"TRASTYFIKACJA"

Szemrany cień za mną
Zatapia moje kroki w ziemi
Życiowy patent na przemianę
Wychodząc z szarówki na dłoni układa się w zmianę
A ja piętrzę widoki
Rozumnie rozpościeram barwy by rozmazane bardziej głuszyły się w skowyt

Namiętnie patrzę

Targam się z życiem na stacji w zielonce
Poczwara wbiła się w galoty materialne i ząbkami szczypała w pośladki

Namiętniałem z momentu okruszki piwa
Co w ustach zabijała smak gorzkiego lnu
Wbijając pierścień w język posłuszny poprzez słowo czynię się inny
Rezolutny z żerdzi
Nadepniętego mchu
Z bzu co soki rozpuścił mi na ramionach i jedna wrona co usiadła na ów członku

Namiętnie patrzę

Oblizuję boki ust a palcem szukam podniecenia

Odnajdując w ciszy usłużne mi namiętności

Brak mi idylli
Na regale w sklepie pamiątkowym obok przeterminowanego chleba
I rocznej na w pół otwartej puszki nie szarawego pasztetu

Była już ostatnia
Pani tylko w bieliźnie zakupiła jej ostatni okruszek
Zobojętniałem martwiąc nerwy obojętnym okiem widzącym
W wyobraźni zakręty się wyprostowały
A mała kaźń z relacji damsko męskiej opuściła mnie na chwilkę

Czy da pani kawałek idylli

Ona uśmiechnięta zdarła z siebie rąbki sukienki kusej
W zamian zapragnęła pornograficznej treści
Tam w krzakach rozwarła uda przypominające metalowe pręty i biała kość wystająca z pod stopy
To drewniany garb ukryty z zewnątrz
Jeszcze schnący od farby bez woni

Zrobiliśmy to pod chrustem co wbijał się jej w plecy
Masochistka z orientalną urodą burżuja po śniadaniu z mlekiem pod nosem z mięsem w zębach
I zapach muszki co z martwego odbytu martwej kozy rozpieściła się na mnie tamtej półrocznej wiosny

Dla idylli wszystko

Wysypisko pisków podkładanych dźwiękowo gdyż ona ustami nie poruszała
A głośno było
Ciężko bez satysfakcji

Trastyfikacja – wymyślone pojęcie

Oznacza pochodną przymiotnika
Wytyczną poświęcenia w imię tematu
W tezę tabu o prostopadłościennych bokach
Ze wzorem na kartce wycierającej podchwytliwą dwudziesto trzyletnią dupę

Koniec