"Sprzeczności"

Lukam się na twarzy twojej dostrzegając kawałek eksplozji

Eksplozja miała proste imię tarzała się po ziemi czasami podskakiwała

I spotkałaś ją na drodze I ona zauważyła twoją przenośnię I razem stałyście się...

Moim apetytem

Wstręty ponaglały się w grupkach by doskoczyć do czyjejś dłoni

Razem w przestrzegających stadninach pięły się po wietrznej tlenowej by

Z oddechem w środku ginąc za gardłową matnią tuż pod językiem czuję czyjąś obecność

To wstręt Wodowstręt Wniebowzięcie we wstręcie Balowania na wstrętnych imprezach i czucie...

Moją samotnością...

Którą postrzegam jako wstręt

Karmienie piersią oślepia smaki zaślepki ułożone na dłoniach nie potrafię uchwycić miłości
Żałości ciągną się po białej kartce w słowach ujęte napięte wyskakują z białych tuszowych i wbijają się w krtanie...
Czytających
Nagie kobiety podniety dziecięce nie dojrzałe marnotrawne starości ciągnące się w zmarszczce tuż nad lewym okiem
W lustro patrzeć nie mogę Nie mogę tulić się Nie mogę się żalić Poprzestać na planowych Wystawić atawizm

Bis

Oklaski

Bis

Okrzyki po których zbiera się mi na biegunki kilka biegunek czyni swoją powinność rzygi na wierzchu wilgotne już usta skowyt czterech przysięgłych Jednego wstrętu Jednej eksplozji Jednego wytrysku co spoczął na jej twarzy a widok ten mnie przestraszył Niedobre mleko Kożuszek na wierzchu odstrasza mnie W ciszę lgnę głębiej potok słóweczek potok mordeczek widzę ich kilka wciąż takie same ciągną się linią grubości przeschłego pisaka ponownie zapisana kartka papieru ponownie przenośnia ponownie atawizm ponownie abstrahując wymachując prąciem i jeszcze ona przyjaciółka nabita w butelkę na skórze jej zapisana wiadomość rysikiem krwistym ślaczkiem zaznaczając najważniejsze...

Na pomoc

Nie krzyczę i nie wołam zaznaczam tylko na skórze obcej mi

Tak samo jak z eksplozją którą posiadasz

Tak samo jak we wstrętnej samotności

Tak samo jak z nieudanym pomrukiem romantyczności

Tak samo a nawet i wciąż rzygać mi się tym wszystkim chce

Ginę

Koniec

Kilka końców ukryło się w moich wierszach za każdym razem czuję ich zapach mozaikowy
Kilka sznurków bez zakończenia ciągnie się w mojej łepetynie myśląc i zaniedbując śpieszę się
I twierdzę ponad własną stanowczość

Koniec

Początkiem każdego końca jest...

skowyt serdeczne podejście kaszlnięcie pieprznięcie mordowanie słowa i strata czasu nad tym co czuję nad tym co widzę kończy się wstyd zaczynam bluźnić i straszyć i boleć zaczyna w krzyżu

Od pisania głupot

koniec