"Track 16" czas trwania 6:78

Mam w głowie ciemności z zazdrości łamane kości w refrenie genezy mam dosyć tej bohemy
Wariackie papiery tyłkiem się podcieram do zmasowanej grupy docieram słowem połamię

Niema nieba niema nieba niema niema niema niema nieba nieba nieba nieba nieba nieba

Mam w głowie jasności z ludzkości zaśmieconej głupotami zdenerwowanej mimice dłoni
Zdeklasowany przywódca dociera bokiem smakowitej cząstki chleba głodny więc ucieka

Niema nieba niema nieba niema niema niema niema nieba niema niema nieba niema nieba

Hałas sztuczki piśmiennych daremnych w jazgocie kreślone dłonią w popieprzonym ramocie
Zarazki na dupie gryzą mnie w gardziel załamany twardziel chwycił laseczkę zakasłał poezją
W ten sposób powstał wyrwany pieniądz ona przyjęła właściwie zraniona nie była już piękna
Ucieczką uratowałem ten świat co w gęstwinie zagubił własne właściwości jędrność policzka

Nie nie nie nie nie nie nie niema niema nieba niema niema nieba niema nieba niema nieba

(solufga)

(krzykiem)

(w tle chórki trzech nagich panienek mieniących się cieniem)

(gościu krótko obstrzyżony dogrywa na basówce w tle wiolonczelista co czeka)

Mam w głowie przeciętności wynikające z niczego wyrwane korzenie rodzinne przekonania
Temperamenty profesorów wygłaszane lamenty mam kartkę papieru znam autorów teorie
Dzieła napiętnowane zgniecieni czytelnicy cudzym boskim zakazem a więc czytam i się nie martwię
Zdaję sobie sprawę z tego że łamię pierwsze przykazanie lub też drugie nie pamiętam już tego nie łaknę
Krętackie spirale bardziej wypuszczone w torturach z aniołem w tle którego subkultura umarła dawno temu już
Jesteśmy pokręceni wymoczeni wprawieni w zarost pod pachą pocę się najmocniej nie za dużo wiem analiz nie prowadzę
Biegnę więc dalej i chowam się choć w banale tym jest moja przestroga nie boję się opoja z którym chlam i nie mam pojęcia o co tu chodzi
On łagodzi moje obyczaje załatwiam się na piedestale oklaski w dali zamierzchłe historie wyuczone na pamięć nie mam pojęcia o co w nich chodzi

(refren pod końcówki)

(trzy grubaski drą się mocno niebywale kolejna solówka na basie wybija się melodia)

(perkusista załamuje całą tą przestrzeń inny gitarzysta udaje brata White’a wiem że jest źle przydałaby się siostra White mam tego dość za dużo decybeli klata rozpina się w hałasie)

naucz się słuchać
naucz się słuchać
naucz się słuchać
naucz się słuchać

niema nieba niema nieba niema nieba niema nieba niema niema nieba niema nieba niema

(tu następuje cisza w tle tylko smyczki i inne parafrazy nutka wiolonczeli na scenie stan wypoczynku by w pewnej chwili w pewnym momencie wyjechać z mocnym akcentem)

(wciąż cisza wciąż wyleniały dźwięk lekko usypiający aby nasze uszka ocalały z gęstej matni)

(jeszcze troszkę)

(jeszcze troszkę)

(jeszcze troszkę)

(już zaraz już zaraz)

(WYBUCH)

(EKSPLOZJA)

(ŁAMANA IMPLOZJA ETAT WYŁUSZCZONY KASA NA KONCIE KONTRATAK)

(gitary nawalają dziwaczne rifciaki dzieciaki krzyczą młody chłopak wskakuje na scenę spogląda na swoich idoli uśmiechnięty i uradowany po czym wbiega w publiczność)

(szesnastolatka uprawia oralnego ze swoim kolegą studencikiem pedagogiki i innych )

(szał)

(skwar)

(bunt)

(słowa wypowiadane i nie śpiewane rifciaki zanikają z tła poprzewracanego tekturowego domu zdenerwowany ojciec matka z pianą na ustach mówisz że jesteś wolny a więc strać)

To tylko struktura pierdolona wymodelowana na coś ciekawego w banalnym schemacie
To już było to już widziałeś tego doświadczyłeś pierdolę waszą egzystencję załatwiam się na scenie
To już było jebany standard sprzedawany w szesnastu pigułkach darmowych gdzie wyobraźni za nic
Dym wypielęgnowany w oczach waszych odnajduje miejsce zamieszkania wciska się tam na siłę
Zakłopotany współ przyjaciel w twojej głowie powoli niknie jego imię wiarą objawione odrzucasz
Sumienie w kosmos wyjebane mam dosyć waszej egzystencji tutaj obecności szacunek nie moim jest obrazem
Skończę niezbyt szlachetnie jednak namiętnie zadławię się własnymi wypocinami nie zerknę w twoją stroną
Już tego nie chcę już nie potrzebuję teraźniejszy introwertyk zamienia się w nonkonformistę i was zabawi

(wokalista zespołu podrzyna sobie gardło krew tryska na publiczność muzyka tylko szarpie powietrze wszyscy krzyczą ledwo słychać chórek czternastu lewicowych blondynek)

(resztkami sił wokalista zespołu wypowiada tego typu słowa)

A teraz kurwa spójrzcie na mnie

Czy dacie radę to wyśpiewać

Koniec