"TRZASKI OSOBY"

Kark wyślizgnął się z szyi
Tocząc wrzaski osoby nieskalanej bólem
Choć wąskie kości swobodnie trzymały głowę
Po uczuciu utraty nastąpił skłon za przewinienie
Ustrojem bakteryjnym w prawym złym udzie

Na dół gdzie lód utwierdził fasady

Dygnięcie kawałka ciała
Wnętrze myśli co tyknęło się w daremną stronę
W nerwie z wariatkowa wracającym gdzie po ospałych spazmach zbudziły się protony
Odpowiedzialne za domycie stawów

Za późno już w prawdzie
Co naszła mi szybkie

Kruche ciało zakręciło w oddechu ośnieżane piruety
Wątłe mózgi gładkie dotknięciem dłoni zbiły z tropu giganta je dźwigającego
Z włosów wyłonił się gruby chrust w czym wilgoci nie dogęścił od lat

Tak uszło mi wspomnienie zimy

Fircykowate dłonie otarły łzy nagiego brzucha
A reminiscencja wyszła z kaskad na zewnątrz
Wzgórza niebieskie wytarły naiwne
Zaś dykcja wytoczyła własne

Dygoczę zimie za nienawiść do niej

Kłębi się szumnie nader cicha mimoza
W spojrzeniu lustra niewierna koza
Futrzany organ dygoce na piętrze...

Do nieba

Bo tam zimy koniec

Koniec