W tym świecie tylko jedynie róże mkną przez ocean i zatrzymują
się na stopie
Ich zapach przypomina wrzenie wody i wilgoć w tlenie tworzącej
dwutlenek
A ja umieram głodzę się tylko by móc dopomóc owej róży przejść
przez pasy
Bo ów nie posiada stópek
Oddałem jej wszystkie swoje koce bo nie ubrana pomknęła przez świat
Do świata malowniczo wystrojona z czerwiennymi ustami utkana
w kalesony
W przyciasnych skarpetkach oburącz sięgała do kieszonki by wskazać
dowód
Bo ów chciała stokrotka
Telewizyjne szmiry i kokieterie sąsiadki z upadku kultury pop róża
stała się cielesna
Wyszła z dzbanka i targała miąższami wyrzucając kiełbaski z kotła
i wyrywając analiz
Pełną głowę delikwenta który miał moją postać i w lustrze lizał
sobie usta te same
Lecz róża dała mi przystanek wyciągnęła ze schizofrenii i doprawiła
gardło własne
Zarumieniłem się na policzkach a w uszach bez szarówek dogorywałem
muzyką
Róża wstrętnie zakorzeniona z urwanym życiem po wszelkich zapotrzebowaniach
Co z mojej strony wynikały uciekła przez okno pokonując zakręty
gwiazd i mgieł
Bo ów ziemi ojczystej poczuć stan pragnęła
Usnąłem
Zląkłem się snu może z nadmiaru lnu co mi podniebienia szpecił co
kaszlem się kończy
Obok kubki herbat i wyciśnięte cytryny kanapki z rzepkami i ostatki
mieszanin kiślów
Obok otwarte okna i słońca płoszące wszystkie ukryte wyimki w
ciemności pracowite
I róża w dzbanku schnąca z nadmiaru zimnego zapachu kawy
Uchowanej w kieliszku za kanapą wstydząc się łykiem dopić
I z dali sąsiadka
Jej śpiew pełen obaw
Koniec