"Szkieletor"

Szkieletory wyszły na zakupy wszystkie okiełznane w jedną grupkę poszukały miejsca by oddać się smakoszom i miękną pod naporem pasków identyfikacyjnych i podatków i pinów

Szkieletory zupełnie odmienione półnagie w przezimne pustkowie odkrywają kolejne najnowsze dezyderaty proporcjonalne ubrania okrywające ich kości i szmaty przypominające podwiązki

Na nóżkach prześcieradła co z rannego pochodziły otoczenia pół ciemniejąca szadź w miejscach intymnych przypomina dobrze skrojonego rdzenia co wyjęty z deski pustej zatoczył się nieświadomie w pełne rozterki i pękły sznurki podtrzymujące ich kreski

Szkieletory opadły na ziemię

Szkieletory sprzęgły się i opadły

Porozrzucane kości i ceregiele ich

Bledną momenty zrywają się sztafaże

I jeszcze przestrzeń co mniej się wyrazi w mym...

Słowie

Boję się

Szkieletory powstały przy kościelnym w niedzielę a ja się cielę tuż obok stoję i tak patrzę i zerkam kątowo nie zauważając mnie one mkną i dokonują Powstały z własnego cmentarza podwiązki ponownie napięte trzymają ich starszą postać a w tle mogiły i gnuśne mendelsony

Szkoły prywatne Adekwatne szpitale Teatry co opasłe wydostały się z żurnala i arie prekursowe z książeczki opowiadają historie że żałosne teorie naszym byłym obowiązkiem Kino popularne sztukowo napęczniało od widowiskowych ludzkości Kobieta i Mężczyzna

To właśnie grają

Koniec