokół jakby ciągłe nic w namiętności odczytując dziwne skojarzenia
myśląc że jest dobrze
po czym ponownie powracasz do starszej upośledzonej refleksji
rozpoznając te same schematy
wciąż bez owej miłości
wciąż bez tej drugiej osoby
wciąż w samotności
mniejsze prognozy przepowiadające te same transakcje bez słowa
choć słów wiele w sobie posiadasz
zapisując kartki papieru owe pamiętniki wyrzucając do kosza z
myślą że może ktoś przeczyta ktoś przypadkowy i że ten ktoś ciebie
zrozumie w innym szumie własnych myśli
usta
oczy
brwi
serce
pierś
chcesz lecz nie potrafisz postrzegając owe synchronizacje dalekich
ci ciał kiedy ustawienia ich dusz wzbudzają w tobie element zazdrości
zazdrościsz
jest ci smutno
bardzo smutno
utkane wiersze powoli tracą na znaczeniu powoli milkną w owym
przedstawieniu kiedy sztuczne postawy których wcześniej nie rozumiałaś
nabywają blasku świadomości myślisz sobie może oni mają rację może
to oni żyć potrafią a tylko ty jakby zagubiona w swych dziwnie skrojonych
przemyśleniach gubisz się w nich
bez owego zrozumienia
z bólem owego cietrzewia z sercem tym samym nie rozkochanym z
duszą tą samą tylko rozpisaną ze wzrokiem pustym nigdy nie zrozumianym
ze słowem nie wypowiedzianym z myślą tą...
mijają lata kartki w szufladzie z tą samą garstką słów nabierają możniejszego
wyrazu
w mosiądzu odlane wskazujące palce wcześniej szukające w tym
świecie owego obrazu
kolorowe myśli bardziej pobudzone krążą przez pozostałe cząstki
twojego mniej martwego ciała
poszukujesz analizujesz smakujesz wszystkie zastygłe okrągłości
twojego dawnego przeżycia
kiedy zranione ciało upadło na wilgotną i nagą ziemię spoglądasz
na niebo gdzie gwiazdy te same
ten sam księżyc ten sam ujadający pies ze zranioną swą duszą
czekasz na pomocną dłoń lecz ona się nie pojawia
ze smutnym wyrazem twarzy porzucasz wcześniej wyznaczone znamiona
twojej nagiej postawy
gdy mówisz sobie że kochać możesz nawet że ów miłość rozwiążesz
w planach posiadając nazwy
powiesz mu że go kochasz po czym w pocałunku zastygniecie w postawie
prezentowanej wielce
owe kartki znikną z twojego emocjonalnego stanu pokochasz prawdziwie
wierzysz w to mocno
i owej miłości oczekujesz
i czekasz szukając myśli tych
tych gdzieś ulokowanych
w najdalszych rejonach
w najdalszych stanach
w nadziei
w marzeniu
w braku spełnienia
w imieniu
w słowie
bez owego słowa
kłopot zaczyna się w momencie kiedy zabraniam
zabraniam tych wczesnych dawnych pradawnych
nie pragnę tego co mnie w miejscu trzymało
nie pragnę dawnych marzeń i innych nadziei
gdy ciało w miejscu stało choć przecież potrzebowało tak mocno
zbyt szybko za wolno
kiedy w pojmowaniu tych zjawisk grzęzłam w tym miejscu tej samej
chcąc tylko strawy
zmieniam swoje plany wreszcie pokocham wreszcie zrozumiem słów
kilka wypowiem owe kartki zeszyty pióra tornistry odrzucę i spalę
w ognisku moich nowych odczuć
w żarze moich wyborów potwornych
z zadziornym nowym sercem
z otwartą duszą którą ofiaruję
i pokocham
wreszcie pokocham
pokocham
tak myślę
to wiem
pokocham
kłopot zaczyna się w momencie odpoczynku
patrzysz na inne te światy i wybierasz miejsca
w których tak mocno pragniesz się znaleźć
więc szukasz
i jakby urażona odrzucasz
po kolei
wszystkie tu obecne światy
bo jakby żaden z nich nie warty jest twojej afirmacji
koniec