Mam w głowie ciemności z zazdrości łamane kości w refrenie genezy
mam dosyć tej bohemy
Wariackie papiery tyłkiem się podcieram do zmasowanej grupy docieram
słowem połamię
Niema nieba niema nieba niema niema niema niema nieba nieba nieba nieba nieba nieba
Mam w głowie jasności z ludzkości zaśmieconej głupotami zdenerwowanej
mimice dłoni
Zdeklasowany przywódca dociera bokiem smakowitej cząstki chleba
głodny więc ucieka
Niema nieba niema nieba niema niema niema niema nieba niema niema nieba niema nieba
Hałas sztuczki piśmiennych daremnych w jazgocie kreślone dłonią w
popieprzonym ramocie
Zarazki na dupie gryzą mnie w gardziel załamany twardziel chwycił
laseczkę zakasłał poezją
W ten sposób powstał wyrwany pieniądz ona przyjęła właściwie
zraniona nie była już piękna
Ucieczką uratowałem ten świat co w gęstwinie zagubił własne właściwości
jędrność policzka
Nie nie nie nie nie nie nie niema niema nieba niema niema nieba niema nieba niema nieba
(solufga)
(krzykiem)
(w tle chórki trzech nagich panienek mieniących się cieniem)
(gościu krótko obstrzyżony dogrywa na basówce w tle wiolonczelista co czeka)
Mam w głowie przeciętności wynikające z niczego wyrwane korzenie rodzinne
przekonania
Temperamenty profesorów wygłaszane lamenty mam kartkę papieru
znam autorów teorie
Dzieła napiętnowane zgniecieni czytelnicy cudzym boskim zakazem
a więc czytam i się nie martwię
Zdaję sobie sprawę z tego że łamię pierwsze przykazanie lub też
drugie nie pamiętam już tego nie łaknę
Krętackie spirale bardziej wypuszczone w torturach z aniołem
w tle którego subkultura umarła dawno temu już
Jesteśmy pokręceni wymoczeni wprawieni w zarost pod pachą pocę
się najmocniej nie za dużo wiem analiz nie prowadzę
Biegnę więc dalej i chowam się choć w banale tym jest moja przestroga
nie boję się opoja z którym chlam i nie mam pojęcia o co tu chodzi
On łagodzi moje obyczaje załatwiam się na piedestale oklaski
w dali zamierzchłe historie wyuczone na pamięć nie mam pojęcia o co
w nich chodzi
(refren pod końcówki)
(trzy grubaski drą się mocno niebywale kolejna solówka na basie wybija się melodia)
(perkusista załamuje całą tą przestrzeń inny gitarzysta udaje brata Whitea wiem że jest źle przydałaby się siostra White mam tego dość za dużo decybeli klata rozpina się w hałasie)
naucz się słuchać
naucz się słuchać
naucz się słuchać
naucz się słuchać
niema nieba niema nieba niema nieba niema nieba niema niema nieba niema nieba niema
(tu następuje cisza w tle tylko smyczki i inne parafrazy nutka wiolonczeli na scenie stan wypoczynku by w pewnej chwili w pewnym momencie wyjechać z mocnym akcentem)
(wciąż cisza wciąż wyleniały dźwięk lekko usypiający aby nasze uszka ocalały z gęstej matni)
(jeszcze troszkę)
(jeszcze troszkę)
(jeszcze troszkę)
(już zaraz już zaraz)
(WYBUCH)
(EKSPLOZJA)
(ŁAMANA IMPLOZJA ETAT WYŁUSZCZONY KASA NA KONCIE KONTRATAK)
(gitary nawalają dziwaczne rifciaki dzieciaki krzyczą młody chłopak wskakuje na scenę spogląda na swoich idoli uśmiechnięty i uradowany po czym wbiega w publiczność)
(szesnastolatka uprawia oralnego ze swoim kolegą studencikiem pedagogiki i innych )
(szał)
(skwar)
(bunt)
(słowa wypowiadane i nie śpiewane rifciaki zanikają z tła poprzewracanego tekturowego domu zdenerwowany ojciec matka z pianą na ustach mówisz że jesteś wolny a więc strać)
To tylko struktura pierdolona wymodelowana na coś ciekawego w banalnym
schemacie
To już było to już widziałeś tego doświadczyłeś pierdolę waszą
egzystencję załatwiam się na scenie
To już było jebany standard sprzedawany w szesnastu pigułkach
darmowych gdzie wyobraźni za nic
Dym wypielęgnowany w oczach waszych odnajduje miejsce zamieszkania
wciska się tam na siłę
Zakłopotany współ przyjaciel w twojej głowie powoli niknie jego
imię wiarą objawione odrzucasz
Sumienie w kosmos wyjebane mam dosyć waszej egzystencji tutaj
obecności szacunek nie moim jest obrazem
Skończę niezbyt szlachetnie jednak namiętnie zadławię się własnymi
wypocinami nie zerknę w twoją stroną
Już tego nie chcę już nie potrzebuję teraźniejszy introwertyk
zamienia się w nonkonformistę i was zabawi
(wokalista zespołu podrzyna sobie gardło krew tryska na publiczność muzyka tylko szarpie powietrze wszyscy krzyczą ledwo słychać chórek czternastu lewicowych blondynek)
(resztkami sił wokalista zespołu wypowiada tego typu słowa)
A teraz kurwa spójrzcie na mnie
Czy dacie radę to wyśpiewać
Koniec