Wszystko oczywiście zaczęło się od pewnego filmu, od usłyszanej w nim zawartej piosenki, jednej z wielu, film mocno rozbudowany, gdzie historia rozpisana jest na kilka poszczególnych poziomów, a każdy z nich ze sobą lekko połączony, każdy epizod wspaniały, każda twarz piękna, słowa wymykające się z pod kontroli i ja zielony. Nie wiem, która jest to minuta filmu, przed sobą mam scenariusz owego, jak to nazywam, kuriozum, właściwie przepięknego spektaklu filmowego, albo psychodramy drażniącej, intrygującej, irytującej, może oglądałaś, może nie, jeśli to drugie to polecam, bo odczucie niesamowite, na VHS już dawno wydane, a więc, do czego zmierzam, otóż, jest w tym filmie scena, która mnie dobija, męczy, wzrusza i inne wspaniałości, w całości film jest okrutnie prawdziwy, ale właśnie ta scena nęci i psuje, czyli...
Strona 137
Autor Paul Thomas Anderson.
W tych sentencjach będziemy widzieli wszystkich bohaterów tego
filmu, w tle rozedrgana na piętnaście milionów nutek i innych refleksyjek,
więc w tle piosenka niejakiej Aimee Mann, tytuł piosenki Wise up,
otóż poniżej wszystko sobie rozczytasz, każdy z tych bohaterów jest
w chwili refleksji, w chwili dla nich bardzo ważnej, jakby podglądamy
ich losy i czas najważniejszych historii, film jest bardzo depresyjny,
bardzo smutny, nie ma tu komedii, żadnych ironii i innych wzniosłych,
może oprócz fenomenalnego wstępu, czy w momencie spadających...nie
powiem, a więc nasi bohaterowie, powróćmy do nich, każdy z nich jest
w chwili przeżywanego katharsis (moje lubiane słówko), a więc, że
już poknociłem, w tle piosenka wykonywana przez powyższą, przed nami
ich twarze, zwróć uwagę na słówka tej też piosenki, jest smutna i
powolna, ale to właśnie słowa są najpiękniejsze... Kocham to.
INT. CLAUDIA'S APARTMENT - THAT MOMENT/NIGHT
She looks at the coke in front of her. She hesitates. Her stereo is
playing a song....it plays softly, then gets a bit louder....
She leans down and SNORTS the fat line of COKE. HOLD on her....she
starts to sing along with the song....
CLAUDIA
"..it's not what you thought when you
first began it...you got what you want....
now you can hardly stand it though by now
you know, it's not going to stop....."
The SONG continues. The following has each of the principles
half singing along with the song, who's lead vocal will stay
constant throughout.
CUT TO:
INT. JIM KURRING'S APARTMENT - THAT MOMENT
CAMERA PUSHES in slowly on Jim Kurring. He sits on the bed, dressed
and ready to go. He starts to sing along to the song as well.
JIM KURRING
...it's not going to stop...it's not
going to stop 'till you wise up..."
CUT TO:
INT. JIMMY'S HOUSE - OFFICE - THAT MOMENT
CAMERA moves in towards Jimmy, alone, sitting in his office, singing.
JIMMY GATOR
"You're sure there's a cure and you
have finally found it"
CUT TO:
INT. DONNIE'S APARTMENT - THAT MOMENT
CAMERA pushes in on Donnie Smith as he starts to sing.
DONNIE SMITH
"You think....one drink...will shrink
'till you're underground and living down,
but it's not going to stop..."
CUT TO:
INT. EARL'S HOUSE - THAT MOMENT
CAMERA DOLLIES in on Phil, holding back his tears and singing
along to the song...as he sits over Earl....
PHIL
"It's not going to stop...it's not
going to stop...."
CAMERA moves over to Earl, eyes closed, starts to sing as well...
EARL
"...it's not going to stop 'till
you wise up..."
CUT TO:
INT. EMPTY PARKING LOT - THAT MOMENT
CAMERA DOLLIES in on LINDA. She's passed out in her car, head
pressed against the glass, but she starts to sing along....
LINDA
"...prepare a list of what you need
before you sign away the deed, 'cause
it's not going to stop..."
CUT TO:
INT. FRANK'S CAR - PARKED - THAT MOMENT
CAMERA pushes in a bit on Frank, singing along.
FRANK
"...it's not going to stop...it's not
going to stop....it's not gonna
stop 'till you wise up, no it's not
gonna stop..."
CUT TO:
INT. SCHOOL LIBRARY - THAT MOMENT
CAMERA pushes in, (light coming up from the book he reads)
optical, glimpse what he reads....then pulls back from STANLEY.
STANLEY
"..till you wise up, no it's not
going to stop, so just....give up."
PULL BACK.
CUT TO:
EXT. SKY - NIGHT Sequence I
The rain stops. Suddenly and quickly it's over. Clear as a bell.
Tekst.
- Co to kurwa jest?
- To tylko Kronos Quartet.
- Że co kurwa.
- Kwartet muzyczny, jak wynika z nazwy, nie wiem jak ci to opisać...Po
prostu czterech ludzików grających muzyczkę klasyczną w bardziej rozwiniętym,
staroświeckim wydaniu.
- Że co?
- Pstro.
- Co to kurwa?
- Magnolia.
- Co kurwa?
- Magnolia.
- Co?
- Magnolia!!!!!!!!!! Taki kwiatek w wianuszkach i innych.
- Że co?
- Kwiat.
- Co ty baba, że o kwiatkach?
- Pytałeś.
- Kto? Ja?
- Tak ty?
- Nie pamiętam. Za dużo pasków na głowie, w głowie i coś tam
jeszcze, ale mi umknęło.
- Co to kurwa jest?
- To tylko Sigur Ros.
- Że co kurwa.
- Zespół muzyczny, kręgi islandzkie i inne takie, coś na wskroś
Bjorkowskiego.
- Nie lubię tych komunistycznych bzdur. O czym ty kurwa mówisz?
- Po prostu jest to muzyka, lekko paraliżująca, wręcz dobijająca.
- Że co kurwa?
- Muzyka. (Zdenerwowany.) Tak grają w niebie.
- Co to kurwa jest?
- To tylko White Stripes.
- Że co kurwa?
- Duo muzyczne. Rodzeństwo. Ona gra na perkusji, on na gitarze,
troszkę brudne i pokręcone, ale wprawia w dziwaczny stan.
- Wszystko tu, co widzę jest dziwaczne.
- Poczekaj. (Puścił płytę.) Zaraz się przekonasz, jakie to piękne.
(W tle gitarka i bitki, nic poza nic, tylko muzyczka, wstrętnie reagujący
koleżka.)
- Co to kurwa jest?
- Rock.
- Co kurwa?
Tu nastąpił cios. On się położył. Oczywiście w policzek zraniony, oko wydarte siłą nieczystą, wręcz niebiańską. Lewą dłonią dotyka nosa, spogląda na zewnętrzną część jej przestrzeni, oczywiście dłoni, nie nosa.
- Co to kurwa jest?
- Złość.
- Co kurwa?
- Tak zwana nierozerwalna część ludzkiego egzystowania.
- Że co kurwa?
- Nienawiść. Bezproduktywny czynnik powodujący, że rasy wspólnego
narodu gryzą się za gardła w obecnych tu aniołach odnajdując element
motywujący.
- Że co kurwa.
- Miłość.
- Jaka kurwa miłość? Co ty pierdolisz?
- Jest to treść równa powyższym, to tak jak wydzielenie z powietrza
tlenu, bez niego oddychać nie możemy, zaś razem z zawartością azotu
ów tlen tworzy mieszankę tak bardzo nam potrzebną. Tak właśnie jest
z miłością. Wszystkie owe trzy elementy, które wymieniłem powyżej są
nierozerwalną częścią naszej egzystencji. Tak samo jak uśmiech, wstręt,
obłąkanie, chwilowa lub dożywotnia potrzeba alienacji, wszystkie te
cząstki tworzą na swój sposób nasz cały świat.
- Co ty...Ty jesteś jakiś...
- Zwróć uwagę na otaczającą cię przestrzeń. Wokół mówią o nieszczęściu
jak i szczęściu, tam ktoś umiera, tu ktoś się naradza, tam ktoś cierpi,
tu ktoś się cieszy a wszystko połączone w jedno. Rozumiesz. Jedność
jest naszym substytutem, jest naszym zawłaszczeniem, przewłaszczeniem,
uwłaszczeniem, jesteśmy jedynymi beneficjantami tego świata, ale poszukujemy
ciągle kolejnych nierozerwalnych więzi, tworzymy kolejne wytyczne,
wykraczamy coraz mocniej poza nam dostępne światy, życia nowe tworzymy,
brniemy, stoimy w miejscu, połączeni jedynie w tej okrutnej i jedynej
nam nieprzychylnej jedności i choć staramy się oszukać, ona zawsze
w nas istnieć będzie. Miłość. Nienawiść. Złość. Reszta. Resztki.
- Co ty pierdolisz?
- Śmierć.
Tu następuje kulminacja, brat White kreśli w powietrzu gitarowy gwarek, wokół robi się gorąco, wokalista niebiańskiego zespołu swoim głosem w języku mi dalekim gryzie wszystko, co tu obecne, skręcamy się z bólu nie rozumiejąc wszystkiego tu obecnego, smyczki, wiolonczele dopełniają wyśmienitej zabawy, moja dłoń się zniekształca, obraca się wokół własnej osi, strzyka w stawach, łamią się kości, w łokciu dziwne następuję zmiany, kość wyciągnięta biała z lewego policzka przykuwa nie namiętnie moją uwagę. Siostra White zadziwia swym urokiem i spojrzeniem, dużym brzuszkiem psując mi ekstazę a w dłoni mej kwiat, który korzeniami swymi przebija moją dłoń. W tle anielski śpiew, wiolonczele grające, brudny ryk i zapach jej, Magnolii. Spojrzałem na Boga twarz i jest mi wstyd.
- Co to kurwa jest?
- Jedność.
- Jaka kurwa jedność? Co za kurwa?
- Jedność. To tylko jedność.
- Co za jedność? Co za kurwa?
- Jedność. Nie mniej. Nie więcej.
- Co za kurwa.
- Jedność. Ot zwykła kurwa.
I tu nastąpił przełom. Przekłuta krtań. Wyrwane struny. Mój głos. Już nie ma. Moje myśli. Obumarłe. Moje drugie ja. Wciąż dziwaczne. I ten żywy, kurwa, ja. Co za kurwa, zadaję sobie pytanie? Odrzucam pióro. Spierdalam. Mam dość. Tych pierdolonych marzeń. Tych chujowych nadziei, ciotowatych wierzeń. I tylko koniec. Tak bardzo go pragnę.
Spełnienie.
Koniec.
Nie piszmy o swoim życiu.
Schemat.
Standard.
Każda chwila już była.
Przynajmniej ja ją znam.
Opoka.
Szlagier.
Powtarzane życie na nowo.
Kulminacja integracji naszych mas.
Każda nasza historia jest podobna.
Taka sama.
Marudna.
Sprytna.
Żmudna.
Koniec.
I jeszcze zapach tej magnolii, co pobudza...Ponownie do życia tego. Mała rzecz a budzi. Niszczy. Budzi. Burzy. Naradza. Psuje. Buduje. Mam chęć wstąpić do ogrodu. Tam samemu...Do tego ogrodu. Bo tak mi potrzeba jej nektaru. Wstrząsające.